Idziemy do wróżki, bo marzymy, że powie: „Twoje kłopoty się kończą. Zły los się odwróci, spotkasz miłość swego życia, dostaniesz niespodziewane pieniądze”. Często też pragniemy, by ktoś innny podjął za nas ważną decyzję. Kim są osoby, które mogą zadecydować o naszym dalszym życiu?

Rozmowa z wróżką Regelindą – Hanną Prus

Jak została pani wróżką?

Mama i babcia wróżyły. Karty były w domu od zawsze i bardzo się nimi interesowałam. Będąc dzieckiem, nauczyłam się z nich czytać. Gdy miałam 9 lat, powróżyłam mamie zwykłą talią. Nie pamiętam, co wtedy przepowiedziałam, ale mama była zdziwiona. Po wielu latach powiedziała, że wszystko się sprawdziło. Potem pogłębiałam moje umiejętności. Już będąc wróżką, ukończyłam studium psychotroniczne, gdzie uczyłam się psychologii, numerologii, radiestezji, poznałam znaczenie run, symbolikę kart tarota i zasady medycyny niekonwencjonalnej. Miałam świetnych nauczycieli z tytułami naukowymi, doskonałych praktyków, takich jak Józef Onoszko, psycholog, autor książek o feng shui, czy Leszek Weres, znany astrolog, i tarocista, Jan Suliga.

Kim są pani klienci?

Studentki, kobiety pracujące i bezrobotne, biznesmeni.

Pytają o miłość?

Klientów można podzielić na trzy grupy. Jedni przychodzą w sytuacji kryzysowej, chcą wiedzieć, co będzie, bo mąż odszedł, żona zdradziła, chłopak nie chce się żenić. Drudzy to biznesmeni, którzy chcą, bym potwierdziła ich strategię inwestowania w rozwój firmy. A trzecia grupa to osoby samotne, które przyszły do mnie, aby się wygadać. Zacznijmy od miłosci.

Miała pani jakis nietypowy przypadek?

Niejeden. Kiedyś przyszła elegancka pani po 60, której niedawno umarł mąż. Ponieważ rozpaczała po jego śmierci, dorosły, żonaty syn zasugerował, by pojechała z jego małą córką na wycieczkę do Tunezji. Tam zainteresował się nią menedżer hotelu, w którym mieszkała, mężczyzna po 40. Ona nie mogła uwierzyć, że młodszy, przystojny, zamożny facet interesuje się właśnie nią. Oświadczył się jej, a ona przyszła do mnie, z oczami pełnymi blasku, by zapytać, co ma robić? Tarot potwierdził, że mężczyzna naprawdę ją kocha. Wyszła ode mnie szczęśliwa, zastanawiała się tylko, jak przekazać nowiny synowi.

Czy bywają pytania, które nawet panią zaskakują?

Tak. Na wspomnienie pewnej wróżby do dziś ciarki chodzą mi po plecach, choć już minęło sporo czasu. Zadzwoniła pewna pani, lekarka, mąż też lekarz chirurg. Mieli dziecko z porażeniem mózgowym, które nie chodziło i bardzo cierpiało. Jedną z metod ulżenia mu w cierpieniu było podcięcie ścięgien u nóg, trzeba to wykonywać do 6. roku życia. Ponieważ dziecko zbliżało się do tego wieku, rozważali, czy zdecydować się na ten zabieg. To operacja nieodwracalna. Po jej wykonaniu chłopiec już by nigdy nie chodził.

Rodzice uzależniali decyzję o operacji od wróżby?

Zorientowałam się z rozmowy z matką, że to ojciec był za, a ona wierzyła, że dziecko kiedyś wstanie. Postawiłam tarota i przekazałam matce jego przesłanie. Było jednoznaczne: żadnej okaleczającej operacji.

Posłuchali tarota?

Tak, a intensywna rehabilitacja spowodowała, że chłopiec zaczął chodzić! Jego stan wciąż się poprawia.

A po co przychodzą biznesmeni?

By zarabiać jeszcze więcej. Najczęściej to biznesmeni i maklerzy, w wieku 30–40 lat. Przychodzą z laptopami i konkretnymi pytaniami. Chcą ze mną tylko skonsultować swoje biznesowe decyzje. Wierzą, że astrologia i tarot pomogą im ustrzec się błędu.

I nie ma pani reklamacji?

Nigdy. Od kilku lat regularnie przychodzą do mnie ci sami ludzie. Jeden z nich nawet co miesiąc.

Jest pani nowoczesną wróżką?

Tak. Mam swoją stronę w Internecie, wciąż się dokształcam, śledzę nowe nurty w psychologii.