Tomasz Raczek i Marcin Szczygielski
Po piętnastu latach zdecydowali się ogłosić światu: „tak, jesteśmy parą gejów i nie mamy zamiaru się tego wstydzić”. Tylko „GALI ” opowiadają o swojej miłości.
Aby zrozumieć gejów, trzeba przyjąć, że mają oni swój własny świat: ani gorszy, ani lepszy od świata większości. Równoległy” – pisze Tomasz Raczek we wstępie do książki swego partnera Marcina Szczygielskiego. Trudno celniej opisać to, co obaj chcieliby przekazać, zdradzając publicznie swoją orientację seksualną.
Poznali się piętnaście lat temu, w przeddzień sylwestra, a już następny wieczór spędzili razem na przedstawieniu operowym w Teatrze Wielkim. Dziś żaden z nich nie jest w stanie przypomnieć sobie, jaka to była opera. A może balet? – zastanawia się Marcin. – Nieważne – puentuje Tomasz. – Moi rodzice na pierwszą randkę poszli do filharmonii. Można więc stwierdzić, że kontynuujemy rodzinną tradycję.
Dziś mówią o tym jak o uczuciu od pierwszego wejrzenia. Spotykamy się w ich warszawskim mieszkaniu, które Tomasz otrzymał w spadku od swojego przyjaciela Zygmunta Kałużyńskiego. To Kałużyński już dawno zachęcał go do powiedzenia prawdy. Bo, jak mówił, „przyznanie się do faktu bycia homoseksualistą daje wolność. Wtedy nie trzeba udawać, blagować, wykręcać się, kłamać”. Raczek i Szczygielski potrzebowali czasu, by to zrozumieć. Teraz poczuli ulgę, choć mają także świadomość, że wolność „bywa i piękna, i niebezpieczna. I niesie ze sobą wiele zagrożeń”.
GALA: We wstępie do książki Marcina "Berek" napisałeś: "Ton łagodnej obietnicy szczęścia, jaki się w niej pojawia, jest dla mnie powodem do osobistej radości. Wszak od piętnastu prawie lat jestem życiowym partnerem Autora".
TOMASZ RACZEK: Żeby coś ważnego powiedzieć, szuka się do tego dobrej okazji. Gdy przeczytałem „Berka”, zachwyciłem się tą książką i pomyślałem: to jest właśnie ta okazja! Zadziałał impuls – poczułem się szczęśliwy i dumny z Marcina.







