Zabieg polega na włożeniu do ucha (niezbyt głęboko) specjalnej, ręcznie robionej świecy i zapaleniu jej. Po chwili świeca przestaje płonąć, a zaczyna się żarzyć. Kanał słuchowy zostaje delikatnie ogrzany i tworzy się w nim podciśnienie, które wyciąga wszelkie osady, zanieczyszczenia oraz nadmiar woskowiny. Takie zabiegi wiele gabinetów medycyny niekonwencjonalnej reklamuje nie tylko jako sposób na czyszczenie uszu, ale również jako metodę, która pomaga pozbyć się rozmaitych dolegliwości. Wielu lekarzy podchodzi jednak do tej techniki terapeutycznej bardzo sceptycznie, twierdząc, że to wszystko obietnice bez pokrycia.

a) „Nie tylko oczyszcza uszy, ale również likwiduje wiele chorób”
Marta Łodykowska terapeutka z Gabinetu Terapii Naturalnych Takamura,

Świecowanie uszu to zabieg, który każdy powinien zrobić sobie przynajmniej raz na pół roku, żeby przeczyścić uszy. Metodami domowymi nie da się tego, niestety, dobrze zrobić, a patyczki, które teoretycznie mają do tego służyć, tylko wpychają brud głębiej. Systematycznie świecowanie powinni mieć robione ludzie pracujący w hałasie, kurzu, w miejscach, gdzie się pyli, oraz osoby często latające samolotami. Zabieg jest też szczególnie polecany po wyjazdach nad morze, żeby oczyścić uszy z piasku, oraz w sezonie jesiennym, żeby wzmocnić zatoki w czasie, kiedy najłatwiej o przeziębienia. Świece produkuje się ręcznie, według tradycyjnych receptur z włókna lnianego, ekstraktu miodowego i wosku pszczelego. Nasączone są one specjalnymi olejkami leczniczymi. Podczas zabiegu do ucha dostarczane są opary olejków, a także substancje ziołowe, dzięki którym następuje leczenie podrażnionych stref. Prąd podciśnienia wyciąga wszelkie osady, zanieczyszczenia oraz nadmiar woskowiny z kanałów usznych. Ciepło stymuluje punkty energetyczne ucha i powoduje przywrócenie prawidłowego obiegu energii. Dodatkowo świece aktywizują i udrażniają węzły chłonne, limfę, usprawniają procesy metaboliczne. Zabieg jest bardzo przyjemny, relaksujący i odprężający. Wskazaniami do tego zabiegu są niedosłuch, nadmiar woskowiny, podrażnienia uszu lub zatok, nieżyt dróg oddechowych, katar, szumy oraz dzwonienie w uszach, stres, niedrożność kanałów zatokowych, potrzeba regulacji ciśnienia w przypadkach bólów głowy, a także nawracające anginy i powiększony trzeci migdałek. Warto jednak dokładnie sprawdzić gabinet, do którego chcemy się wybrać na świecowanie. Świece potrzebne do zabiegu muszą bowiem być wykonane w odpowiedni sposób, a na rynku jest sporo podróbek. Najlepiej poszukać gabinetu, w którym terapeuci stosują te zrobione przez Adama Wiśniowieckiego, człowieka, który metodę świecowania sprowadził do Polski i zna starożytne receptury produkcji świec.

b) „Ta terapia jest dla zdrowia zupełnie obojętna. Ani nie pomoże, ani nie zaszkodzi”
lek. med. Edward Ślączka laryngolog

Kiedy ktoś ma problem ze słuchem, lepiej zrobi, wybierając się do laryngologa, a nie do naturoterapeuty na zabieg świecowania uszu. Tym bardziej że niedosłuch nie zawsze spowodowany jest zalegającą woskowiną. Technika świecowania naprawdę nie ma nic wspólnego z medycyną. I zupełnie nie wiem, na jakiej zasadzie miałaby działać np. w razie chorób zatok czy zaburzeń przemiany materii, na które jest polecana. Jeśli zaś chodzi o konieczność oczyszczania uszu w taki sposób, to ona również nie istnieje: ucho ma zdolność samooczyszczania się i zwykle żadna pomoc nie jest mu do tego potrzebna. Jeżeli się jednak zdarzy inaczej, to aby usunąć nadmiar woskowiny, wystarczy poddać się zabiegowi płukania lub odessania ucha u specjalisty. Podciśnienie, które wytwarza się pod wpływem ciepła świecy (tzw. efekt komina), jest po prostu zbyt małe, by wyciągnąć z ucha jakąkolwiek istotną ilość woskowiny. Nie należy również wierzyć w opowieści ludzi, wykonujących tego rodzaju zabiegi, o tym, że po kolorze woskowiny są oni w stanie rozpoznać chorobę, na jaką cierpi osoba poddawana zabiegowi. Z mojej wiedzy wynika, że woskowina po prostu miewa rozmaity kolor i nie ma on żadnego związku z tym, czy człowiek jest chory, czy zdrowy. Nie widzę również żadnej zależności między chorobami zatok czy przeziębieniami a oczyszczaniem uszu tą metodą i nie bardzo rozumiem, w jaki sposób takie zabiegi miałyby podnosić ludzką odporność na te choroby. A że są osoby, które mówią, że coś takiego dobrze im zrobiło? Myślę, że chodzi o to, iż zabieg ten może być przyjemny i odprężający, o ile oczywiście wykonuje go specjalista, który nas przy tym nie poparzy. Człowiek leży sobie w gabinecie, w którym najpewniej ładnie pachnie kadzidło i gra relaksująca muzyka, a do tego wcześniej dowiedział się, że to wielowiekowa tradycyjna metoda, która w magiczny sposób leczy prawie wszystkie choroby. Część ludzi pozytywnie reaguje na takie sugestie i potem rzeczywiście lepiej się czuje. Jednak obiektywnie rzecz biorąc – jedyną korzyścią z czegoś takiego jest właśnie relaks. I nie ma w nim nic złego, bo przecież odprężenie wielu ludziom się przyda. Jeśli świecowanie wykonuje osoba, która nie zrobi nam krzywdy, jest to terapia zupełnie bezpieczna dla zdrowia. Oraz zupełnie dla zdrowia obojętna. Ale jeśli ktoś twierdzi, że mu to pomaga, nie widzę przeszkód, by sobie do woli z takiej magicznie uzdrawiającej techniki korzystał.

c) „Obiecywanie, że świecowanie uszu może leczyć jakiekolwiek choroby, jest szkodliwe”
lek. med. Arkadiusz Miller specjalista chorób wewnętrznych z Centrum Medycznego ENEL-MED

Oszustwo to najdelikatniejsze słowo, jakie przychodzi mi do głowy na określenie tej metody i całego biznesu z nią związanego. Właściwie trudno to nawet nazwać terapią. Bo jest to zabawa polegająca na wtykaniu komuś do ucha świecy i paleniu jej. W skrajnych wypadkach takie świecowanie może być nawet niebezpieczne. Nie mówię już o tym, że gdy świeca się przewróci, to klient poddawany zabiegowi może zostać poparzony, bo takie ryzyko jest niewielkie, choć zupełnie bym go nie wykluczył. Ale przecież kiedy się wetknie komuś świecę do ucha, zatyka się w ten sposób kanał słuchowy. Może przy tym dojść do wzrostu ciśnienia w uchu, a w konsekwencji do uszkodzenia błony bębenkowej i słuchu. Resztki takiej świecy mogą też osiąść w kanale słuchowym, podrażnić ją i doprowadzić do zapalenia ucha środkowego. Oczywiście, takie rzeczy często się nie zdarzają i zabieg fizycznie jest stosunkowo bezpieczny. Gdyby było inaczej, nikt by się przecież na to nie decydował . Ale to jeszcze nie znaczy, że świecowanie ma jakikolwiek pozytywny wpływ na zdrowie. Niektórym ludziom się wydaje, że po świecowaniu są zdrowsi, ponieważ świece są nasączone rozmaitymi olejkami i niektóre z nich (np. miętowy albo eukaliptusowy) mają działanie kojące. W stanach kataralnych albo przy bólu gardła opary tych olejków chwilowo poprawiają samopoczucie osoby poddawanej zabiegowi. Jednak takie poczucie ulgi nie ma nic wspólnego z rzeczywistym stanem zdrowia. Gdyby ta metoda była reklamo- wana hasłem „sprawimy, że lepiej się poczujesz”, nie miałbym nic przeciwko niej, ale kiedy obiecuje się, że to kogoś uzdrowi, uważam rzecz za szkodliwą. Szczególnie iż wiele osób tak się od tego typu technik uzależnia, że zaprzestaje normalnego leczenia. A gdy stan zdrowia się pogarsza, ci ludzie i tak są przekonani, że to efekt wcześniejszej terapii stosowanej przez lekarzy.