Nietypowe imię dla dziecka - Kobieta.pl

Zarejestruj się!

Na podobny temat:

Dziecko - |Wychowanie
rozmiar czcionki:AAA

Nietypowe imię dla dziecka

15.04.09 07:18
fot. RF

fot. RF

Maura, Scholastyka, Hermenegilda... Coraz więcej rodziców pragnie jak najoryginalniej nazwać ukochane dziecko. Pytanie: czy nadając malcowi nietypowe imię, ułatwiają mu, czy może utrudniają życie? Jak dzieci znoszą tę rodzicielską fantazję?



Pewna matka zapytana, czemu chce córkę nazwać Ewangelia, odparła: „Bo z niezwykłym imieniem będzie miała ciekawe życie”. Intuicję matki potwierdzają bohaterki naszego tekstu. Odkąd w latach 80. Naczelny Sąd Administracyjny uchylił nakaz korzystania z oficjalnego wykazu imion, w miastach i wsiach zaroiło się od przedziwnie ponazywanych ludzi. Jak się nosi rzadkie imiona? – prawdopodobnie to jedno z najczęściej zadawanych im pytań. Wystarczy, że się przedstawią, już budzą zainteresowanie. Takie imię łatwo zapamiętać. Tylko czy to catholic position on viagra zawsze jest plusem? Nie każdy lubi zwracać na siebie uwagę. Imię to nasze logo. Od niego zależy, jakie cechy przypisują nam inni, a nawet – jak sami się zachowujemy. A może to nie imię tworzy człowieka, lecz człowiek imię? Wiedzą coś o tym miliony Katarzyn czy Agnieszek. Ale jak to udaje się… Bibie?

Oralia, 7 lat - Dorośli zawsze mnie pytają: „Kto ci dał takie imię?”

Lubię bawić się lalkami, dlatego rodzice ciągle mówią do mnie „Lala”. Ale zaczynam się buntować. Jestem już duża, nie chcę być Lalą -– mówi Oralia Hauptman, siedmiolatka z Rudy Śląskiej. – Mam ładne imię. Żadna dziewczynka w mojej szkole nie ma takiego. Są Zuzie, Julie, Oliwie. I wszystkie mi zazdroszczą, że jestem tylko jedna. Dorośli? Zawsze mnie pytają: „Kto ci dał takie imię?”. Patrycja, mama Oralii, opowiada: – Chciałam, żeby moje dzieci nosiły oryginalne imiona. Dlaczego? To jasne: żeby się wyróżniały. Zawsze ciągnęło mnie do tego, co inne, nietypowe – przyznaje. Ma 30 lat, studiuje zaocznie pedagogikę. Przez kilka lat mieszkała z córkami w Holandii. – Starsza córka to Oktawia. Prawdę mówiąc, miał być syn, Oktawiusz. Potem, gdy byłam w drugiej ciąży, czytałam książkę, w której pojawiło się imię Oralia. Nie pamiętam już tytułu, to była jakaś biografia. Bardzo mi się spodobało. To odmiana imienia Aurelia, co znaczy: „złota” – objaśnia. – Zgadza się w stu procentach: córka faktycznie błyszczy. Pięknie rysuje, gra na gitarze, uczy się w szkole muzycznej – zachwala mama. – Gdy raz wróciła ze szkoły z pytaniem, dlaczego ma takie imię, opowiedziałam jej o książce i o znaczeniu imienia – wspomina. Kiedyś, gdy Oralia miała trzy lata, Patrycja siedziała z przyjaciółmi przy kawie. Wtedy usłyszała od znajomego: „Nie obraź się, ale imię twojej córki kojarzy się… sama wiesz, z czym. Zastanawiam się, czy nie skrzywdziłaś jej tym imieniem”. – Byłam w szoku. Kompletnie mnie zaskoczył. Sama nigdy nie miałam „takich” skojarzeń – mówi Patrycja i przyznaje: – To dało mi do myślenia. Zaczęłam się obawiać, czy ktoś kiedyś nie obrazi mojej córki. Jak ją przed tym ochronić? Gdy podrośnie, porozmawiam z nią o tym. Teraz za wcześnie.

Kasandra, 12 lat - Znów wykrakałaś! – słyszę w szkole

Czy wyglądam jak zła prorokini? – śmieje się Kasandra Borecka z Chorzowa, uczennica szóstej klasy. Szczupła, promienna blondynka o niebieskich oczach. Wielbicielka zwierząt, zwłaszcza psów rasy husky. Jednego ma nawet w domu, wabi się White. – Dobrana z nas para. On jest biały, a ja mam ponoć czarny charakter. W klasie często słyszę od kolegów: „No nie, znowu wykrakałaś!”. To reakcja na to, że powiedziałam: „Uwaga, szykujcie się, będzie kartkówka”. Niestety, była :( Nie potrafię, oczywiście, przewidywać przyszłości. Po prostu obserwuję. Gdy nauczyciel przychodzi na lekcję ze złą miną, kartkówka murowa. Cały sekret. Imię wybrała jej mama. – Gdy urodziłam córkę, akurat była moda na Sandry. Co druga dziewczynka tak się nazywała. Pomyślałam: „Nie chcę, żeby w przedszkolu moje dziecko było Sandrą numer osiemnaście”. Dołożę na początku „ka” i od razu powstanie niezwykłe imię – opowiada Barbara Borecka, mama nastolatki, właścicielka osiedlowej kwiaciarni. Bez problemu zarejestrowała małą w USC. – Wstyd przyznać, ale nie miałam wtedy pojęcia, co oznacza to imię. Urzędnicy chyba też nie, skoro nie protestowali. Dopiero gdy córka miała pięć lat, ktoś życzliwy mi powiedział, że imię jest symbolem prorokini wieszczącej nieszczęście. Złapałam się za głowę: „Pięknie urządziłam swoje dziecko. Imię, które źle się kojarzy, to fatalny posag”. Ale lata leciały i nic złego się nie działo. Żadnych przykrych komentarzy. Nadal tak jest – cieszy się pani Barbara. – Nieprawda – protestuje córka. – Kiedyś ktoś mi powiedział, że mogę przynosić nieszczęście. Zrobiło mi się przykro – przyznaje. – Teraz już takimi uwagami się nie przejmuję. Zwłaszcza że koleżanki zazdroszczą mi imienia. Ostatnio powiedziały mi to Madzia i Agnieszka – przypomina sobie. – Wiem, że jestem pogodna, mam poczucie humoru. Szybko potrafię rozśmieszyć koleżankę, z którą przed chwilą się pokłóciłam. I od razu jest OK, znów się do siebie odzywamy. Raczej więc daję radość, prawda?

India, lat 15 - Złościło mnie, jak mnie nazwali; kazałam mówić do siebie Antosia

Anegdota krążąca w rodzinie Indii Bażańskiej: babcia Janina wychodzi z domu, z walizką. Spotyka na ulicy sąsiadkę, która pyta: „Janeczko, a gdzie to się wybierasz?”. „Jak to, gdzie? Jadę do Indii!” – mówi babcia. Na to sąsiadka: „Tobie to się powodzi!”. – Dobrze, że chociaż babci moje imię się przysłużyło, bo mnie samej długo nie – opowiada India. Ma piętnaście lat, chodzi do drugiej klasy gimnazjum z wykładowym francuskim. Na swoim blogu napisała kiedyś: „Wiele osób powtarza mi, że jestem głupia, bo nie podoba mi się moje imię. Ale dlaczego nie mogę nazywać się po prostu Zuzia czy Kasia?”. – W podstawówce miałam etap buntu. Nie mogłam wybaczyć rodzicom, że mnie tak „obdarowali” – żali się. – Żeby ich ukarać, nie reagowałam na swoje imię, kazałam mówić do siebie Antosia – opowiada. Rodzice (aktorzy z Wrocławia) dzielnie to generic viagra price comparison znieśli, tłumacząc córce, że jeszcze im kiedyś podziękuje. „Kiedyś” nastąpiło dość szybko: gdy India poszła do gimnazjum. W nowej klasie spotkała kilku uczniów noszących oryginalne imiona. Wreszcie poczuła się normalnie. – Ale dopiero teraz doceniam uroki nietypowego imienia – przyznaje. – Podobał mi się pewien chłopak. Sęk w tym, że wiele dziewczyn się w nim kochało i chciało z nim pisać na GG. A on wybrał właśnie mnie! Potem się dowiedziałam, że zawdzięczam to swojemu imieniu: uznał, że dziewczyna, która je nosi, na pewno też jest wyjątkowa – mówi. Ostatnio zamówiła na Allegro powieść Judith Krantz „Tylko Manhattan”. – Mama czytała ją na studiach. Ja też przeczytałam od deski do deski. Bardzo spodobała mi się główna bohaterka, moja imienniczka; dziewczyna z charakterem, piękna. Znalazłam podobieństwa między nami. Ona miała psa (o którym ja marzę) i chłopaka Tobiasza. Identycznie miał na imię mój chłopak. Czy to nie cudowne? – uśmiecha się. – W sumie z Indią już się pogodziłam, imię jest całkiem ładne i wzbudza zainteresowanie. Ale drugie imię mam z kosmosu – Edwina! Mój tata to Edwin, a ponieważ jestem do niego podobna, wybrał mi podobne imię. Co za pomysłowość – kwituje nastolatka.

Inanna, 40 lat - Przez imię nie poszłam do bierzmowania

To mama, zafascynowana starożytnością, wybrała mi imię po lekturze książki „Zapomniany świat Sumerów” – mówi Inanna Lachowicz z Wrocławia. – Opisywana w niej Inanna była boginią miłości i zmysłowości, królową niebios. Mamę urzekł jej charakter,  osobowość, seksapil. Miała nadzieję, żewraz z imieniem te cechy przejdą na mnie? – zastanawia się. Przeszły? – Coś w tym jest. Szarą myszką nigdy nie byłam. Zawsze miałam silną osobowość i niewyparzony język. Ale jednocześnie byłam trochę odludkiem. Może to też sprawka imienia? Od „Inanny” do „innej” droga krótka – tłumaczy. Zresztą tłumaczenie (się) to jej specjalność. – Ponoć w moim imieniu tkwi tajemnica. Każdy chce, bym ją wyjawiła. Mało kto słyszał o bogini Mezopotamii, więc tysięczny raz o niej opowiadam, co już mnie nieco nuży. Ale czasem warto się pomęczyć. Zwłaszcza gdy na horyzoncie pojawiają się policjanci z mandatem za szybką jazdę. Kilka razy go uniknęłam. Bo panowie zerkali w mój dowód i pytali, skąd takie imię. A ja opowiadałam i opowiadałam… – śmieje się. Niewzruszona natomiast pozostała pewna zakonnica, na której wspomnienie Inanna do dziś dostaje gęsiej skórki. – Miałam 13 lat. Przygotowywałam się do bierzmowania. Siostra prowadząca spotkanie spojrzała na mnie z potępieniem: „Co za pogańskie imię! Nie masz prawa przystąpić do bierzmowania”. Ja na to: „W takim razie pocałujcie mnie w d…”. W domu obwieściłam, że więcej na religię nie pójdę. I nie poszłam. A do bierzmowania przystąpiłam tuż przed ślubem – opowiada.

Maura, 29 lat - Słyszałam: „Marła – umarła!”

Wmojej rodzinie nietypowe imiona to już tradycja. Przykład? Faust, Rosa, Bonawentura – wylicza Maura Ładosz, dziennikarka. – Miłośnikiem dziwnych imion był mój dziadek, profesor filozofii marksistowsko- -leninowskiej, zauroczony… Biblią. Gdy jednak chciał mojemu ojcu – chyba w ramach żartu? – dać na imię Jezus Maria, babcia na szczęście zaprotestowała i niedoszły Jezus został Kajetanem – opowiada. – Ale czemu nie miała nic przeciwko, gdy dziadek wybierał mi drugie imię? Oczywiście biblijne – Rebeka. Tak mnie zawsze nazywał. Maurą byłam tylko wtedy, gdy go czymś zdenerwowałam – opowiada. – Pierwsze imię wybrała mi mama, zwyczajnie, z kalendarza. Ale i tak oba sprawiły problemy. Urzędnicy w USC powołali się na zapis, że imię nie może być ośmieszające. I odmówili zarejestrowania Maury Rebeki. Podejrzewam, że chodziło o coś innego: były lata 80., jeszcze nie wolno się było wyróżniać. Przez trzy miesiące pozostawałam bezimienna: rodzice odwołali się do wojewody i długo czekali na jego decyzję. W końcu dostali ją. Wygrali! W lokalnej gazecie ukazał się nawet artykuł „Mów mi Rebeka”. W ten sposób przecierałam szlaki innym nietypowym – śmieje się. Co wie o swoim imieniu? – Myślę, że ma korzenie hiszpańsko-włoskie. W przedszkolu dzieci nie były w stanie go wymówić. Mówiły „Marła”, przedrzeźniały: „Marła umarła”. Nic sobie z tego nie robiłam. Zwłaszcza że moja siostra (Natalia Iwona) zazdrościła mi imienia. A Łukasz, mój partner, na początku naszej znajomości wylegitymował mnie. Nie chciał uwierzyć, że mam takie imię, dopóki nie pokazałam mu dowodu osobistego.

Scholastyka, 22 lata, i Hermenegilda, 18 lat - Rówieśnicy podśmiewali się z naszych imion

Tato, dlaczego chciałeś być taki oryginalny? – siostry Scholastyka i Hermenegilda Matysek spod Kielc długo nie mogły darować ojcu, że dał im takie imiona. Mówiły, że gdy osiągną pełnoletność, natychmiast je zmienią. – W dzieciństwie przeżywałam stres. Czasem wracałam ze szkoły z płaczem, bo koledzy podśmiewali się z mego imienia. Czułam się przez to gorsza – wspomina Hermenegilda, dziś uczennica drugiej klasy technikum spożywczego. Nie lubiła swego imienia. – Było takie zimne, nieprzyjemne. Marzyłam o cieplutkiej Kasi czy Madzi – wspomina. Jej siostra (dziś kucharz w restauracji hotelowej) dodaje: – Chyba miałam jeszcze gorzej. Miejscowość, w której mieszkamy, nazywa się Mąchocice Scholasteria. Ludzie wybuchali śmiechem, gdy się przedstawiałam: „Scholastyka ze Scholasterii”. Myśleli, że to żart, a dla mnie to było przykre – opowiada. Jak do tego doszło, że dziewczyny dostały „dziwne” imiona? – Nieświadomie – zapewnia ojciec młodych kobiet. – W kawalerskich czasach pracowałem przy remoncie klasztoru żeńskiego. Bardzo spodobały mi się imiona, które nosiły zakonnice: Scholastyka, Hermenegilda Obiecałem sobie, że jeśli będę miał córki, właśnie tak je nazwę. Nie przypuszczałem, że mogę je unieszczęśliwić – przyznaje ze skruchą. Tata słowa dotrzymał. I o mało nie doszło do rodzinnego spięcia. – Gdy obwieścił, jakie imię dał córce, mama bardzo się zdenerwowała. Pojechała od USC, chciała to zmienić. Ale się nie dało: potrzebna była zgoda ojca, a on uparł się, i koniec. To samo było, gdy ja się urodziłam: oburzenie mamy i upór taty – relacjonuje Hermenegilda. – W kościele podczas chrztu szum był wielki. Ludzie byli zaskoczeni, może nawet zgorszeni? Ktoś spytał księdza, czy to nie grzech dać dzieciom udziwnione imiona. Na szczęście wszystko, co złe, kiedyś się kończy. Dziś siostry zapewniają, że są dumne ze swych imion. – W pracy wszyscy mówią na mnie Schola, a w domu Scholcia. Miłe – cieszy się starsza. – Łapię się na tym, że uważam się za osobę nietuzinkową. Zwłaszcza że urodziłam się w Boże Narodzenie. – A ja w nowej szkole jestem Hera, Hermenia, Hermesia. Cieplutkie. I od razu zostałam przewodniczącą klasy. Myślę sobie nieraz, że moje dzieci też będą miały niepospolite imiona. Skoro ich matka była oryginałem, to i one powinny. Żeby wszystko pasowało.

Biba, 40 lat - Babcia tak mnie urządziła. Chciała mieć wieczną imprezkę?

Często wstydziłam się swego imienia – przyznaje Biba Urban, garderobiana w warszawskim Teatrze Sabat. – Bo kobiece imię powinno być delikatne, a moje brzmiało twardo, trochę grubiańsko. Imię wybrała jej babcia Anna. Przed wojną była pokojówką w rodzinie hrabiny Turnau. Hrabina miała śliczną córeczkę, którą nazywała pieszczotliwie Bibą. Babci, oddanej na służbę jako dziecko, to imię kojarzyło się z lepszym światem. Chciała tak nazwać swoją córkę, ale jej synowie wymarzyli sobie siostrę Aleksandrę. Babcia postanowiła to imię zachować dla wnuczki. – Urodziłam się jako wcześniak, babcia troskliwie się mną opiekowała. Zmarła, gdy miałam siedem lat, nie zdążyłam jej powiedzieć, że nie było mi łatwo pogodzić się z jej wyborem – przyznaje. – Przykład? Kiedyś jechałam autostopem. Kierowca gwałtownie zahamował, gdy usłyszał, jak mam na imię. Wściekł się, że jakaś smarkula robi sobie z niego żarty, kazał mi wysiadać. Dopiero gdy pokazałam mu legitymację, ruszyliśmy dalej – opowiada. Dzieciństwo spędziła w Zaleszczykach na Ukrainie. – Nawet tu moje imię budziło zaskoczenie. Dzieci mnie przedrzeźniały: „Biba, daj chliba”, a dorośli pytali, czy mój ojciec był fanem piłki nożnej? Świetny ukraiński piłkarz nazywał się Andriej Biba. Niektórzy myśleli, że jestem jego córką – tłumaczy. Pożytki z imienia? Sporadycznie, ale się zdarzały. – W czasach szkolnych byłam na rejsie po Morzu Czarnym. Pewien chłopak posyłał mi czarujące spojrzenia. Ale był zbyt nieśmiały, żeby podejść. Ja też nie miałam odwagi tego zrobić. Potem chciał mnie odnaleźć. Znał tylko moje imię. Posłużyło za drogowskaz. Przysłał list do mojej szkoły zaadresowany tylko: „Dla Biby”. Wystarczyło. Innej Biby nie było w promieniu stu kilometrów, a myślę, że i na świecie. Gdy zamieszkała w Warszawie, znalazła zatrudnienie w Teatrze Sabat Małgorzaty Potockiej. – Pierwszego dnia pracy inspicjentka stwierdziła: „Ależ ty masz niebezpieczne imię!”. Potem dopytywała się, czy lubię imprezki. Bo to nie jest dobrze widziane. Na szczęście jestem zaprzeczeniem swego imienia: nie imprezuję, lubię się wysypiać. Podejrzewa, że jej imię to skrót od Bibianna. – Imię ładne, ale skrót – ohydny. Irytuje mnie. Na dodatek ludzie często je przekręcają. Mówią: Beba, Bibka. Pani Małgosia, szefowa Sabatu, czasem zwraca się do mnie: „Buba”. Okropne, prawda? – pyta. – Ale jak to powiedzieć własnej szefowej? – zastanawia się. Kiedyś w krzyżówce znalazła hasło: „Męczy twojego mężczyznę po bibce”. Prawidłowa odpowiedź brzmiała: kac. – Roześmiałam się. Po mnie panów męczyć może jedynie tęsknota: który się na mnie w porę nie pozna, potem tęskni, ale droga już zamknięta – mówi. Myślała – nie raz! – żeby zmienić imię. – Lecz nie wiedziałam, na jakie. Wertowałam kalendarz i żadne do mnie nie pasowało. Absolutnie żadne! Dopiero wtedy do mnie dotarło, jak bardzo imię wpływa na to, co myślimy o sobie, jak się widzimy – przyznaje. – Ostatnio mój syn Zachar, student medycyny, mówi: „Mamo, gdy będę miał dzieci, nazwę je oryginalnie”. Poprosiłam: „Synku, nie rób tego!”. Ale czy mnie posłucha?

Żywie – mama, 49 lat, i córka, 16 lat - Imię mamy to samo, charaktery też: jesteśmy gaduły i zrzędy

Dwie Żywie: mama i córka. – Raczej należałoby nas przedstawić: dwie gaduły oraz zrzędy. Imię mamy takie samo, to i charaktery też – śmieje się Żywia Grzesik z Katowic, mama młodej Żywii. Skąd takie imię w rodzinie? – W „Starej baśni” Kraszewskiego były dwie siostry: Żywia i Dziwa. Ojcu spodobało się to pierwsze. Na szczęście. Cieszę się, że nie zostałam Dziwą – śmieje się seniorka. Dlaczego jej prasłowiańskie imię przeszło na córkę? – Z uwielbienia – tłumaczy. – Miała być Esterą. Ale mąż stwierdził, że Żywia to buy cialis money order najpiękniejsze imię na świecie, i postanowił obdarować nim córkę. Moja reakcja? Ucieszyłam się, że dołączyła do grona rodzinnych oryginałów. Moi  bracia to Sulisław i Sambor, kuzynka ma na imię Aniceta, a jej córka Esteja. Wszystkich przebiła o głowę moja teściowa – Kunegunda. Tak się wstydziła swego imienia, że je zmieniła. Teraz jest Ireną i czuje się szczęśliwa – zapewnia. Żywia juniorka, uczennica trzeciej gimnazjalnej, też czuje się szczęśliwa. – Noszę imię, które kojarzy się z życiem i dodaje energii. Może dlatego ona mnie rozsadza? – zastanawia się. Wie, jak ją spożytkować: daje sobie wycisk w kuchni (uwielbia piec ciasta), na boisku (gra w piłkę nożną) albo zakłada kask i wsiada na swój pomarańczowy skuter. Gdy była młodsza, dzieci jej dokuczały. Nazywały ją „Żmiją” albo „Żydią”. – Teraz mam w klasie Dajanę i Sybillę, nie czuję się dziwolągiem – mówi. Profity? – Sprawdzianów nie podpisuję nazwiskiem. Wystarczy samo imię. To moje logo.

Melissa, 15 lat - Pani w szkole nazywa mnie „Walerianką”

Na parapecie w pokoju wrocławianki Melissy stoi kolorowa doniczka. Rośnie w niej melisa (niezbyt dynamicznie, za to przyjemnie pachnie). Prezent od mamy dla córki. Tak samo jak imię. Z bajki. – Miałam cudowną babcię, lekarkę-gawędziarkę. Wieczorami siadała przy moim łóżku i opowiadała piękne historie – wspomina Monika Jankowska, adwokat, mama dziewczynki. – Najbardziej podobała mi się baśń o księżniczce Melissie, która spokojem i rozsądkiem uratowała swe królestwo przed zagładą. Gdy po latach urodziłam córkę, już miałam dla niej imię. To był trafny wybór: Melissa jest ambitna, zdecydowana, ma plan na życie – zachwala ją mama. Córka sięśmieje. – Być w jednym szeregu z miętą, pokrzywą i szałwią? Zabawne. Ale lubię swoje imię. Choć – chyba na złość rodzicom – jestem totalnym przeciwieństwem spokoju. Nie wiem, dlaczego nasza szkolna pani psycholog nazywa mnie „Walerianką”. To raczej mnie przydałby się łyk herbatki na uspokojenie – przyznaje. – Czasem ją piję. Ostatnio przed egzaminami do gimnazjum, bo trochę się denerwowałam. Nie podziałała. Ale miała całkiem przyjemny smak – przypomina sobie. To ona namówiła rodziców, żeby jej młodsza siostrzyczka też dostała śliczne, oryginalne imię. – Nie musiałam ich długo przekonywać, bo imię Tiffany bardzo im się spodobało. Pochodzi od greckiego Teofania, co oznacza: dar od Boga. Wyczytałam, że są to osoby mądre i sprawiedliwe. Ale na razie trochę płaczliwe, zwłaszcza po szczepieniu – śmieje się Melissa. – Faktycznie, Tiffany całą noc przepłakała – przyznaje pani Monika. – Zwykle jest spokojnym maluszkiem. Mąż nazywa ją swoją perełką. Co myśmy przeszli, żeby zarejestrować perełkę w USC – mówi. – Interweniowałam aż w ambasadzie USA. Zapewnili, że jeśli będzie potrzeba, wystawią zaświadczenie, że takie imię istnieje. Na szczęście wystarczył wydruk z angielskiej strony w internecie, z opisem imienia. Oby moja córka miała z niego tylko radość.

NASZ EKSPERT KOMENTUJE

Marzena Stempin - Zastępca Kierownika USC m.st. Warszawy

Jak można nazwać dziecko?
Jak tylko sobie rodzice życzą. Nadanie imienia jest atrybutem władzy rodzicielskiej. Jedyne ograniczenia wynikają z art. 50 ustawy „Prawo o aktach stanu cywilnego”, który nie zezwala na nadanie dziecku: więcej niż dwóch imion, imienia ośmieszającego czy nieprzyzwoitego, w formie zdrobniałej oraz imienia nie pozwalającego odróżnić płci dziecka. Oczywiście musi to być imię, a nie nazwa własna, np. Biedronka, Paryż czy Kopenhaga. W razie wątpliwości posiłkujemy się słownikiem i księgą imion. A jeśli rodzice będą upierali się przy imieniu, którego nie ma w żadnym słowniku? W takich sytuacjach zwracamy się o opinię do Rady Języka Polskiego. Można nadać dziecku obce imię, np. Quentin? Tak. Jakie imiona są dziś nadawane dzieciom? Obserwujemy powrót do imion dawnych, staropolskich, takich jak Zofia, Stanisław, Antonina. Te naprawdę rzadkie zdarzają się raz, dwa razy w miesiącu. Popularne są formy obce, co często wynika z możliwości mieszkania i pracy za granicą. A także z faktu, że coraz więcej zawieranych jest małżeństw mieszanych. Czy można po kilku latach zmienić imię? Tak, w Urzędzie Stanu Cywilnego właściwym ze względu na miejsce stałego zamieszkania (zameldowania). Zmiany może dokonać osoba pełnoletnia, a w przypadku osoby małoletniej – jej rodzice. Konieczna jest wówczas zgoda ich obojga. W sytuacji jeśli małoletni ma ukończone 14 lat, także musi wyrazić na to zgodę. Ale wniosek o zmianę imienia (można też wnosić o zmianę nazwiska) tylko wtedy jest uwzględniony, jeśli jest uzasadniony ważnymi względami.

źródło:
12345
Oceń artykuł
gość 09:10 - 29.03.2013
Mi się bardzo podoba imię Nataniel i Ariel, to takie śliczne imionka
kornelia12 22:31 - 16.03.2013
Mój synek ma na imię Lucjan :-. W przedszkolu są jeszcze Leon i Julian. Fajnie, po polsku i bez wymyślań.
gość 20:54 - 12.03.2013
A ja mam na imię Erwina Maria
gość 20:54 - 12.03.2013
A ja mam na imię Erwina Maria
gość 08:50 - 03.01.2013
a ja mam na imię Gaja, jedynym moim problemem jest to iż nie mam zielonego pojęcia kiedy mam imieniny :)jestem dumna z mojego imienia i nie zmieniłabym je na żadne inne, ponieważ moje imie to mój znak rozpoznawalny
gość 13:30 - 30.11.2012
Melissa - śliczne imię :)
gość 12:45 - 06.11.2012
Anastazja :)
gość 22:45 - 31.10.2012
Moje imię nie jest niezwykłe,
tylko po prosu niepopularne.
A i tak często ludzie się pytają :"kto ci dał tak na imię?" Ale nie przeszkadzaq mi to, ponieważ nigdy z nikim nie jestem mylona.
Róża
gość 14:04 - 07.10.2012
Wiktoria oraz Oliwier lub Alan

Skomentuj

Jeśli chcesz komentować pod własnym nickiem, zaloguj się





Najczęściej czytane - | Dziecko
Kupuj najtaniej z CENEO