Sklepy wolne od plastiku

Pamiętacie czasy, gdy na wycieraczce zostawiało się butelkę na mleko, którą mleczarz wymieniał rano na pełną? Idea wielokrotnego użytku jest stara jak świat, ale na kilka dekad o niej zapomnieliśmy, skupieni na własnej wygodzie. Na szczęście teraz znów powraca, a sklepów wolnych od plastiku na mapie polskich miast jest coraz więcej.  Bez Pudła we Wrocławiu, Kubek z Przyprawami w Gdańsku, poznańskie BIOrę, warszawska Kooperatywa Dobrze czy sklep Na Gramy – gdzie jak sama nazwa wskazuje, wszystko kupujemy na wagę – to tylko kilka przykładów. W tych miejscach nie znajdziesz plastikowych woreczków, siateczek, ani rękawiczek. Nie ma też gotowych, poporcjowanych produktów zamkniętych w plastikowych kontenerkach. Na zakupy przychodzimy z własnymi słojami, puszkami i torbami wielokrotnego użytku. Ewentualnie pakujemy zakupy w papier. W ślady branży spożywczej idzie też coraz więcej sklepów z kosmetykami i chemią gospodarczą. Warszawskie Yope umożliwia dolewkę mydeł i płynów myjących na miejscu, a założona przez Ewelinę Niedzielską marka LOVISH produkuje pierwsze w Polsce całkowicie biodegradowalne kosmetyki (ich opakowania mogą być kompostowane i zamieniają się w ekologiczną biomasę). Ekologiczne detergenty można też „odlać” sobie wedle potrzeb we wrocławskim sklepie Bez Pudła.

Po co to wszystko? Każdego roku w morzach i oceanach ląduje ponad 8 milionów ton plastiku, a przeciętny mieszkaniec Europy generuje rocznie blisko 31 kg plastikowych śmieci. Gdy staramy się objąć te liczby wyobraźnią, przed oczami stają nam abstrakcyjne obrazy. Tymczasem wystarczy kilka małych zmian nawyków, by zmniejszyć ilość plastikowych odpadów. Rezygnacja z plastikowych słomek, jednorazowych kubków, a także foliowych opakowań i torebek to wcale nie drobnostka. Gdy na cenzurowanym znajdą się także plastikowe jednorazowe butelki – to już naprawdę spory krok w kierunku ograniczenia odpadów. Zwłaszcza, że dzięki dzbankom i butelkom filtrującym możesz cieszyć się smaczną wodą prosto z kranu! Marka Dafi dba również o przyjazną środowisku utylizację filtrów. W specjalnie wyznaczonych miejscach stanęły kontenery, do których można wyrzucać zużyte filtry dzbankowe i butelkowe, mając stuprocentową pewność, że zostaną właściwie zrecyklingowane.

Miejskie ule

Jeszcze sto lat temu nikt nie przypuszczał, że mogłoby kiedyś ich zabraknąć. Pszczoły – bo to właśnie o nich mowa – są naturalnym strażnikiem bioróżnorodności, a ich pozornie niewielka rola urasta do olbrzymich rozmiarów. To trochę jak efekt domina. Wyginięcie jednego gatunku roślin, pociąga za sobą zmiany w całym ekosystemie, przyczyniając się do zagrożenia innych gatunków roślin i zwierząt. W dodatku, gdyby nie pszczoły, nie mielibyśmy możliwości przyswajania witamin z naturalnych źródeł, a ceny jedzenia musiałyby znacząco podskoczyć. Niestety, zmiany klimatyczne, sztuczne nawozy i pestycydy oraz inne formy ingerencji w naturalny porządek powodują, że pszczół jest coraz mniej. By uchronić Ziemię przed ich całkowitym wyginięciem, powstaje coraz więcej miejskich uli, które dają schronienie tym pracowitym owadom i przyczyniają się do zwiększania bioróżnorodności na danym terenie. Miejskie pasieki zakładają nie tylko organizacje proekologiczne i aktywiści – po to wyjątkowe rozwiązanie sięgają też przedsiębiorcy. Firma Dafi postawiła na terenie swoich dwóch zakładów już 20 uli, w których mieszka przeszło milion pszczół! Firmowa pasieka to realne wsparcie dla tych owadów i prawdziwe schronienie w niepewnych czasach.

Ochrona gatunków parasolowych

Skoro mowa o ekosystemach, tu również jest sporo do zrobienia. Kluczowe działania skupiają się na ochronie tzw. gatunków parasolowych, których wyginięcie pociąga za sobą kolejne straty w ekosystemie. Firma Dafi w 2019 roku przekazała na ich ochronę ponad 100 000 zł, w 2020 roku podwoiła tę kwotę. Wspólnie z przyrodnikami związanymi ze Stowarzyszeniem MOST powstał nawet specjalny projekt badań i ochronny cennych przyrodniczo miejsc. Takie działania są szczególnie ważne w czasie suszy, zanieczyszczenia wody i powietrza, czy nagłego ocieplenia klimatu – nie tylko z perspektywy ginących gatunków, ale również naszego zdrowia i życia.

Deszczowy ogród osiedlowy

Być może lasy deszczowe to domena tropików – ale ogrody już niekoniecznie! Można je zakładać także w naszym klimacie – ba! – nawet w miejscach zupełnie nieoczywistych, takich jak betonowe osiedlowe dżungle, miejskie skwery czy przydomowe ogródki. Kluczem do sukcesu jest zapewnienie odpowiedniej wilgotności. Ogrody deszczowe funkcjonują jako zamknięte obiegi wody, w których cały czas krąży wcześniej zmagazynowana i odpowiednio „zarządzana” deszczówka. Wystarczy zatroszczyć się o odpowiednie podłoże z warstwą drenującą, która kontroluje przepływ wody do głębszych warstw gleby. A także o roślinność, która dobrze czuje się w wilgotnym środowisku i jest odporna zarówno na okresowe zalewanie, jak i przesuszenie. Po co nam ogrody deszczowe w środku miasta? Rośliny przechwytują zanieczyszczenia, dzięki czemu możemy oddychać czystszym powietrzem. Okazuje się też, że gromadzenie deszczówki poprawia retencję gleby i ma wpływ na zachowanie bioróżnorodności. W dodatku, na założenie takiego ogrodu można nawet otrzymać dotację od miasta (m.in. w Krakowie, Warszawie czy Wrocławiu).

System wymienny

Wszyscy wiemy, że trzeba ograniczyć kupowanie – ale mało kto zdaje sobie sprawę, z czego tak naprawdę to wynika. W przedświątecznej gorączce zakupów zapominamy o tym, że masowa konsumpcja, choć napędza gospodarkę, wiąże się także z ogromną degradacją środowiska. Tymczasem święcący triumfy w grudniu przemysł odzieżowy zajmuje – zaraz po petrochemii - drugie miejsce na świecie pod względem najbardziej zanieczyszczających środowisko gałęzi gospodarki. By ograniczyć straty możemy zrobić tylko jedno: używać dłużej i wymieniać rzeczy w zamkniętym obiegu. Jeszcze kilka lat temu, było to niemałe wyzwanie. Dziś kupowanie z drugiej ręki, wypożyczanie zamiast kupowania, czy runda po second handach to cały styl życia. Wymiana niepotrzebnych rzeczy (obojętnie czy za pieniądze, czy za darmo) nigdy nie była prostsza. W większych miastach funkcjonuje coraz więcej miejsc (np. Bazar Miejski), gdzie można przynieść wszystko to, czego się nie używa – i wymienić albo sprzedać niepotrzebne rzeczy. Do dyspozycji mamy też wygodne aplikacje (np. Vinted), które pomogą nam się pozbyć nadmiaru bez wychodzenia z domu. Dzięki temu możemy bez większego wysiłku przewietrzyć szafy, zarobić trochę ekstra kasy – i jeszcze przyczynić się do ochrony środowiska. Same plusy!

--

Materiał powstał we współpracy z firmą Dafi.