Medycyna alternatywna: akupunktura, refleksoterapia i inne.
Chyba każdy z nas ma taki moment, że rzuca w kąt receptę (zwłaszcza po przeczytaniu listy działań ubocznych) i rozgląda się za specjalistą medycyny alternatywnej. Podpowiadamy, który może pomóc, a który tylko chce wyłudzić pieniądze.
Coraz częściej słyszy się opowieści o niezwykłym uzdrowieniu lub przynajmniej uśmierzeniu bólu – bez kolorowych pigułek, operacji czy zabiegów rehabilitacyjnych. Jednemu pomógł masaż kamieniami, innemu technika uciskania zakończeń nerwowych lub ręce bioenergoterapeuty. A co na to eksperci? Ci wciąż spierają się o skuteczność leczenia bez leków, a dyskusje, jak dotąd, nie dają odpowiedzi jednoznacznej. Tym bardziej że termin „medycyna alternatywna” jest bardzo obszerny. Zawiera się w nim szereg bardzo różnorodnych terapii. Wśród nich są takie jak akupunktura (uznana niedawno przez „oficjalną” medycynę jako pełnoprawna metoda lecznicza) czy bardzo kontrowersyjne „bezkrwawe operacje” (słyną z nich uzdrowiciele z Filipin). Pewnie dlatego słowa uznania dla zabiegów wywodzących się z Dalekiego Wschodu, tak często równoważą się z głosami potępienia dla „uzdrowicieli” wykorzystujących desperację chorych ludzi. Gdzie więc przebiega granica między prawdziwą terapią a oszustwem? Wielu terapeutów posługujących się medycyną alternatywną nie docenia znaczenia badań laboratoryjnych (radiologicznych, USG, itp.). A już zwłaszcza ci, którzy przeprowadzają grupowe seanse uzdrowicielskie albo „uzdrawiają z pomocą boską”. Często też chybione są stawiane przez nich „diagnozy”. Zdarza się, że do lekarzy trafiają przerażeni pacjenci z rozpoznaniem choroby, której żadne badania nie potwierdzają. Dlatego wybierając się do terapeuty, który nie jest lekarzem, warto dowiedzieć się, czy ten ma potwierdzający swoje umiejętności dyplom (nie chodzi oczywiście o 3-dniowy kurs „leczenia” – bo i takie się zdarzają). Tylko jak odróżnić, który dyplom (a wydających je szkół jest bez liku) rzeczywiście potwierdza wysokie kwalifikacje uzdrowiciela? Do niedawna było to trudne. Na rynku panowała dowolność: każdy mógł zarejestrować działalność „leczenie niekonwencjonalne”. Na szczęście jeszcze w tym roku ma się to zmienić. Rząd przygotowuje właśnie spis terapeutów uprawnionych do leczenia metodami niekonwencjonalnymi. Pozostali będą musieli zamknąć gabinety. Przyjrzyjmy się więc zabiegom, które mogą być skuteczne.
UZNANE TERAPIE ALTERNATYWNE
Akupunktura, akupresura i wypukiwanie bólu
To najstarsze, liczące kilka tysięcy lat, metody leczenia bez leków. Do Europy dotarły z Chin. W każdym ludzkim ciele znajduje się 14 kanałów, meridianów, którymi przepływa energia. Zaburzenia w jej przepływie to choroba. Leczenie odbywa się poprzez pobudzanie punktów rozmieszczonych wzdłuż każdego meridianu. Punkty te można nakłuwać specjalnymi igłami (akupunktura) lub uciskać (akupresura). „Wypukiwanie” bólu, nazywane z angielska tappingiem, to także odblokowanie energii, która uwięzła w meridianach. W końcowej fazie wskazane są ćwiczenia na koordynacje prawej i lewej półkuli mózgowej, np. krążenie wzrokiem, liczenie, nucenie melodii. Koszt zabiegu – 50 zł. Więcej na str.: www.akupunktura.net
Refleksoterapia, czyli przez stopy do celu
Przywróceniu właściwego przepływu energii służy masaż stóp w miejscach, w których znajdują się zakończenia nerwowe, zwane receptorami. To zadanie można zlecić specjaliście – refleksologowi lub podjąć się go samemu. Pobudzanie receptorów „zmusza” chory narząd do samoleczenia. Ponieważ niektóre narządy lub części ciała są parzyste, refleksoterapeuta masuje obie stopy. Najpierw delikatnie, a z czasem coraz silniej. W miejscu, które odpowiada choremu narządowi, masaż wywołuje ból. W niektórych chorobach ulgę można poczuć juz po jednym zabiegu, ale zwykle potrzeba ich znacznie więcej. Koszt – 50 zł. Więcej: www.refleksoterapia.pl
Osteopatia nie tylko na ból
Napięcia mięsni utrudniają krążenie krwi, wskutek czego niedokrwiony organ podtruwany jest toksynami, produktami przemiany materii. Stad, zdaniem osteopatów, pojawiają się różne dolegliwości pozornie nie mające związku z układem kostnym. Najczęściej z zabiegów korzystają osoby mające problemy z kręgosłupem wskutek np. „wypadania dysku”. Osteopata najpierw nastawia kręgi, a potem zajmuje się mięśniami. To one „histerycznie spięte” wskutek zmiany, jaka nastąpiła w kręgosłupie, potwornie bola. Fachowo uciskane w różnych miejscach, powoli ulegają rozluźnieniu. Dzięki temu ból stopniowo ustępuje. U niektórych osób po sześciu zabiegach, u innych dopiero po dziesięciu. Koszt jednego zabiegu – 80–120 zł. Więcej na str.: www.osteopatia.pl
LECZENIE, KTÓRE CI NIE ZASZKODZI
Ręce, które (prawie wszystko) leczą
Są ludzie, którzy są źródłem silnego pola bioenergetycznego. Tylko oni mogą oddziaływać na inne osoby, przekazując im swoją energię i w ten sposób leczyć. Bioterapeuta przesuwając dłonie od czubka głowy pacjenta aż do stóp, wyczuwa zakłócenia jego biopola, co wskazuje na chorobę jakiegoś organu. Potem dotyka miejsc na ciele, które są cieplejsze. Trzyma ręce tak długo, aż uczucie ciepła minie. Aby nastąpiła poprawa, potrzeba kilkunastu takich zabiegów. Każdy kosztuje: 50–100 zł.
Gładkim kamieniem rzut w chorobę
Terapeuci używają bazaltu i marmuru. Małe – na ręce i nogi, duże – na tułów. Przed zabiegiem kamienie moczone są w oliwie z dodatkiem olejków eterycznych. Masaż nimi ma przywrócić właściwy przepływ energii w organizmie. Dzięki temu pozbywa się on toksyn. Rozluźniają się napięte mięśnie, energia przepływa do miejsc, w których jej brakuje. Zabieg jest przyjemny, relaksujący, lecz kosztowny. Cena: 210 zł.
Hipnoza: wyprawa terapeuty do podświadomości
Można to nazwać leczeniem sugestią. Polega na wprowadzaniu pacjenta w trans przez monotonne słowa lub ruchy wahadełka. W stanie, który nie jest ani snem, ani jawą, osoba zahipnotyzowana słyszy tylko głos terapeuty. Podświadomie podporządkowuje się jego nakazom. A ten w czasie seansu może przekonać pacjenta, że juz go nic nie boli, i że jego choroba minęła. Może też... wzbudzić w nim na przykład wstręt do palenia papierosów i picia alkoholu. Za jeden seans trzeba zapłacić 30–80 zł.
TERAPIE, KTÓRE BUDZĄ KONTROWERSJE
przekazanie energii na odległość: 50 zł
„leczenie” na podstawie zdjęcia: 50 zł
z pomocą sił nadprzyrodzonych: 80–180 zł
W prasie pojawia się sporo ogłoszeń o leczeniu „energetyczną wodą” lub poprzez wpatrywanie się w zdjęcie chorej osoby. Nie brak i takich, którzy twierdzą, że doznali religijnego objawienia i uzdrawiają przy pomocy Boga lub Matki Boskiej. Takie metody to najzwyklejsze zerowanie na ludzkiej naiwności. Oszukańcze praktyki uzdrowicielskie to oczywiście nie tylko polska specjalność. Swego czasu „leczniczym” przebojem byli w naszym kraju gościnnie występujący uzdrowiciele z Filipin.
Artykuły o podobnej tematyce:
Terapie naturalne
Igłą w ból
Refleksoterapia – masaż stóp
Proste sposoby na ból głowy
Masaże dla urody
Grupy o podobnej tematyce:








