Zarejestruj się!
Patroni serwisu:

Moda - |Dodatki
rozmiar czcionki:AAA

Rzecz o FF-ach - nylony

16.02.10 10:20
fot. nylony.pl

fot. nylony.pl

Nylony - klasyka nad klasyką. Najbardziej kobiece pończochy. Przeczytaj ich historię i dowiedz się o tym jak są produkowane.

A wszystko zaczęło się od Carothersa. W pewnej fabryce w USA o nazwie DuPont szukano tworzywa, które z powodzeniem zastąpiłoby jedwab. W końcu udało się to w 1935 roku – to coś nazywało się nylon. Miał być dobry substytut – przerósł wszelkie oczekiwania i stał się przebojem. W dodatku dało się z niego ciągnąć nitkę, niby żyłkę na ryby o kilometrowych długościach (monofilament) przy wadze nawet 7 gramów na 9 km nici! (oznaczenie takiej cienkości 7 Den). Ta nić nylonowa okazała się niezwykle wytrzymała mechanicznie i mało elastyczna, odporna na temperaturę, a przy tym przeźroczysta i wspaniale połyskująca. Czegóż więcej można oczekiwać? Okazało się, że mamy przebój technologiczny nie na kilka ale na setki lat, a jego twórca wszedł do Panteonu nauki. Ale trzeba było jeszcze wymyślić kilka zastosowań. Na pierwszy strzał zaproponowano: szczoteczkę do zębów, namiot, spadochron. Ale cóż to za zastosowania? Po chwili namysłu odkryto kolejny wieczny przebój – pończochy. Zamiast jedwabnych – nylonowe. No i tak to się w 1940 roku zaczęło. Ale o tym potem…
Pończochy jedwabne znane były od stuleci. William Lee, angielski duchowny, wynalazł pierwszą maszynę dziewiarską już w 1589. Ale nie będziemy historii konia przytaczać. Dość, że na początku XX wieku, jedwabne pończochy używane były jako symbol elegancji w Paryżu, Londynie, Nowym Jorku, Hollywood, Berlinie, Warszawie i czort wie gdzie jeszcze. Tanio nie było, łatwo w produkcji też nie, ale za to ładnie. Nogi damskie pobłyskiwały charakterystycznym matowym poblaskiem, opalizującym w świetle. A produkcja przędzy jedwabnej miała się dobrze. Problemami były jedynie maszyny dziewiarskie, umożliwiające produkcję owych, jedwabnych atrybutów kobiecości, których wydajność nie zachwycała w sposób szczególny, jak również sama przędza jedwabna, która była skrętką krótkich odcinków, dając w rezultacie nić o dość zmiennych właściwościach. W dodatku jedwab zależny od rozmnażania się jedwabników nie był aż tak łatwo dostępny, jak wszystko co od sił natury jest zależne. A potrzeby rosły. Po pierwszej wojnie światowej były modne krótkie spódnice i długie jedwabne pończochy, kolejny raz udowadniając, że moda i długość spódnicy decydują o wyrobach pończoszniczych. Złoty rozwój mody rodem z paryskich klubów burleski, hollywoodzka presja gwiazd filmowych, czy londyńska elegancja żądały pończoch, cienkich pończoch i dużo pończoch. Dobrze, że DuPont wynalazek zespołu Carothersa zaczął szybko wdrażać.
Ale od pomysłu do przemysłu zwykle bywa daleko. Pojawiły się kolejne schody. Potrzebna była maszyna do tkania maty o strukturze sieci pajęczej z nylonu. Maszyny, których używano do produkcji pończoch jedwabnych nie sprawdzały się najlepiej, a w zasadzie w ogóle nie nadawały się do nylonu. Znów potrzebny był przełomowy pomysł inżynierski. I jak to w biznesie bywa – jest klient, znajdzie się towar. W miejscowości Reading w Pennsylwanii skonstruowano w 1940 roku monstrum (płaskie krosno płytowe) odpowiadające potrzebom produkcji pończoch nazywane Reading (ostatnie modele miały oznaczenie R100 ).
Maszyna ma około 15 m długości i waży 18 ton. Wygląda trochę jak wnętrze parowozu w połączeniu z miniaturą Muzeum Pompidou. Już samo oglądanie tej maszyny przy pracy wzbudza szacunek dla myśli inżynierskiej. Żadnej elektroniki, precyzja szwajcarskiego zegarka, odgłos pracy przypominający walkę oddziału karabinów maszynowych. Ale dokładność tkanego ściegu i efekt końcowy przypomina szlif brylantowy. No ale skoro tak dobrze, to gdzie jest mina? Po pierwsze maszyna umożliwiała tkanie jednorazowo 30 pończoch, a czas tkania wynosi około 1 godziny. Maszyny te przestały być produkowane we wczesnych latach 60-tych. Wówczas koszt jednego z ostatnich modeli wynosił około 750 tys. $ (samochód Cadillac kosztował wówczas do 10 tys. $). Dla pełnej linii produkcyjnej optymalnym był montaż 4 takich maszyn. R100 miała w 30 głowicach tkających 18000 igieł, co powodowało poważne trudności w synchronizacji. Była bardzo wrażliwa na różnice temperatur otoczenia. Jeżeli różnica na obu końcach hali była większa niż 5 stopni, więcej niż 75% produkcji było do wyrzucenia. Po uruchomieniu maszyny, pierwsze 10%-20% produkcji stanowiły odrzuty. Dlatego najlepiej, gdy pracowała na 3 zmiany bez wyłączania. Konserwacja i „programowanie” tego ustrojstwa to była praca dla szalonego inżyniera najlepiej takiego jak w filmie „Powrót do przyszłości”. Ale za to rezultat był nie do powtórzenia i nie do podrobienia w żaden inny sposób. Stąd najdoskonalsze pończochy FF pochodzą właśnie z lat 1959-1964. Takie mgiełki na nogi, klasy szlifu brylantowego. Nie da się takiej jakości osiągnąć w dniu dzisiejszym, nawet na odrestaurowanych maszynach Reading.
Najlepsze, dzisiejsze pończochy Fully Fashioned marki Cervin, model Havana z trudem dorównują średniemu poziomowi FF’fów vintage z tamtych lat. Nawet tworzywo DuPonta z lat 60-tych było o klasę lepsze od dzisiaj dostępnych, nawet tych uszlachetnianych. A takie tuzy, jak Dior, Shiaparelli, Mellowmood, Kayser, Van Raalte, Hanes, Alberts, Mojud  czy Cannon stanowią kosmiczną barierę technologiczną i wyzwanie dla dzisiejszych, skomputeryzowanych fabryk.
 No to mamy już naświetlony aspekt historyczno-techniczny produkcji nylonów. Teraz trochę technologii. Na płytowym krośnie R100 utkana pończocha ma kształt płaski. Jednak wskutek odpowiedniego zaprogramowania ściegu, ma ona nadane kształty nogi (knit to fit = tkanie na kształt). Stopa odpowiedniej długości, węższa płaszczyzna przy kostce, szerzej przy łydce, węziej przy kolenie i ponownie szeroko na udzie. Na końcu grubsza część pończochy zwana manszetą, która jest podwójną warstwą wywiniętą i przyszytą powyżej tzw. podmanszety. Aby otrzymać zamknięty kształt pończochy, konieczne jest jej zszycie wzdłuż i wówczas powstaje prawdziwy szew (współczesne imitacje FF-ów, np. Nylonessa Eva Chic, Cervin Esprit, mają naszyty szew na pończochę bezszwową). Ponieważ manszeta jest również zszywana, konieczne jest pozostawienie otworu technologicznego (key hole), przez który można zamknąć proces zszycia szewka. Tak zszyta pończocha ma wstępnie nadany kształt, dopasowany do kształtu nogi (Fully Fashioned), stąd nazwa FF. Taka pończocha nie nadaje się jeszcze do noszenia i jest dość przeźroczysta z lekko białym odcieniem. Trzeba ją jeszcze zagotować w kotle farby, aby osiągnąć pożądany kolor. Nawet biały kolor wymaga wybarwienia. Jeżeli do kąpieli barwiącej dodamy lanoliny, wówczas pończocha nabiera dodatkowego poblasku oraz wspaniałego, aksamitnego dotyku. Proces ten wprowadziła znakomita firma Alberts, której pończochy lanolinizowane otrzymały nazwę Velvetized. Ale taka zabarwiona już pończocha jest pomięta i niezbyt kształtna. Konieczna jest jej stabilizacja termiczna i ciśnieniowa, odpowiadająca prasowaniu. Odbywa się to w hermetycznym dzwonie (maszyna Heliot), w którym gorąca para i ciśnienie nadają ostateczny kształt naciągniętej na aluminiową nogę wzorcową pończosze. Teraz już tylko należy zdjąć gotowy produkt z nogi aluminiowej, dokonać bardzo starannej kontroli jakości i dobrać dwie, w miarę identyczne pończochy i zapakować je do pudełka. Na tym etapie produkcji, jak wszystko dobrze idzie, występuje „tylko” 30% odrzutów. I to jest w zasadzie wszystko od strony technologicznej. Gdzie są największe problemy jakościowe? W procesie tkania, ręcznego zszywania i pakowania. Pakowanie ręczne powoduje 50% wszystkich uszkodzeń. Zauważyć warto, że do wyprodukowania pończoch FF potrzeba: specjalistycznego krosna płytowego Reading R100, maszyn szyjących szew, systemu barwienia wraz z próbnikami kolorów i kontrolą wybarwienia, maszyny Heliot oraz kompletu aluminiowych wzorców dla sześciu rozmiarów nóg, maszyny kontroli jakości rozmiarów Cetme. To jest całkiem poważne przedsięwzięcie. W dodatku teoretyczna wydajność 15 par na godzinę z maszyny nie należy do ekonomicznych przebojów. W praktyce bowiem osiąga się około 50-60% wydajności teoretycznej.  Stąd między innymi bierze się cena końcowa prawdziwych pończoch FF.
 Co zatem otrzymaliśmy? Przede wszystkim coś wspaniałego i niepowtarzalnego. Coś czego nie da się skopiować na masową skalę, coś czego nie da się zastąpić jakimś tanim substytutem, coś o czym mówi się vintage, czyli produkt klasy szampana Dome Perignon z dobrego rocznika, różowego Cadillaca z 1960 czy ręcznie formowanego cygara Cohiba. To są właśnie pończochy FF. Na kształtnych, damskich nogach połyskują magicznym blaskiem nylonu, szeleszcząc w charakterystyczny sposób gdy ocierają się o siebie. Gdy noga zgina się w stawie skokowym, marszczą się dyskretnie przy kostce chwilowo w charakterystyczny sposób, wskazując jednoznacznie, że to nie jakieś tam gumowe tworzywo, ale szlachetny, sztywny nylon. A jeśli już możemy pogłaskać tak odziane nogi, to wrażenie dotykowe jest niezwykłe. Czasami, gdy sukienki nieco zabraknie, lub podmuch wiatru zbłądzi, ukazać się mogą podwiązki co jest nader inspirującym widokiem, jak wynika z różnych doświadczeń oraz opisów. Dodatkiem do całości jest zawsze atrakcyjny pas do pończoch i elegancki komplet bielizny, co jedynie przydaje piękna i sex appealu. Tak można po krótce scharakteryzować makroskopowo to arcydzieło dziewiarstwa, zwane nylonami FF. Ma ono jednak podstawowe dwie wady: nie łatwo jest je kupić, a ich cena może lekko wzruszyć, zwłaszcza że towar lichy i paskudnie gładki, na którym widać każde draśnięcie. Ale na pocieszenie potencjalnym nabywcom FF-ów można powiedzieć, że inwestycja w romantyzm, kobiecość i sex appeal nie może być wymierna tylko w pieniądzach. To jest wyraz chęci doświadczenia czegoś wyjątkowego i tak jak to na jednym z serwisów internetowych napisano – pozwoleniem na trwanie romantyzmu. Cóż to byłby za luksusowy towar haute couture, który nie kosztuje? Na świecie zostało kilku matuzalemów produkcji prawdziwych nylonów – i tych FF i tych bezszwowych RHT, RT lub NHT. Oni realizują praktycznie hasło „pozwól romantyzmowi trwać”. Czynnych maszyn R100 jest na świecie nie więcej niż 10 i nie ma praktycznie żadnych szans na nowe. Istnieją wprawdzie nieczynne maszyny gdzieś w USA, ale żeby je uruchomić potrzeba szalonych inżynierów pasjonatów i odpowiednich techników do obsługi. To mówi o możliwej skali światowej produkcji. W dodatku producentów nylonu monofilament ubywa, ponieważ podstawowym klientem dla fabryk chemicznych jest odbiorca stretchowego nylonu na rajstopy, który produkuje miliony rocznie byle czego za byle grosz. W ten sposób rynek luksusowych nylonów stanowi niszę, w którą nie wejdzie żaden nowy gracz z braku dostępnych zasobów produkcyjnych.
 A teraz coś o technicznych parametrach nylonów FF. Podstawowym wyróżnikiem jest płaski splot, tzw. podwójny węzełkowy. Niezwykle gładki i ładnie połyskujący w świetle, gwarantujący wysoką transparentność oraz powtarzalną jakość. Głowica maszyny na 38 mm miała do dyspozycji albo 60 igieł w rzędzie, albo 51. Stąd też parametr techniczny „Gauge” – oznaczał ilość igieł w głowicy dziewiarskiej maszyn liniowych (płytowych). Lepsze były te ciaśniejsze 60-tki. Za to 51-ki były tańsze w produkcji, dawały mniej odpadów i miały rzadszy splot. Produkcja 60-tek wymagała znacznie bardziej precyzyjnego utrzymywania temperatury produkcji (ok. 25 - 270 C). Rzędów igieł w głowicy było 10, co oznacza 600 igieł w kompletnie wyposażonej głowicy. Jak już wspomniano, cała maszyna, złożona z 30 sekcji 60 Gauge używała jednocześnie 18000 igieł (po 0,5$ sztuka). Jak widać, jest to dość kosmiczne urządzenie, nie mniej niż doskonałe tworzywo Nylon 66 firmy DuPont. Nie powinno zatem dziwić, że z takiej kombinacji musi powstawać genialny produkt.
Drugim, ważnym parametrem technicznym była grubość użytej nici nylonowej, mierzona w Denier (Dn). Standardem była grubość 15 Dn (10000 jardów ważyło 15 g). Na jedną pończochę 15Dn zużywa się około 5 g takiej nici (3 km). W Europie używano również miary Dt (decyteksy: 15 Dt oznacza, że 10 km nici waży 15 g. Stąd 15 Dn oznacza około 17 Dt). Grubość Dn oznaczała jednocześnie transparentność pończochy. Np. pończocha nylonowa 10 Dn wykazuje przeźroczystość 84-87%. W kolorze naturalnym jest zatem prawie niewidoczna na nodze (tylko błyśnie od czasu do czasu w świetle). Natomiast taka sama pończocha 30Dn jest wyraźnie widoczna ale w dalszym ciągu wysoce przeźroczysta (około 67%). Ale jak zwykle jest coś za coś. Wytrzymałość mechaniczna pończochy rośnie z kwadratem Dn. A zatem pończocha 30Dn jest 4 razy wytrzymalsza mechanicznie niż 15Dn. Podczas, gdy pończocha 15Dn jest ponad 2 krotnie wytrzymalsza niż 10 Dn przy prawie niezauważalnej różnicy przeźroczystości. Występująca na rynku grubość pończoch RHT 7-8 Dn jest tak delikatna, że praktycznie służy jednorazowemu ubraniu. Grubość tworzywa pozwalała na określenie pończoch jako: dress sheer lub ultra sheer (10-15 Dn), walking sheer lub business sheer (30 Dn), oraz service sheer (60-70 Dn).
 Trzecim parametrem charakterystycznym dla FF-fów jest wykończenia pięty. Może to być klasyczny Cuban heel (wykończenie prostokątne), Point heel (wykończenie trójkątne), Elagant (European – szerszy i niższy trójkąt niż point) Havana (szeroki prostokąt) oraz Manhattan (słup heksagonalny z obrysem). Oczywistym jest, że producenci stosowali różne formaty wykończenia pięty oraz stopy. Które z tych pończoch są ładniejsze? Rzecz gustu. W Europie preferowano point heel, podczas gdy najlepsze firmy amerykańskie oferowały cuban heel.
 Do produkcji FF-fów próbowano w latach 60-tych stosować tworzywa elastyczne, uszlachetniony nylon oraz uproszczenie procesu. Pozostało to jednak bez wpływu na kompletny zanik produkcji. Produkty typu cantrece, agilon, etc. są dalekie jakościowo od prawdziwych FF-ów. We wczesnych latach sześćdziesiątych, "w pełni wymodelowane" pończochy FF zostały zastąpione przez bezszwowe nylony RHT ze wzmocnioną piętą i palcami. Pończochy bezszwowe robione są na wielokrotnie wydajniejszych rotacyjnych maszynach dziewiarskich, jako rękaw a nie płaska mata i mają nadany kształt przez zacieśnianie ściegów, co jest znacząco prostszym zabiegiem niż programowanie Reading R100. W dodatku krosno rotacyjne zajmuje 1 metr kwadratowy powierzchni, a najdoskonalsze Pendoliny firmy Santoni były programowane elektronicznie.
W 1960 gdy noszone spódnice były coraz krótsze wiele kobiet zaczęło nosić rajstopy zamiast pończoch. Widok manszety pończochy, już nie było akceptowany i podczas gdy pończochy walczyły o udział w rynku coraz większą długością, rajstopy zyskały na popularności. Dzisiaj istnieją entuzjaści pragnący ocalić od zapomnienia pończochy FF i dzięki ich uporowi oraz przewrotności mody notuje się coraz większe zainteresowanie pasem do pończoch i nylonami. Ostatni pokaz Diora utwierdza nas w przekonaniu, że obrany kierunek jest dobry.
 Dlaczego nylony wyszły z mody? To nie tylko kwestia mody, czy paska do pończoch ale również ekonomii, w myśl zasady, że gorszy pieniądz wypiera lepszy pieniądz. Nylony muszą być produkowane w sześciu rozmiarach. W szczytowym okresie popularności wprowadzono dodatkowo podrozmiary S, M, L (short, middle, long). To dało pełną rozmiarówkę na poziomie 18 kategorii. Wyobraźmy sobie sklep, który chce mieć pełną rozmiarówkę w 3 podstawowych kolorach tylko po 6 par, dla 3 modeli i 2 producentów. 18x3x3x6x2=1944 pary. A cóż to za sklep co ma tylko 6 par? W rajstopach mamy – 3 rozmiary i 5 modeli i 2 producentów i cały handel gotowy. Ekonomia krzyczy przeciw sprzedaży pończoch. Oczywiście dzisiaj rozmiarówkę możemy ograniczyć do 6 kategorii, wyłącznie długich pończoch. Ale w dalszym ciągu jest to znacznie mniej opłacalne w handlu. Co do produkcji, wszelkie stretchowe wyroby nie wymagają procesu stabilizacji termicznej i formowania ciśnieniowego, co powoduje, że proces kończy się na barwieniu. Proces tkania jest prostszy, a dokładność wymagana przy produkcji nylonów – zbędna. W dodatku programowanie nowoczesnych maszyn odbywa się elektronicznie, a pakowanie rajstop automatycznie.
 Poza tym czas pędzi do przodu. Ludzie zagonieni codziennymi sprawami stają się coraz bardziej korporacyjni. Coraz mniejszą wagę przywiązują do chwili zatrzymania, refleksji i romansu. Dymorfizm płciowy jest demode, a moda uliczna temu sprzyja, dostosowując się do korporacyjnego wyglądu i uniformizacji. Króluje jeans, unisex, bylejakość i brak stylu. Elegancja z lat 50-tych wraz z jej symbolem – nylonami FF nie ma prawa się przebić przez uniwersalistyczną bylejakość, ale przynajmniej wraca powoli na salony. I wprawdzie FF-y to już historia ale dopóki da się ją przedłużyć, a ze starych maszyn wycisnąć ostatnie tchnienie, będziemy cieszyć się widokiem szewków i połyskujących nóg. Potem zostanie już tylko casual wear oraz korporacyjne, jednowymiarowe rajstopy z klinem…

 

Autor: Wielki Mandaryn www.nylony.pl

12345
Oceń artykuł



gość 21:44 - 12.09.2010
www.wanilianna.blogspot.com

nowa strona o nylonach i modzie lat 40-tych
jagnisia85 16:49 - 27.02.2010
a ja uwielbiam pończochy - te dobrych firm idealnie się trzymają i są bardzo wygodne. uwielbia uwielbiam
bursztynek 13:52 - 24.02.2010
Śliczne są pończoszki, ale pomimo tego, że sa seksi wole nosić wygodniejsze rajstopki
szubka 18:59 - 20.02.2010
mmm ...kuszace;)
yoda 14:39 - 17.02.2010
matko... biedronka...
stancze1 13:32 - 17.02.2010
a po ile są w biedronce? bo mam ten sklep pod blokiem :-) to też się wybiorę :-)
nadya 11:12 - 17.02.2010
Fajniutkie :)
dotka19 23:54 - 16.02.2010
Też wolę rajstopki. :)
ata38 19:19 - 16.02.2010
o tak a te z Biedronki są naprawdę świetne:)

Skomentuj

Jeśli chcesz komentować pod własnym nickiem, zaloguj się

Przepisz tekst z obrazka Anty Spam

Jeśli nie możesz odczytać, kliknij tu.

Najczęściej czytane
Ocena:
12345
Ocena:
12345
Ocena:
12345