Sztuka uwodzenia? Masz ją w genach
Zapomnij o kursach podrywania! Nie doskonal, nie szlifuj, nie szukaj w sobie ideału. Temu intuicyjnie nie uwierzy żaden mężczyzna. Wybierze twój naturalny zapach, a nie zapach perfum. Jego uwagi nie zatrzymają wyuczone na kursie triki, ale ujmie go naturalność, nawet ta nieporadna. To w niej kryje się wdzięk, którego w sobie szukamy.
Tomek, jeden z wielu młodych mężczyzn zapytanych na potrzeby powstającego artykułu o działanie magicznych sztuczek, których używają kobiety, aby wpaść w męskie oko, odpowiedział tak: – Muszę przyznać, że niektóre wasze pomysły są przedziwne. No i przynoszą odwrotny skutek do tego, jak się domyślam, założonego. Nie jestem np. w stanie zrozumieć, co podoba się wam w tych karykaturalnie powiększonych ustach. To jakaś moda? Kiedy widzę kolejną kobietę z nadmuchanymi wargami, odwracam wzrok, to jest po prostu brzydkie, nienaturalne. Takie usta sprawiają wrażenie, jakby nie było w nich czucia. Jeśli robicie to po to, aby podobać się nam, to jesteście w dużym błędzie. Konsultowałem to. I żaden z moich kumpli nie chciałby, aby jego kobieta nosiła w ustach taki dodatek. Drogie panie, to nas naprawdę nie kręci – krzywi się. –
„Czarowanie” dzisiaj oznacza dokładnie to samo, co znaczyło sto lat temu, za czasów naszych babek – mówi Krzysztof Korona, psycholog. – Jak świat światem kobiety zastanawiają się, co zrobić, aby zatrzymać na sobie wzrok mężczyzny. A mężczyźni – kobiet. Najpierw na moment, a w perspektywie na wieczność. Kiedyś robiono to przy użyciu magicznych sztuczek, z pomocą czarnoksiężników, dziś ich rolę przejęły szkoły uwodzenia, kursy podrywania, kosmetyczki, masaże, zabiegi upiększające… Tyle że zaczynamy korzystać z tego wszystkiego bez opamiętania. Bezmyślnie. Trochę w tym szaleństwa, trochę desperacji. Wpadamy w pułapkę, którą sami na siebie przez ostatnie lata zastawialiśmy – ostrzega psycholog.
– Nauczyliśmy się, a raczej niesłusznie wbiliśmy sobie do głowy z pomocą całego przemysłu i świata reklam, że ładne, dobre, pociągające, kuszące jest to, co poprawione, wyuczone. Tymczasem seksapil to nie napompowane usta, natapirowane włosy, trzy wyuczone gesty zastosowane w odpowiedniej kolejności. Kobieta nie staje się bardziej seksowna tylko dlatego, że wyszła właśnie z gabinetu masażu po zabiegu o nazwie: „Czekoladowy szał zmysłów. Obudź w nim pragnienie”. Nie staje się bardziej seksowna, jeżeli sama nie czuła swojej wyjątkowości, atrakcyjności, już wchodząc do takiego salonu – tłumaczy Krzysztof Korona. – Wzajemne przyciąganie, sztuka uwodzenia polega na czymś zupełnie innym niż udawanie doskonałości – tłumaczy Krzysztof Korona. – Nas, mężczyzn, i mówię to z perspektywy przedstawiciela męskiego punktu widzenia, ale przede wszystkim z perspektywy terapeuty z długim stażem pracy z parami, nie pociąga ideał, nie pociągają wyuczone triki, ale naturalność, którą ma w sobie kobieta, i to, czym emanuje. Najbardziej pociągająca, seksowna, i wynika to ze wszystkich badań, jest ta, która dobrze się czuje sama ze sobą. To ta uwodzi najskuteczniej. Jest pewna swoich gestów, ruchów, nawet kiedy wyglądają nieporadnie – dodaje psycholog. Zresztą w tej nieporadności właśnie często kryje się siła damsko-męskiego i w ogóle międzyludzkiego przyciągania. – Pamiętam występ mojej wnuczki w przedszkolnej grupie baletowej – opowiada terapeuta. – Wzrok każdego widza przyciągały te dziewczynki, które się myliły.













