Karolina Kopocz była u medium ADEL HAYRAPETYAM z Armenii, która mieszka w Warszawie.

Na podstawie imion oraz nazwiska panieńskiego matki Adel wykreśliła moje imię w staroarmeńskim alfabecie, co – jak dowiedziałam się od niej potem – podpowiadało jej obrazy. Spojrzała mi w oczy i zaczęła o mnie opowiadać. Precyzyjnie określiła wiek oraz wiele zdarzeń z dalszej i bliższej przeszłości. Odgadła np., że z moim życiem mocno jest związany ciepły kraj (regularnie jeżdżę do Egiptu nurkować, kiedyś tam mieszkałam). Miałam wrażenie, że czyta w mojej głowie. Powiedziała wszystko, co planuję zrobić. Potrzebowałam takiego potwierdzenia. Oznaczało, że obrałam dobry kierunek. Adel nie chciała się niczym sugerować, więc dopiero po około 40 minutach, gdy zakończyła swój wywód, mogłam zadawać pytania. Na koniec przytuliła mnie i był to bardzo naturalny gest, a nie jestem wylewną osobą. To dobra kobieta, czułam od niej pozytywną energię. Jeśli będę miała w życiu moment zawahania, będę potrzebowała drogowskazu – odwiedzę ją jeszcze. Cieszę się, że tam poszłam.

Ina Lekiewicz była u wróżki SONI z Warszawy.

To moja pierwsza wizyta u wróżki. Myślałam, że zastanę nawiedzoną kobietę głaszczącą czarnego kota, a zobaczyłam konkretną, rzeczową osobę około pięćdziesiątki. Zaskoczyła mnie, pytając, co chcę wiedzieć, bo nie zastanawiałam się nad tym wcześniej. Powiedziała, że zawsze lepiej jest przyjść na tarota z konkretnym problemem lub pytaniami, bo inaczej karty nie mają nic do powiedzenia i są tak nudne jak nudne jest życie tej osoby. Potem wypytała mnie o znak zodiaku, datę urodzenia i postawiła tarota. Dowiedziałam się m.in., że mam wielką energię i z łatwością będę mogła zrealizować wszelkie swoje plany i spełnić każde marzenie. Stanę się podobno tak bogata, że nie będę musiała pracować. Nie wierzę w takie rewelacje, ale z drugiej strony wróżka opisała z dużą precyzją problemy zdrowotne, które miały miejsce w mojej rodzinie. Podłamała mnie tylko informacja o rzekomej złej energii, która na mnie ciąży z powodu zazdrosnej przyjaciółki. Zostałam w związku z tym odesłana do innej wróżki na oczyszczenie pola energetycznego. I zamierzam wybrać się tam z czystej ciekawości.

Marzena Sochacka była u SYLWESTRA CHORDECKIEGO, astrologa tarocisty ze Szczecina.

Moja wizyta trwała pięć godzin! Brzmi niewiarygodnie, ale w ogóle nie byłam zmęczona rozmową. Spotkałam zabawnego, młodego, komunikatywnego człowieka, który wzbudzał zaufanie. Początkowo z lekkim przerażeniem tasowałam karty, ale atmosfera była tak miła, że przestałam się stresować. Tym bardziej że karty były bardzo pozytywne, powtarzał się cesarz i cesarzowa, co oznacza dobrą miłość. Nie miałam konkretnych pytań, więc pan Sylwester postawił mi tarota w związku z osobami, które mnie otaczają. Myślałam o kimś (tacie, mamie, przyjaciółce), po czym losowałam kartę i on mówił coś na temat tej osoby. W 99,9 procentach wszystko się zgadzało. Jak również to, że planuję podróż. Rzeczywiście, zamierzam studiować w Warszawie i dowiedziałam się, że mogę pojechać mimo trudności. Wyszłam zadowolona, uspokojona wewnętrznie. Nie ukrywam jednak, że fakt, iż ktoś o mnie tak dużo wie, to trochę przerażające uczucie.

Kaja Dobrucka była u PIOTRA GIBASZEWSKIEGO, astrologa tarocisty z Krakowa.

Otrzymałam horoskop na podstawie programu komputerowego, w który pan Piotr wbił moją datę i godzinę urodzin. Odnoszę się sceptycznie do wróżb. Tym bardziej byłam zdziwiona trafną charakterystyką – dowiedziałam się, że mój znak (Ryby) nie pasuje do mojego profi lu, bo urodziłam się minutę przed wschodem słonca, więc mam skłonności przywódcze i powinnam prowadzić swój biznes (niedawno otworzyłam wydawnictwo). Ciekawa była również informacja o przełomie,jaki miał miejsce w moim życiu pod koniec 2007 roku. Istotnie, rzuciłam wtedy pracę w korporacji, przeprowadziłam się do  Krakowa, gdzie zamieszkałam z mężem i urodziłam syna. Skąd wiedział, że to ja „noszę portki” w domu? Nie wiem. Starałam się nie dawać podpowiedzi, nie potakiwałam. Może układy planet coś sugerują? Wizyta była fajnym doświadczeniem, wyszłam z uśmiechem na twarzy. Utwierdziłam się, że jestem w życiu tym, kim powinnam. Nie zamierzam jednak konfrontować swoich planów życiowych z wróżbami.

Danuta Woszczyna była u PIOTRA PIOTROWSKIEGO, astrologa z Bydgoszczy.

Umówiliśmy się w centrum handlowym. Jeszcze przed spotkaniem telefonicznie podałam panu Piotrowi datę, godzinę i miejsce urodzenia, żeby mógł sporządzić dla mnie horoskop urodzeniowy. Wszystkie cechy charakteru (zamiłowanie do porządku, szczerość, upór) zgadzały się. Usłyszałam też, że ten rok będzie dla mnie dobry pod względem fi nansowym i znajdę wymarzoną pracę. Rzeczywiście, jestem teraz trochę na zakręcie, podobno na wiosnę ma się wszystko wyjaśnić. Na koniec zadałam kilka pytań dotyczących mojego zdrowia, małżeństwa, relacji z rodzicami, ale odpowiedzi były dość ogólnikowe, bo pan Piotr mówił, że musiałby wcześniej poznać daty urodzin wszystkich tych osób. W sumie dowiedziałam się tego, co mogę wyczytać w swoim horoskopie. Miła wizyta, bo pan Piotr okazał się sympatycznym człowiekiem, ale nic mnie nie zaskoczyło. Spodziewałam się usłyszeć więcej szczegółów.

Małgorzata Fiejdasz była u tarocisty i numerologa RYSZARDA ZAWADZKIEGO z Warszawy.

Nie mam takich kłopotów życiowych, które wymagałyby konsultacji u sił nadprzyrodzonych. Jest coś dziwnego w tym, że przychodzisz do obcej osoby, tasujesz karty i wypatrujesz w nich odpowiedzi na osobiste pytania. Może dlatego prowokacyjnie zapytałam: „Czy będę miała fajne wakacje?”, ale ponieważ karty odpowiedziały rzeczowo i bardzo realistycznie (tak jak przypuszczałam, w tym roku czeka mnie raczej zimny Bałtyk niż ciepłe morza), to i ja postanowiłam potraktować je bardziej serio. „Czy tworzymy z mężem udany związek?” „Jesteście jak dwa ścierające się pumeksy” – uśmiechnął się pan Ryszard, czym rozbawił mnie setnie, bo trafi ł w dziesiątkę. Takich momentów było więcej, więc wyszłam podekscytowana, podczas gdy pan Ryszard był przez cały czas opanowany i – z czego podobno słynie – powściągliwy: wizyta trwała około 40 minut. W sumie dobrze się bawiłam, chociaż z niejasnym poczuciem, że stąpam po kruchym lodzie.

Adrian Andrzejczyk był u DANUTY ROK, numerolożki z Warszawy.

Na wstępie dowiedziałem się o fi lozofi i numerologii – że nie jest to przepowiadanie przyszłości ani wskazywanie gotowych rozwiązań, a jedynie otwieranie furtki, pokazywanie pewnych możliwości. I że to wszystko jest matematyka, a nie wróżenie z kuli. Potem otrzymałem swoją charakterystykę na podstawie imion i daty urodzenia. Jestem trójką w czepku urodzoną – miałem dobry start w życie, dopisuje mi szczęście, wszystko układa się OK. Przez godzinę słuchałem o moich zaletach, wadach, predyspozycjach, zdolnościach. Że jestem indywidualistą, mam artystyczną duszę. Odnajdowałem w pamięci fragmenty życia potwierdzające te fakty. Wizyta dała mi możliwość spojrzenia na siebie z innej perspektywy. Uświadomiła mi np., że nie podejmuję pewnych wyzwań, bo niepotrzebnie z góry zakładam, że mnie przerosną. Numerolog nadała mi nowe imiona, w tym Julian i Adam. Powinienem 30 razy dziennie przepisać je, a do mojego podpisu dodać kropkę, żeby zapoczątkować proces zmian w życiu. Dostałem też kartkę z opisem, co się będzie działo w najbliższych latach. W sumie nie zgadzam się z fi lozofi ą numerologii, nie wierzę w reinkarnację ani wędrówkę dusz. Ale zamierzam stosować podpis, jaki mi zasugerowała pani Danuta, żeby sprawdzić, czy zadziała. Dam sobie taką szansę.

Urszula Jurgiel była u HANNY WERES, astrolożki z Łodzi.

Mój horoskop powstał na podstawie danych (data i godzina urodzenia oraz miejsce) wpisanych do programu komputerowego. Pani Hanna czasem używa też wahadełka. Otrzymałam rozpiskę na najbliższych kilka lat, ale skupiłyśmy się na tym roku. Pytałam głównie o miejsca, w których mogłabym mieszkać i o ludzi obecnych w moim życiu. Wszystko, czego dowiedziałam się na temat ich osobowości, zgadzało się. Usłyszałam same krzepiące informacje. Bałam się, czy wizyta nie zadziała jak samospełniająca się przepowiednia, czy nie zasugeruję się pewnymi wiadomościami. Ale pani Hanna, która sama określa się mianem astrologicznego doradcy życiowego, nie mówi, co masz robić, tylko co jest dla ciebie korzystne. I jaki czas jest najlepszy na podejmowanie różnych decyzji. Dowiedziałam się, że np. w lutym powinnam uważać w samochodzie, więc nie zamierzam wybierać się w długie podróże. Po rozmowie spisałam sześć kartek, mimo że i tak otrzymałam nagranie z trzygodzinnej rozmowy mailem. Uważam, że takie usługi są też dla ludzi twardo stąpających po ziemi.

Marta Simińska była u JADWIGI POKŁADECKIEJ, numerolożki z Poznania.

Otrzymałam portret numerologiczny na podstawie daty urodzenia i imion, również z bierzmowania. Siedziałam z otwartą buzią, bo miałam wrażenie, że kobieta czyta ze mnie jak z otwartej księgi. W stu procentach trafi ła z moją osobowością. Odczytała mnie lepiej niż niejedna bliska osoba, co było z jednej strony miłe, ale z drugiej przerażające. Jestem numerologiczną czwórką, podobno to mistrzowska kombinacja. Usłyszałam, że mogę zapisać się w historii ludzkości w dziedzinie nauki. O tym, że pracuję w laboratorium i studiuję zdrowie publiczne, nie wspominałam. Wyszłam z „powerem”, podbudowana, uśmiechnięta. Zmotywowana do działania, nauki, pracy. Starałam się to racjonalizować: może zdradziła mnie mowa ciała? Wolę wierzyć, że to ja mam wpływ na swoje życie, a nie przeznaczenie, los. Ale... podpisuję się już nowym podpisem, który stworzyła mi numerolog, żeby zmienić energię wokół mnie. Zobaczę, co z tego wyniknie – ma zacząć działać po czterech–pięciu miesiącach.

Ewelina Dziewiela była u chiromantki Izy Dajwłowskiej z Warszawy.

Wizyta miała charakter terapeutyczny, czułam się bardziej jak u psychologa niż wróżki. Pani Iza uświadomiła mi, że tkwi we mnie ogromna siła, ale niepotrzebnie kwestionuję własne osiągnięcia. Dowiedziałam się m.in., że moja praca będzie związana z językami obcymi, co mnie ucieszyło, bo chciałabym jeszcze wrócić do Londynu, gdzie studiowałam. Niestety, usłyszałam też, że kasa się mnie nie trzyma! Najpierw ją przepuszczam, potem przeprowadzam ze sobą poważną rozmowę, ale wtedy jest już zazwyczaj za późno (śmiech). Pani Iza trafnie oceniła, co dzieje się w moim życiu, wiedziała np. że nie ma w nim ojca. Mimo że radziła, by traktować to, co mówi, z przymrużeniem oka, to i tak dodała mi otuchy i wiary w siebie. Poukładałam sobie różne sprawy w głowie. Było naprawdę fajnie!

Aleksandra Korab odwiedziła wróżbitę KRZYSZTOFA SIERŻĘGĘ z Warszawy.

Umierałam z ciekawości, co powie na mój temat tarot, tymczasem karty zbuntowały się. Pan Krzysztof nie chciał znać ani mojego imienia, ani daty urodzenia. Na początku mieliśmy sprawdzić, czy karty, które rozłożył, mówią o mnie. Wyciągnęłam lewą ręką (od serca) królową. Usłyszałam, że lubię kontrolować, rządzić, narzucać zasady. Zupełnie taka nie jestem. Pan Krzysztof przetasował karty. Dowiedziałam się, że nie znajduję zrozumienia w rodzinie – też tak nie jest, bo mam bardzo wspierających rodziców. Nic się nie zgadzało! Pan Krzysztof powiedział, żeby nie przejmować się, bo dziś wróżba nie wyjdzie. Albo to jego wina – już od starożytności wierzono, że nie bez znaczenia są fazy księżyca i dziś jest niekorzystna, albo ja mam „niewróżebny dzień”. Byłam rozczarowana, ale usłyszałam, żeby się nie przejmować, bo takie rzeczy się zdarzają i nie można robić nic na siłę. Zaprosił mnie na kolejne spotkanie.