Podczas finału Joel Wilkenfeld z agencji Next mówił o Tobie „za niska”, Anja Rubik wpadła mu w słowo: „A Kate Moss?”. „Kate jest jedna na milion”, usłyszeliśmy. Anja odparowała: „Ona będzie drugą”. Będziesz?

Parę miesięcy temu myślałam, że nie przejdę pierwszego castingu do programu, dziś czuję, że wszystko jest w życiu możliwe (śmiech).

Z początku zamknięta, często zapłakana, przeszłaś przed kamerami metamorfozę.

Paulina Papierska: Zdarzało się, że słuchałam ocen jurorów drżąc i nie umiejąc powstrzymać łez. Jestem nieśmiała, nadwrażliwa. Brakowało mi też obycia. Mieszkam w Zbąszynku, to malutka mieścina w lubuskim, sześć tysięcy mieszkańców. Znalazłam się w programie dlatego, że namówili mnie przyjaciele.

Sama długo w siebie nie wierzyłaś?

Paulina Papierska: Byłam podlotkiem, gdy odkryłam, że lubię pozować. Wcześniej chowałam się przed aparatem. Uwielbiałam chodzić do babci, która miała kolekcję butów. Przymierzałam jej pantofelki, szpilki, stroiłam się i za nic nie pozwalałam zrobić sobie zdjęcia. Jako czternastolatka wybrałam się z mamą do warszawskiej agencji Orange. Usłyszałam tylko: „Dziękujemy, za niska”. W kolejnej to samo. Poddałam się. Mało brakowało, a nie dałabym losowi szansy, bo kiedy pojechałam na casting do Sopotu, stchórzyłam. Zobaczyłam te wszystkie piękne dziewczyny, ktoś rzucił: „Chodźcie na molo, nagrywamy”, a ja usiadłam na ławce powtarzając: „Nie dam rady. Nie idę”. I gdyby nie podeszła do mnie jakaś dziewczyna z produkcji ze słowami: „Spróbuj! W każdej chwili możesz się wycofać”, pewnie już bym na tej ławce została.

Na szczęście nie zostałaś. Jak odnalazłaś się wśród najpiękniejszych?

Paulina Papierska: Kiedy jechałam do Warszawy, bałam się, że będę takim brzydkim kaczątkiem. Nie miałam fajnych ciuchów, modnych okularów czy spodni Diesla. Zawsze, odkąd pamiętam, pożyczałam ubrania od koleżanek. Każda dziewczyna to potwierdzi, że ubiór daje dużo pewności siebie. Patrzysz w lustro, widzisz fajną laskę i trzymasz głowę wyżej.

Podzieliłaś publiczność wyznaniami o biedzie w domu. Tacie na zasiłku. Mówiłaś: „Nie mogę odpaść, ja nie chcę tam wracać”.

Paulina Papierska: Czytałam potem, że moi rodzice muszą być tymi wyznaniami załamani. A niby dlaczego? Tak wyglądało moje życie. Żeby wyjechać na wakacje, pracowałam jako sprzątaczka. Czyściłam toalety w pobliskim ośrodku rekreacyjnym. Mieszkałam z koleżanką w ciasnej klitce razem ze szczotkami (śmiech). Wiesz, jak to kształtuje charakter? Tata był bezrobotny, ale kiedy zobaczył ten odcinek i moje łzy, zakłuło go w sercu i dziś ma pracę. Nie wstydzę się tego skąd jestem. Nie kryłam, jak bardzo chcę wyrwać się stamtąd. To musi być fantastyczne, gdy możesz próbować sił w kółku teatralnym, tanecznym czy lepić z gliny. Ani ja, ani moje przyjaciółki nie miałyśmy takich możliwości. Śmiałam się, że w tym programie przeżywa same pierwsze razy.

Brzmi intrygująco.

Paulina Papierska: Pierwszy raz w życiu leciałam samolotem. Pierwszy raz wyjechałam za granicę. W dodatku od razu do Mediolanu! Byłyśmy tam podczas „Fashion Week”. I bez szampana czułam się jak na rauszu. Gdy zobaczyłam na własne oczy tę architekturę i uśmiechniętych Włochów pełnych pozytywnej energii, pomyślałam: „Może kiedyś tu zamieszkam?”. Kto wie? Chcę jeździć po świecie. Od dziecka marzyłam o Indiach i sesji na słoniu.

Pewnie stawiasz na języki. Z angielskim jeszcze niedawno miałaś problemy.

Paulina Papierska: Od tamtej chwili jak szalona wkuwam nowe słówka. W tym roku zdałam maturę, chciałam iść na położnictwo. Nie w głowie mi była nauka języków. Kiedy na castingu Anja Rubik zaczęła mówić do mnie po angielsku, zupełnie mnie zatkało. To było najgorsze uczucie podczas trwania całego programu! Nie chcę przeżywać tego nigdy więcej. Umawiamy się: następny wywiad zrobisz ze mną po angielsku.

A poza językami, masz jakieś kompleksy?

Paulina Papierska: Kiedyś martwiłam się, że mam za małe piersi i krzywy zgryz. Dziś myślę, że to moje atuty, znaki rozpoznawcze. W programie miałyśmy rozbieraną sesję, większość dziewczyn histeryzowała i sama się zdziwiłam, jak bardzo na luzie do tego podeszłam. W szkole nie raz usłyszałam szepnięte ze plecami: anorektyczka. Przy wzroście 172 ważę tylko 48 kilo.

Będziesz pierwszą dziewczyną, która powie: „Nigdy się nie odchudzałam”.

Paulina Papierska: Lubię czasem zaszaleć w fast fooodzie, zjeść hamburgera (śmiech). Mogę to zrobić bez wyrzutów sumienia. Słyszałam o modelkach, które – żeby nie przytyć – jedzą płatki higieniczne nasączane wodą. Ten świat pewnie jest pokręcony, ale mam nadzieję, że będę na jego szaleństwa odporna. Za kulisami dostałam ogromne wsparcie od ludzi, których nie widać, a dzięki którym z szarej myszki stawałam się pięknością. Mam na myśli fryzjera, stylistę, makijażystkę. Wiem, że zawsze mogę do nich zadzwonić, zapytać, porozmawiać.

Wygrałaś program. Kim jesteś dziś?

Paulina Papierska: Zobaczyłam, że nie jestem jednowymiarowa, mogę mieć wiele twarzy. Stać mnie na zdjęcie z budzącym strach wężem, podwodną sesję w basenie. Wstaję rano i czuję siłę. Mam w sobie wielki głód świata. Pamiętam, gdy zaczynał się finał programu. Ostatnie sekundy przed wejściem na wizję. Stałyśmy we trzy z Olą i Anią, miałam kluchę w gardle. Przed nami oświetlony wybieg. Ale wystarczyły dwa kroki i ogarnął mnie spokój. Znalazłam się na swoim miejscu. To było genialne.

Co powiesz dziewczynom, które przegrały?


Paulina Papierska: Nie tylko im. Trzeba gonić za marzeniami. Do upadłego. One też nie powiedziały ostatniego słowa. Kibicujcie nam wszystkim, proszę.