Ona i On- dlaczego mówimy to samo, a słyszymy co innego - Kobieta.pl

Zarejestruj się!

Na podobny temat:

Uczucia i seks - |Seks i związki
rozmiar czcionki:AAA

Ona i On- dlaczego mówimy to samo, a słyszymy co innego

05.06.10 15:00
fot. Shutterstock

fot. Shutterstock

Wypowiadamy wprawdzie takie same słowa, a jednak się wydaje, jakbyśmy mówili zupełnie różnymi językami. Jedno nie może zrozumieć drugiego. Błędnie odczytujemy swoje intencje. Damsko-męska wieża Babel. Tymczasem wielu nieporozumień możemy uniknąć, wystarczy tylko zdać sobie sprawę z różnic między nami.



Trzaskam drzwiczkami kuchennych szafek… wzdycham… nie odzywam się… znów głośno zamykam szafkę… dalej uparcie milczę… Tak mąż opisuje moje zachowanie, kiedy się na niego obrażam – przyznaje Matylda, 36-letnia notariusz. – Kiedy on w końcu pyta: „O co ci chodzi”, rzucam: „O nic”, chociaż myślę zupełnie co innego. Niby go ignoruję, ale tak naprawdę chcę, żeby dalej się dopytywał. A najlepiej, by sam się domyślił, czym mnie uraził, a potem przeprosił. Gdy tego nie robi, zacinam się jeszcze bardziej.
Kobiety tak już mają. Kiedy obrazimy się na mężczyznę, przestajemy się do niego odzywać. Milkniemy, bo czujemy się zranione i rozżalone. Oczywiście chcemy, żeby partner właściwie odczytał nasze uczucia, ale powinien się przy tym napracować. Wydobyć z nas, co leży nam na sercu, pogłowić się, nagadywać. To ma być formą kary.



Ale – jak uczula dr Linda Papadopoulos, autorka głośnej książki „Co mówią mężczyźni, co słyszą kobiety” (Rebis, 2009) – taka zabawa w zgadywanki jest nie fair wobec partnera. On patrzy na całą sytuację z męskiego punktu widzenia. I dopiero mniej więcej po dziewięciu minutach zaczyna się orientować, że sprawy nie mają się najlepiej. Pyta wtedy, czy coś się stało, ale słysząc: „Nic”, uznaje, że tak właśnie jest. Nie skupia się na niuansach. Sam jest prostolinijny, mówi, co myśli – zakłada więc, że gdybyśmy chciały mu coś powiedzieć, zrobiłybyśmy to. Dla niego sprawa jest zamknięta, my jednak nadal… trzaskamy czym popadnie i odpowiadamy monosylabami. Wtedy on traci orientację, próbuje zgadywać dalej, lecz zwykle z marnym skutkiem. Dlatego dr Linda Papadopoulos namawia, żebyśmy od początku grały czysto: starały się przemóc i powiedziały wprost, o co nam chodzi. Bez owijania w bawełnę, ale ze spokojem i poszanowaniem partnera (np. „Zapomniałeś o naszej rocznicy ślubu. Jak zamierzasz mi to wynagrodzić?”).
To działa również w drugą stronę. Jeśli wydaje się nam, że mężczyzna jest obrażony, ale on mówi: „Wszystko w porządku” – to uwierzmy mu, bo mówi prawdę. Bez sensu jest więc dalsze męczenie go pytaniami: „Na pewno nic się nie stało? Przecież widzę, że coś jest nie tak”. Jeśli on twierdzi, że jest OK, to faktycznie tak jest. I nie ma w tym drugiego dna.

KOBIETY wypowiadają do 8 tysięcy słów dziennie. Rozmowami budują więzi emocjonalne

Choć, oczywiście, zależy to od charakteru, generalnie lubimy mówić. Na ogół wyrzucamy z siebie potoki słów. Jak skrzętnie wyliczyli naukowcy, wypowiadamy ich dziennie nawet do ośmiu tysięcy (podczas gdy mężczyźni najwyżej połowę tego). Ponieważ tak cenimy słowa, traktujemy je jak nagrodę. Obsypujemy nimi, jeżeli czujemy się z kimś dobrze, jeżeli darzymy tę osobę ciepłymi uczuciami. Ale panowie nie zawsze są zachwyceni takim prezentem. Tak jak narzeczony Anny, 32-letniej menedżerki w prywatnej firmie: – Wieczorem opowiadam mu ze szczegółami, jak minął mi dzień: że szef, ten kretyn, znowu był dla mnie niemiły; że spotkałam znajomą z liceum; że wyjątkowo długo stałam w korkach itd. A on tylko wydobywa z siebie zdawkowe „ymm hmm”. „Czy ty mnie w ogóle słuchasz?”, pytam. „Tak, tak”, odmrukuje i bawi się pilotem. „To powiedz coś! Dlaczego nic nie mówisz?”, rzucam coraz bardziej zirytowana – skarży się Anna.  Mężczyźni zupełnie inaczej niż kobiety podchodzą do słów. My dzięki rozmowie budujemy i podtrzymujemy emocjonalne więzi. Dla nich bliskość wyraża się raczej we wspólnym robieniu czegoś, byciu razem. Podczas gdy my potrafimy godzinami gadać, faceci lubią razem pomilczeć przy łowieniu ryb. Panom słowa służą przede wszystkim do udzielania informacji, przekazywania konkretnych komunikatów (że zawiesił się komputer; że są głodni; że idą na siłownię). „Po co gadać po próżnicy?”, myśli większość z nich.

MĘŻCZYŹNI używają do 4 tysięcy słów dziennie. Uczucia wolą wyrażać poprzez przebywanie blisko ukochanej osoby

Warto zdać sobie sprawę z tych różnic, bo wtedy będziemy trafniej interpretować męskie milczenie. Zamiast myśleć: „Nie odzywa się, bo już mnie nie kocha”, dopuśćmy możliwość, że partner po prostu potrzebuje chwili spokoju, bo musi odreagować po ciężkim dniu. Ale jeśli pozwolimy mu pomilczeć, damy trochę czasu dla siebie, z pewnością odzyska mowę i z nami porozmawia. Oczywiście w rozsądnych dawkach, bo mężczyźni nie przepadają za dialogami-maratonami.  – No dobrze, ale czy faceci muszą ciągle udzielać rad? – denerwuje się Ewa, 42-letnia nauczycielka. – Darek, mój mąż, jak już w końcu otworzy usta, to tylko po to, żeby dać mi wskazówkę, co powinnam zrobić. Np. żalę mu się, że mam za dużo obowiązków w pracy i muszę zostawać po godzinach, a on na to: „Powinnaś być bardziej asertywna albo lepiej się zorganizować”. Przecież to czysta złośliwość – ocenia Ewa. Tymczasem on chce dobrze, próbuje pomóc (naprawdę!). Słysząc o problemie, podchodzi do niego praktycznie, jak do zadania, które trzeba rozwiązać. A kobiety, mówiąc głośno o swoich kłopotach, zrzucają je z siebie, porządkują, oswajają. Nie chodzi im o znalezienie rozwiązania, dojście do jakiegoś wniosku, potrzebują raczej, by ktoś je wysłuchał, zrozumiał, wczuł się w ich sytuację – tłumaczą Allan i Barbara Pease w książce „Dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać map” (Rebis, 2003). Tylko że faceci o tym nie wiedzą. Udzielają rad, bo myślą, że tego właśnie oczekujemy. Dlatego warto po prostu wyjaśnić partnerowi: „Kochanie, chcę, żebyś mnie tylko wysłuchał, nic więcej”.
Różnie posługujemy się tymi samymi słowami. Jedno stwierdzenie może znaczyć zupełnie co innego w męskich i kobiecych ustach. Na przykład: u facetów „nie” znaczy „nie” – a my często mówimy „nie”, choć myślimy „tak” lub „może” (zwłaszcza w sytuacjach intymnych). Dlaczego? Mężczyźni, dla których język jest głównie narzędziem informacji, rozumieją komunikaty wprost. My używamy ich mniej dosłownie. Często posługujemy się podtekstami, lubimy też powiedzieć coś na wyrost, z przesadą („Umrę, jeśli on nie zadzwoni” – wcale nie oznacza, że stracimy życie, nie usłyszawszy upragnionego głosu w słuchawce).
Tak jak inaczej używamy słów, różnie też je odbieramy. To samo zdanie może być całkiem odmiennie zrozumiane przez kobietę i mężczyznę. Ukochany mówi: „Zmokłaś” (w znaczeniu: „Ojej, moje biedactwo, żebyś tylko się nie przeziębiła”), a my słyszymy: „Okropnie wyglądasz” (czyli: jak zmokła kura, włosy w strąkach, tusz rozmazany…). Podobnie reagujemy, gdy mężczyzna, z którym zaczęłyśmy się umawiać, dzwoni i uprzedza: „Jestem zajęty dziś wieczorem”. Wtedy od razu przesądzamy: „Robi unik. Nie ma ochoty spotykać się ze mną”. A kiedy mąż twierdzi: „Umyję naczynia, ale po meczu”, myślimy, że nas zbywa: „Nie chce mi się. Sama pozmywaj, jeśli ci się spieszy”. Tymczasem jemu chodzi tylko o to, by obejrzeć do końca piłkarskie zmagania.
Jak to możliwe, że dwoje ludzi tak odmiennie traktuje te same słowa? Że jedno słyszy coś zupełnie innego, niż mówi drugie? Wszystko przez to, że płeć piękna zwykle interpretuje wypowiedzi partnera przez pryzmat swoich wcześniejszych doświadczeń, lęków, uprzedzeń itp. Jeżeli na przykład były mąż tuż przed rozwodem często „pracował wieczorami”, to słysząc: „Jestem zajęty”, z ust innego mężczyzny, podejrzewamy, że on również nas unika. Emocjonalne nastawienie do danej sytuacji przeszkadza w odbieraniu słów zgodnie z intencją rozmówcy – wyjaśnia dr Linda Papadopoulos. Nie da się zmienić tego, że kobiety i mężczyźni przekazują informacje w różny sposób, ale możemy lepiej poznać wzajemne style komunikacji, by zrozumieć, co naprawdę mówi do nas druga strona.
Iwona (lat 37, nauczycielka języka francuskiego) to potrafi: – Dzięki temu, że dorastałam z trzema braćmi, chyba udało mi się rozszyfrować męską mowę. Mam talent do języków. (śmiech) Cała sztuka polega na tym, żeby brać słowa facetów dokładnie takimi, jakie są. Kiedy mąż coś do mnie powie, daję sobie chwilę na odsianie wszystkich swoich przypuszczeń i podejrzeń. Staram się odróżnić to, co on naprawdę mówi, od tego, co spodziewałam się usłyszeć. Skupiam się na czystym przekazie. Sama również próbuję wyrażać się bardziej precyzyjnie, unikam wieloznaczności. I jakoś się dogadujemy. Myślę sobie nawet: „Może i pochodzimy z dwóch różnych planet – on z Marsa, ja z Wenus – ale udało się nam spotkać na planecie Ziemia”.

MĘŻCZYŹNI zadają 3 razy mniej pytań niż kobiety ze strachu przed powodzią słów, którą otrzymują w odpowiedzi

Jakie jeszcze różnice komunikacyjne występują między płciami? Otóż faceci – w przeciwieństwie do nas – nie lubią zadawać pytań. Zdaniem Pameli M. Fishman, amerykańskiej specjalistki od języka płci, my zadajemy pytania trzy razy częściej niż oni. Robimy to, by zachęcić drugą stronę do mówienia, nawiązać z nią bliższy kontakt. Tymczasem u mężczyzn wszystko musi czemuś służyć, a więc i pytania zadają tylko w konkretnym celu – by uzyskać ważną informację (np. „Kochanie, widziałaś gdzieś moje klucze?”). Prawdopodobnie usta sznuruje im także strach, że jak już nas o coś zapytają, to… zalejemy ich powodzią słów. Dlatego warto, żebyśmy wzięły to pod uwagę i na niektóre pytania dawały trochę mniej wyczerpujące odpowiedzi. Czasem wystarczy samo „tak” lub „nie”. Może wtedy ukochany częściej odważy się o coś zapytać. Zapomnijmy jednak, że stanie się nagle dociekliwy jak ankieter. Oszczędne zadawanie pytań leży po prostu w jego naturze. Zresztą, po co ma dociekać? Przecież dobrze wie, że jak wydarzy się coś naprawdę ważnego, to i tak z tym do niego przyjdziemy :)
 Znając już męską awersję do pytań, same też przestańmy zasypywać nimi partnera. Bo kiedy o coś pytamy (nawet bardzo niewinnie) – jemu się wydaje, że go przesłuchujemy. Źle to znosi zwłaszcza wtedy, gdy ma jakiś problem. Mężczyźni zupełnie inaczej niż kobiety reagują na stres: podczas gdy my potrzebujemy wtedy rozmowy z kimś zaufanym, oni rozmawiają, ale… sami ze sobą. Zamykają się, wycofują do swojej „jaskini”, gdzie w odosobnieniu analizują problem. Dlatego po naszym: „Kochanie, czy coś się stało?”, zwykle ucinają rozmowę: „Eee, nie ma o czym mówić”, i wychodzą z pokoju. To całkiem zrozumiałe… Każdy facet jest w głębi duszy Aleksandrem Wielkim – wiecznym zwycięzcą. A teraz miałby tak po prostu przyznać, że: pozwolił ukraść sobie portfel; prezes skrytykował raport, nad którym ślęczał; a do tego zaczyna łysieć? Wykluczone! Zamiast więc przypierać go do muru, spróbujmy dotrzeć do niego naokoło. Zagadnijmy np.: „Napijesz się ze mną wina?” albo „Może zrobić ci masaż? To cię odpręży”. Jest szansa, że wtedy prędzej się otworzy.
– A co w sytuacji, gdy chcę porozmawiać z mężem nie o jego kłopotach, ale o naszych wspólnych sprawach, np.: czy podnieść dzieciom kieszonkowe; kiedy może wziąć urlop, bo trzeba ustalić termin wakacji? – zastanawia się Matylda (ta, która wcześniej przyznała, że karze męża milczeniem, gdy czymś ją urazi). Pytań o sprawy codzienne mężczyźni boją się nieco mniej, warto jednak pamiętać o ważnej zasadzie. Kobiety i mężczyźni nie tylko rozmawiają inaczej, ale też różnie siedzą i patrzą podczas wymiany zdań. My zwykle jesteśmy skierowane twarzami do siebie, pochylamy się ku sobie i utrzymujemy kontakt wzrokowy. Oni wolą usadowić się do siebie bokiem i podczas pogawędki obserwować otoczenie. Trudno im mówić do kogoś, kto ich bacznie obserwuje – wtedy gubią wątek, czują się nieswojo. Jeśli więc chcemy coś ustalić z partnerem, zagadnijmy go w samochodzie, na spacerze – wszędzie tam, gdzie patrzymy przed siebie, a nie na siebie. Będzie to dla niego dużo bardziej komfortowe. I jeszcze jedno – starajmy się unikać wstępów w rodzaju: „Musimy porozmawiać”, ponieważ dla faceta to jak wezwanie na dywanik. Od razu się usztywnia  
Kobieta skarży się terapeucie: „Mąż nie mówi, że mnie kocha”. Na co ten, zapytany przez terapeutę, czy kocha żonę, odpowiada: „Powiedziałem jej to, gdy braliśmy ślub. Jeżeli coś się zmieni, poinformuję ją”. To dowcip, ale trafnie oddaje rzeczywistość, prawda? Nasi mężczyźni jak świńskiej grypy unikają słowa „kocham”. – Oczywiście, jak zapytam męża wprost, czy mnie kocha, to mruknie pod nosem „Yhy”. Ale nie o takie wyznania mi chodzi – mówi Anna (41 lat, pielęgniarka). 

BIOLOGIA sprawiła, ze mężczyznom trudno nazwać uczucia, a kobiety mogą o miłości rozmawiać zawsze

Mamy silną potrzebę dzielenia się emocjami i spodziewamy się, że partner też tego chce. Tymczasem faceci mają kłopot z nazywaniem tego, co czują. Tak już jest, że lepiej rozróżniają wiertła niż emocjonalne niuanse. Stąd trudno im przychodzi słodka paplanina o motylach w brzuchu. Wolą wyrażać uczucia czynami (np. umyją nam samochód). O swoich emocjach chętniej mówią na początkowym etapie związku, bo wtedy  dążą do konkretnego celu: nawiązania intymnej relacji. Badania dowiodły, że u mężczyzn ośrodki mowy uaktywniają się głównie wtedy, gdy rozwiązują problem, a zdobycie kobiety to właśnie takie zadanie do wykonania. Stąd owa wyjątkowa jak na mężczyzn wylewność – tłumaczy zachowania swojej płci John Gray w bestsellerze „Dlaczego Mars zderza się z Wenus” (Rebis, 2009).
Czym jeszcze różni się męski i kobiecy świat? Pewnie można by wymieniać bez końca, ale nie o to przecież chodzi. Ważne, by w tej damsko- -męskiej wieży Babel znaleźć wspólny język. Wystarczy, że zamiast zmieniać partnera na siłę, spróbujemy go zrozumieć i zaakceptować jego odmienność. Łatwiej nam będzie to zrobić, jeśli przyjmiemy, że on zachowuje się inaczej, niż oczekujemy, nie dlatego, że tak mu wygodnie, ale z innej budowy mózgu. Podczas gdy my mamy sześć lub siedem ośrodków mowy w obu półkulach – u płci przeciwnej są one nie tylko mniejsze i mniej liczne, ale też występują jedynie w lewej półkuli. Nie ma więc tu męskiej winy. Tak zdecydowała biologia – przekonuje John Gray, nie tylko uznany psycholog, ale i mężczyzna.


Rys. M. Karvazy
Do ilustracji wykorzystano pomysł i rysunki ze strony joemonster.org

Autor: Agnieszka Leleniewska

źródło:
12345
Oceń artykuł
niunia_sp 23:25 - 10.06.2010
Ja myślę sobie tak, że każdy z Nas ma inny charakter, czasami to facet więcej nadaje. Mój Mąż lubi rozmawiać o głupotach ale jak ma ciężki dzień w pracy to lubi rozmawiać o konkretnych sprawach. Ja czasami nie mam ochoty na rozmowę a czasami dużo mówię.
stancze1 15:22 - 10.06.2010
no gościu zszokowało mnie to co napisałeś, ja bym nie powiedziała tak swojemu facetowi, starałabym mu się pomóc w taki sposób, aby on czuł się dowartościowany i nie wstydził się tego
moniapham 10:48 - 09.06.2010
bardzo dobry artukul,swieta prawda.
zebra 09:59 - 08.06.2010
Świetne, muszę mamie podrzucić!
angie87 22:08 - 07.06.2010
święta prawda z tym artykułem...w naszym związku jest podobnie, ale radzimy sobie jakoś
zuza 21:17 - 07.06.2010
świetny artykuł :)
nimflatka 17:09 - 07.06.2010
@gość to akurat wstydliwa sprawa, większości facetów sprawia problem mówienie o tym wprost, pójdź z nim do lekarza poproście o jakiś dyskretny środek, który nie rzuca się w oczy, typu vizarsin i zacznijcie leczyć się "razem" - tzn bądź przy nim żeby mu czasem przypomnieć o zażyciu ale nie podkreślaj, co i PO CO bierze. wystarczy zwykłe "weź witaminki!" i powinno być ok. Powodzenia.
gość 15:19 - 07.06.2010
Oczywiście, że brutalnej prwdy słucha sie cięzko, lepiej więc udawać, że się nie słyszy. Taką strategię stosuje mój mąż, gdy mu mówię, ze impotencja to choroba i powinno się ją leczyć
Iskierka0 14:56 - 06.06.2010
Zgadzam się Wami.

Skomentuj

Jeśli chcesz komentować pod własnym nickiem, zaloguj się





Kupuj najtaniej z CENEO