Czy istnieją dziś jeszcze prawdziwi dżentelmeni?
Kiedyś byli na pewno, tak dowodzą historycy. A dziś? Przecież o nich marzy każda z nas, bo z nimi żyje się łatwiej. Jeśli przetrwali, to gdzie można ich spotkać? Co o tym sądzą nasze ulubione gwiazdy?
Według definicji Władysława Kopalińskiego dżentelmen to człowiek nienaganny tak pod względem etycznym, jak i form towarzyskich. Taktowny, honorowy, godny zaufania, uprzejmy. Nie trzeba być socjologiem, by odnotować, że takich postaw na co dzień widać coraz mniej. Cóż, nasza epoka premiuje sukces, a nie dobre wychowanie. Samiec powinien być skuteczny, bo kobieta – która przecież jest adresatką jego działań – to nagradza. W ostatnich latach do listy cech pożądanych u panów doszło dbanie o dom i zajmowanie się potomstwem. A etyczna postawa, a dobre wychowanie? To one stanowią o jakości życia. Wymagajmy tego od mężczyzn, mądrze wychowujmy następne pokolenie. Modląc się zaś do Pana Boga, aby w ogóle JAKIŚ ON PRZY NAS BYŁ, nie zapominajmy doszeptać, by był… DŻENTELMENEM!
Mam to szczęście, że paru znam!
Agnieszka Fitkau-Perepeczko
Dzisiejsi panowie – mam wrażenie – są zagubieni. Boją się kobiet, ponieważ one już wiedzą, co to orgazm, a na dodatek potrafią zarabiać. Bycie dżentelmenem przy kobiecie, która jest silniejsza, jakoś traci smak… Dla mnie wzorem takiej postawy był mój tata – sam czar, spokój, opiekuńczość. Dziś jest nim np. Bohdan Tomaszewski, a także Krzyś Zanussi, który wstaje, gdy do pomieszczenia wchodzi kobieta, zawsze słucha uważnie, nie przerywa… Trudno wymieniać aktorów – oni potrafią zagrać dżentelmenów, ale czy są nimi naprawdę? Nie wiem jednak, czy taka stuprocentowa dbałość o formy nie znudziłaby mnie. Cudownie wspominam mojego męża, którego zachowanie odbiegało od powszechnie uznawanego za eleganckie. Gdy przyprowadziłam go, by przedstawić rodzicom, do pokoju wszedł w czapce. Pod nią ukrywał głowę ogoloną na łyso (przegrał zakład, czy się dostanie do szkoły teatralnej). Nie wstawał, gdy moja mama wchodziła do pokoju, co nie przeszkodziło im być najlepszym duetem teściowa–zięć. Ale był dżentelmenem. Idąc chodnikiem z kobietą, zajmował stronę od ulicy. Przepuszczał w drzwiach. Ja to bardzo lubię. Każda kobieta lubi…
Dżentelmen to ktoś, kto ma akordeon, ale...
Andrzej Poniedzielski
… na nim nie gra – tak kiedyś usłyszałem i skłaniałbym się do tej definicji. To ktoś, kogo kojarzę jako człowieka, który się domyśla, co można zrobić, ale robi coś innego. Najczęściej nic. To rodzaj dobrego, radosnego, mądrego spędzania czasu, kierowania uwagi na innego człowieka. Czy ja jestem dżentelmenem? Hm. Bywam, bo aktywności związane z tą postawą są zabiegami kosztownymi… (uśmiech) I głównie ujawniają się w relacji damsko-męskiej. Znam paru przedstawicieli tej formacji, choć jest szczątkowa w naszej epoce. Żyjemy w czasach, gdy liczy się przede wszystkim efekt. Dawnego dżentelmena w każdym calu zastąpi pewnie dżentelmen w każdym celu. Czy mi nie smutno, że tak jest? Nie budzę się z tą myślą, chociaż czasem mi żal, że pewnej klasy zachowania odchodzą wraz z ludźmi. Miałem szansę przez chwilę być obok takich osób: Gustaw Holoubek, Jeremi Przybora, Jonasz Kofta…
Kojarzy mi się z rycerzem
Magdalena Zawadzka
Można wyuczyć się dobrych manier, a mimo to nie będzie się dżentelmenem. Można nie skończyć żadnych szkół, a nim być. Rzecz jest w charakterze mężczyzny, jego duchowej delikatności. Ona podpowiada, co, kiedy i w jakiej formie można powiedzieć, jak należy postąpić. Przy dżentelmenie kobieta czuje się komfortowo i bezpiecznie. Z jego strony nie spotka jej zniewaga ani żadna przykra niespodzianka. Dżentelmen kojarzy mi się z małym rycerzem, moim filmowym oblubieńcem, panem Wołodyjowskim. W starych poradnikach można wyczytać zalecenia dla dżentelmena: ma umieć strzelać i się fechtować. Dziś brzmią one śmiesznie. O, właśnie: dżentelmen powinien mieć poczucie humoru, dystans do samego siebie. Poza tym szacunek do własnego słowa. Honor. Kto znał mojego męża, Gustawa Holoubka, wie, że miałam szczęście wieść życie u boku prawdziwego dżentelmena.
...Dżentelmen potrafi swoje racje wyłożyć zdecydowanie, ale tak, by nie ranić oponenta.
Marcin Prokop
Dla mnie to niekoniecznie facet, który otwiera kobiecie drzwi i na powitanie bucha ją szarmancko w mankiet. Za dżentelmenów uważam tych mężczyzn, którzy grają w życiu według jasnych reguł, są przewidywalni w swoim postępowaniu i można na nich polegać. Nieważne, czy stosują się do przykazań religijnych, czy własnego kodeksu – zawsze wiedzą, jak postępować, co jest słuszne, a co nie, nawet jeśli większość osób się z nimi nie zgadza. I potrafią wyłożyć swoje racje w sposób zdecydowany, a jednocześnie pełen szacunku dla oponenta. Przykładem dżentelmena w telewizji jest dla mnie Bogdan Rymanowski, w polityce – Jarosław Gowin, w show-biznesie zaś – Bogusław Kaczyński.
To postawa, która chwilowo odchodzi... Ale wróci. Jak moda
Beata Tyszkiewicz
Dziś są czasy chłopców brawurowych, pewnych siebie. To się kłóci z zachowaniem dżentelmenów, którzy nie mówią o pieniądzach, nie chwalą się sukcesami. Są grzeczni. Mnie ujmuje, gdy ktoś potrafi słuchać, nie mówić o sobie. To duch trochę zaprzepaszczony, choć w dobrych domach wciąż uczy się zasad. Niekoniecznie całowania cioć w rękę. Ale np. opanowywania się. Nieprawda, że dzieci muszą się wykrzyczeć, a młodzież wyszaleć! Dżentelmenem był dla mnie Stefan Meller, jest Adam Rotfeld, Jeremy Irons. Pamiętam, kiedyś pięknie wybrnął z gafy, co też jest dowodem klasy. Wręczająca mu jakąś nagrodę Grażyna Szapołowska ze sceny powiedziała coś, na co widownia, specyficzna zresztą, zareagowała nieprzyjemnie. Irons wyczuł napięcie, choć nikt mu jej słów nie przetłumaczył. I zaproponował elegancko: „Wejdźmy na scenę jeszcze raz…”.
Nic na ten temat do powiedzenia nie mam. Nikogo takiego nie spotkałem.
Andrzej Mleczko
cała wypowiedź naszego słynnego
rysownika na ten temat :)
Poznacie ich po... oczach
Tomasz Raczek
Dżentelmen to pojęcie zawierające w sobie zagrożenie dla podstawowej cechy odwiecznego wzorca mężczyzny: jego siły i waleczności, które mają zapewnić bezpieczeństwo i pożywienie rodzinie. Z tym nieodłącznie wiązały się odwaga i agresja, pozwalające zwyciężać przeciwników. Tymczasem „gentle” po angielsku znaczy łagodny, „gentleman” zaś to łagodny mężczyzna. Czy „łagodny” może znaczyć również silny i zwycięski? Pewnie w dawnych czasach nie, ale dzisiaj już z pewnością tak, bowiem w XXI wieku jedną z najbardziej wyróżniających oznak siły stał się… spokój. W czasach gdy wszyscy wokół są znerwicowani, na skraju histerii albo depresji, agresja i wybuchowość oznaczają słabość człowieka niepotrafiącego dać sobie rady z okolicznościami, spokój zaś to dowód panowania nad sytuacją. Spokój, czyli łagodność, powściągliwość… Dżentelmeni są więc dzisiaj nie tylko w dobrym guście, ale – przede wszystkim – w znacznie większym stopniu nadają się na życiowych partnerów. Łagodni i silni. Opiekuńczy i mądrzy. Czy jeszcze istnieją? Ależ tak, proszę tylko uważniej rozejrzeć się wokół siebie. I postarać się nie zwracać uwagi na napakowane mięśnie ani nażelowane włosy, lecz raczej… spojrzeć im w oczy. To tam ukryta jest łagodna tajemnica siły!
Bezinteresowna grzeczność zanika, niestety!
Dorota Zawadzka
Pewien tabloid zamieścił zdjęcie, na którym widać, jak mój mąż otwiera przede mną drzwi do auta. Fotkę opatrzono komentarzem: „Superniania wychowała sobie dżentelmena”. Dzień później zadzwoniła teściowa: „O, kochana! Nie przywłaszczaj sobie zasług. To nie ty go dobrze wychowałaś, lecz ja!”. Święta prawda. Wszystko zaczyna się w domu rodzinnym. Czy więc rośnie nam nowe pokolenie dżentelmenów? Nie bardzo. Gdy obserwuję dzieci tych, którzy aspirują do tego „tytułu”, widzę, że są uczone kindersztuby. I dobrze, lecz maniery to nie wszystko. Są panowie uprzejmi jak hotelowi boye: ale tylko wobec pań, które mają kilka zer na koncie. Sprzątaczki z wiadrem już nie zauważą. To na pewno nie są dżentelmeni. Bo ci prawdziwi niczego nie robią dla zysku. Dżentelmen np. nie kupi żonie żelazka na imieniny (zysk: będzie mu lepiej prasowała koszule). Zauważam jednak, że dżentelmen w starym stylu jest démodé. Współczesne kobiety źle reagują na przesadne nadskakiwanie, typu: „Proszę wygodnie sobie usiąść, główki niczym nie zaprzątać”. To jest relacja, w której mężczyzna traktuje kobietę z pobłażaniem. A ona chce, by był partnerem. Przykład? Gdy poznałam obecnego męża, nasz powrót z zakupów wyglądał tak: on targał wszystkie siatki, mnie nie pozwolił żadnej. Długo mu tłumaczyłam, że jeśli mnie szanuje, powinien pozwolić na sprawiedliwy podział: ja biorę tyle, ile mogę, resztę on. Czy termin „dżentelmen” można odnieść do kobiet? Tak! Znalazłam kobiece wcielenie dżentelmena. To Beata Tyszkiewicz.
Dziś prawdziwych dżentelmenów nie ma
Maria Czubaszek
Nie twierdzę tak dlatego, że coraz mniej mężczyzn ustępuje kobietom miejsca w autobusach, bo to akurat wynika tylko z braku miejsc siedzących. Wiadomo jednak, że dżentelmeni np. nie rozmawiają o pieniądzach. Tylko je mają. Teraz wszyscy rozmawiają o kasie. Nawet (zwłaszcza!) ci, którzy jej nie mają. Ponoć dżentelmen, przez pomyłkę wchodząc do damskiej toalety, mówi: „Przepraszam PANA”, i wycofuje się. Teraz mężczyzna zostaje i… załatwia potrzebę. Wiem, bo widziałam. Rozumiem, że ze względu na mój wiek ów pan mógł nie dostrzec we mnie kobiety, ale „Przepraszam PANA” też nie powiedział.
Zwykle mężczyźni boją się silnych kobiet. Nie dżentelmeni!
Martyna Wojciechowska
Z przykrością stwierdzam, że to gatunek na wymarciu i powinien być objęty szczególną ochroną. (śmiech) Może jest w tym trochę racji, że kobiety wykastrowały mężczyzn, ale dzisiaj i panie straciły wiele z dam… Pojęcie dżentelmena bliskie jest kulturze europejskiej – zauważyłam to, realizując mój program „Kobieta na krańcu świata”.Np. kobiety w Boliwii uważają, że jak on bije, to kocha. Tam jeszcze trudniej spotkać świetnie wychowanych. Generalnie panowie boją się silnych kobiet, ale ci z klasą – nie! Oni znają swoją wartość, wiedzą, jak oczarować kobietę, i mają świadomość, że niezależnie od tego, co robimy, każda potrzebuje oprzeć się na męskim ramieniu.
Podejrzany typ: mówi nie to, co myśli, lecz co wypada
Maciej Stuhr
Pod płaszczem dobrych manier skrywa prawdziwe pobudki, by zrobić dobre wrażenie. Tak sądziłem kiedyś. Dziś wiem, że nie o wrażenie chodzi, lecz o odpowiedzialność za to, co się robi, podejście do drugiego człowieka. Wzorem odpowiedzialności jest dla mnie ojciec. Gdy otrzymał tytuł „Dżentelmena Roku 2008”, dziękując, powiedział, że zachowywał się przyzwoicie. Biorę przykład. Ale idę krok dalej: żonie oddaję auto, sam wsiadam do autobusu. W moim rodzinnym domu było odwrotnie.
Nie wiem, czy nim jestem, ale na pewno dżentelmena zagrałem
Marcin Dorociński
Myślę sobie, że wcale nie wstyd chcieć być dżentelmenem. Choć to z pewnością wyzwanie w czasie, gdy panuje kult macho, a mężczyzna nie ma prawa być słaby. Nie jestem pewien, czy tej postawy, której podstawowym wyznacznikiem jest przyzwoitość, można się nauczyć. To jest jak z własnym stylem – albo się go ma, albo nie ma. Proszę nie pytać, czy jestem dżentelmenem. Nie mnie o tym sądzić. Ale nieraz go zagrałem. Zagubiony Bartek z „Rozmów nocą” był nienagannie uprzejmy wobec kobiet. Podobnie jak wrażliwy gangster z „Ogrodu Luizy”. Czy spotkałem dżentelmena? Był nim Marek Walczewski, aktor charyzmatyczny. Elegancko się nosił, miał maniery, był życzliwy. Miałem zaszczyt grać z nim w jednym teatrze.
Udało nam się z Krzysztofem dobrze wychować syna!
Maria Pakulnis
Mój syn Janek jest dżentelmenem. Miło mi słyszeć, jaki z niego wspaniały, świetnie wychowany, szarmancki młodzieniec. Cóż, wszystko wynosi się z domu, a Janek miał dobre wzorce. Jego ojciec i dziadek należeli do osób o szlachetnym charakterze. Jeżeli zaś chłopiec jest wychowywany w rodzinie, gdzie nie ma kultury słowa, są za to chamskie zachowania, a ojciec nie szanuje matki, jeżeli nie ma baczenia, co dziecko ogląda i czyta, to mały człowiek nie zostanie dżentelmenem. Z tym zestawem cech wychodzi się z domu, w którym poświęca się młodemu człowiekowi trochę czasu. To jest jedyna prawda. Ale mogę zapewnić, co mnie bardzo cieszy, że młodych dżentelmenów nie brakuje. Jest, uważam, znakomite grono wspaniałej, cudownej młodzieży. Choćby przyjaciele mojego syna. Szczęśliwie jeszcze nie wymarło pokolenie wielkich dżentelmenów. Mam wielu wybitnych kolegów, którzy są tego wielkimi dowodami. Staram się właśnie z takimi grać, przebywać – wtedy jest radość i z pracy, i z życia.










