Czego uczymy się od dzieci - Kobieta.pl

Zarejestruj się!

Na podobny temat:

Dziecko - |Wychowanie
rozmiar czcionki:AAA

Czego uczymy się od dzieci

24.05.13 16:00
mama i córka, fot. shutterstock.com

mama i córka, fot. shutterstock.com



Katarzyna, mama Linki (21 lat)

Zawsze brakowało mi asertywności. Nauczyła mnie jej moja córka. I w sposób znaczący usprawniła życie. Zawsze czułam się do czegoś zobowiązana: „Muszę pomóc, zaopiekować się, poświęcić czas, bo jestem… córką, przyjaciółką, pracownikiem”. Nie potrafiłam wypowiedzieć słowa: „Nie”. Któregoś dnia moja dorastająca już wtedy córka powiedziała: „Mamo, nie musisz, możesz. Taka jest zasada”. To było dla mnie zaskakujące, ale potrzebowałam dużo czasu, aby przestawić swoje myślenie. Linka była bardzo konsekwentna i wtłaczała mi do głowy tę nową zasadę. Kiedyś, już trochę podszkolona, rozmawiałam przez telefon, a ona, słysząc, co mówię, szepnęła: „Nie musisz tłumaczyć, dlaczego nie chcesz. Wystarczy, że powiesz „nie”. W końcu mnie wychowała… To wielka ulga powiedzieć to słowo na „n” i nie mieć wyrzutów sumienia.

Dorota, mama Zuzy (21 lat) i Hanki (16 lat)

To był poranek, jakich wiele. W biegu. Trzeba szybko wyjść z domu, Hankę (wtedy miała 4 lata) odstawić do przedszkola, Zuzkę (9 lat) do szkoły, i przedrzeć się w korkach na drugi koniec miasta do pracy. A tu najpierw bój z młodszą o rajstopki, bo podałam królewnie nie takie, jakie chciała. Potem rozlana herbata. Na szczęście bez strat, uff, koszulka wyszła z tego sucha. Oddycham głęboko, ale w środku już się gotuję. I na pięć minut przed wyjściem Zuza mówi, że na dziś do szkoły musi mieć krepinę i bez krepiny nie pójdzie. Spektakularnie wtedy się wydarłam. Krzyczałam na nie obie. Moja czteroletnia córeczka zawołała wówczas: „Mamo! Ty na mnie nie krzycz, ale tłumacz wszystko, tak jak tata!”. To był właśnie ten kubeł zimnej wody. Czułam się okropnie głupio, było mi wstyd. Ileż to razy dawałam upust emocjom w poczuciu, że jestem w pełni usprawiedliwiona, bo przecież one są takie nieznośne. Ale te słowa mojego dziecka: „Nie krzycz – tłumacz”, trafiły celnie. Córki nauczyły mnie rozmawiać z nimi. I nie ma wymówek, że ten mały człowiek nie jest jeszcze partnerem, bo jest. Wypracowałyśmy metody – kiedy w środku zaczynałam się gotować, mówiłam: „Dziewczyny, teraz moja cierpliwość jest jak arbuz”. I pokazywałam, rozstawiając dłonie, ile jeszcze wytrzymam. Czasem cierpliwość zmniejszała się do rozmiarów jabłka. Wtedy uprzedzałam, że zaraz wybuchnę. Bywało ciężko. Jeśli nie chciałyśmy ze sobą rozmawiać, to pisałyśmy listy na karteczkach. Hania wiadomość rysowała i taki papierowy samolocik lądował mi na kolanach. Wszystkie uczyłyśmy się panować nad własnymi emocjami, aż wrócił spokój. Nie mam potrzeby wrzeszczeć, dużo ze sobą rozmawiamy. Nie mam również monopolu na prawdę. I za to, jaka jestem dziś, dziękuję swoim dzieciom.

Autor: Karolina Morelowska

źródło:
12345
Oceń artykuł
armenika 11:37 - 19.09.2013
Nie zapominajmy o kreatywności i niekonwencjonalnym podejściu. Widział ktoś dorosłego, który uparcie twierdzi że na desce do prasowania można surfować, pod stołem jest tajna baza krasnoludków, a w szafie przejście do bajki o Kopciuszku?
e_infant 13:18 - 13.08.2013
Chyba właśnie w głównej mierze uczymy sie właśnie optymizmu od małych dzieci,zarażają nas tym często nawet niepoprawny,m pozytywnym myśleniem,radością i uśmiechem. Tego na pewno warto się od nich nauczyć.
mammamia 15:06 - 06.06.2013
tak dzieciakom tylko pozazdrościć słowotwórstwa :) uczymy się też optymizmu, moja mała jest niemal non stop uśmiechnięta, aż głupio się komukolwiek przy niej smucić :)
paullinna 08:22 - 28.05.2013
uczymy się śmieszych słów (np. zupa kopernikowa : ) ale przede wszystkim bezwarunkowej miłości.

Skomentuj

Jeśli chcesz komentować pod własnym nickiem, zaloguj się





Kupuj najtaniej z CENEO