To był ich rytuał, od lat. Sylwia jechała rano do pracy i jeszcze z tramwaju dzwoniła do Aśki. Nieważne, że słyszały się wieczorem, często i w środku nocy. A teraz już miesiąc, jak się do siebie nie odezwały. Aśka spojrzała na ekran komórki, nie było żadnej wiadomości, nieodebranego połączenia: „Już pewnie dojechała” – pomyślała o przyjaciółce i wysłała SMS-a do Marty: „Może spotkamy się w tym tygodniu we trzy, z Sylwią, na winko?”. To był plan, Marta to jakoś zorganizuje. Kiedy przyszła, one już były. Dała buziaka Marcie, pochylając się nad Sylwią, złapała jej zimne spojrzenie, rozmowa się nie kleiła. W końcu Marta nie wytrzymała: „Macie to sobie natychmiast wyjaśnić. Mam dość wysłuchiwania przez telefon na zmianę racji każdej z osobna. Jesteście przyjaciółkami czy dzieciakami w piaskownicy?” – podniosła głos mocno zirytowana.

To ty taka jesteś! TO MA BYĆ PRZYJAŹŃ?

Racja Aśki: Tamtego wieczoru była impreza u znajomych. Miałam dotrzeć chwilę później, bo tata zaprosił mnie już wcześniej na kolację. Marzyłam o tańcach, ale martwiłam się, że wpadnę tam na swojego eks. Emocje już niby opadły, ale jednak wolałam go jeszcze nie spotkać z nową panną – słyszałam, że kogoś ma. Zadzwoniłam do przyjaciółki: „Kochana, rozejrzyj się, proszę, czy jest tam gdzieś Krzysiek?”. I usłyszałam, jak Sylwia woła w przestrzeń: „Hej, widzicie, czy jest może Krzysiek?”. Myślałam, że padnę trupem na miejscu, w jednej chwili zrobiłam się purpurowa na twarzy. A w głowie kołowało: jak ona mogła być tak niedyskretna? Robi ze mnie idiotkę! A jeśli ktoś to powtórzy Krzyśkowi? Zapadnę się pod ziemię ze wstydu. Z bezsilności cisnęłam telefonem o podłogę. Bateria wypadła, ale miałam to w nosie. Impreza? O nie, moja noga na niej nie postanie. Na pewno nie po czymś takim. Mijały godziny, a ja wciąż byłam zła, rozżalona, czułam się zdradzona. I coś takiego zrobiła moja najlepsza przyjaciółka?

Racja Sylwii: Aśka jest neurotyczna. Ma kręćka na punkcie swojego wyglądu. Nie daj Boże wrzucić bez uprzedzenia jej zdjęcie na Facebooka – dramat gotowy. Nie takie oko, nie taki owal twarzy, włosy źle ułożone, za gruba. Histeryzuje za każdym razem, a jest naprawdę ładną dziewczyną. Tamtego wieczoru zadzwoniła z pytaniem o Krzyśka. Nikt z osób, które były wokół mnie, nie miał pojęcia, z kim rozmawiałam, i nikt o to nie zapytał. To, co dla Aśki jest końcem świata, nikogo nie obchodzi. Rzuciła słuchawką, a potem nie odbierała przez cały wieczór. Przecież nie zrobiłam nic złego. Mam dość tego, że wszystko ma się kręcić wokół niej. To ja zawsze do niej dzwonię, koniec z tym. Jest egoistką, albo się czegoś nauczy i pierwsza odezwie, albo nasza przyjaźń okaże się nic niewarta.

Wojna czy pokój? KTOŚ MUSI TO PRZERWAĆ

Prawda jest taka, że gdyby nie Marta, nie porozmawiałyby wcale ze sobą. Zapiekły się obie straszliwie, nadęły i każda obstawała przy swoim. Przez jakieś głupstwo, drobiazg chciały przekreślić lata znajomości. Bo Marta w tej trójce pojawiła się niedawno, a one siedziały w jednej ławce już w podstawówce, a potem w liceum. Przez lata jeździły w wakacje, we dwie, na obozy wspinaczkowe do Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Mieszkają przez ulicę, wiedzą o sobie wszystko. Kto był pierwszą miłością Sylwii. Ile razy Aśka uciekła w życiu na wagary. Z kim Sylwia całowała się na zielonej szkole w pierwszej klasie gimnazjum. Miały szczęście, że ktoś chciał je ze sobą pogodzić. Marta siedziała, sącząc wino, i patrzyła na przytulone do siebie dziewczyny, które właśnie obiecywały sobie już nigdy, przenigdy w życiu tak się nie zaperzyć. Sama też miała swoją trudną historię przyjaźni. Ale tu nie chodziło o jeden głupi telefon, o jakieś kosmiczne nieporozumienie. Marta swoją przyjaźń pogrzebała. Nagle zrobiło jej się strasznie smutno. Nikomu o tym nie mówiła, a tego wieczoru za sprawą Sylwii i Aśki wszystko to do niej wróciło.

Ta trzecia, ten trzeci NIEBEZPIECZNE ZWIĄZKI

Z Natalią, dla wszystkich po prostu Natką, poznała się przez swojego chłopaka. Przyszedł raz na spotkanie z kumplem i rudą dziewczyną w zaawansowanej ciąży. Kończyli wtedy wszyscy studia. Pomyślała, że to musi być trudne – zostać matką w wieku 24 lat. Sama nie planowała rodziny co najmniej do trzydziestki. Natka była zwariowana, potrafiła w tej ciąży przełazić przez płot, kiedy wkradali się na Kępie Potockiej na działki po jabłka. Studiowała na ASP, ściągała zewsząd stare meble i sama je odnawiała. Marta nie zapomni swojego zachwytu, kiedy po raz pierwszy odwiedziła ją w domu. Wynajmowali z Marcinem, jej chłopakiem, maleńką kawalerkę na Żoliborzu. W oknach wisiały zasłonki w szare paseczki, do tego pobielone szafy i komódki przykryte robionymi na szydełku zjawiskowymi serwetkami. Cały parapet w glinianych doniczkach z ziołami. A na ścianach nowoczesne grafiki w mocnych barwach. Artystyczny miks. Mogła tam przesiadywać godzinami, i tak robiła. Uczyła się do sesji, a Natka ją szkicowała. Szybko się okazało, że nadają na tych samych falach. To od nowej przyjaciółki Marta nauczyła się, jak przeżyć za grosze. Wydeptały swój szlak po okolicznych lumpeksach, miały zaprzyjaźnione panie, które pozwalały im grzebać w workach przed dostawą. To stamtąd są najpiękniejsze, jakie kiedykolwiek widziała, poszewki na poduchy obszywane delikatną koronką. Takie spotyka się już tylko w skansenach. Natka rzuciła je wykrochmalone na drewnianą ławę, którą ktoś znajomy przywiózł jej od dziadków z Mazur. Wyglądały zjawiskowo.

Potem urodziła się Marianka i Marta zapomniała o wszystkich swoich uprzedzeniach wobec dzieci. Pomagała przy małej, czasem zostawała z niemowlakiem, żeby Natka i Marcin mogli polecieć do kina. Spotykały się codziennie. Razem gotowały, a potem dzieliły pachnące ciasto z marchewki czy pieczeń na pół. Jeździły zawsze w piątek na bazarek na Wolumenie, gdzie pan Staszek przywoził niepryskane warzywa. Pożyczały sobie ciuchy, wymieniały się perfumami i rozmawiały o wszystkim. Było pięknie, do czasu. Marcin pracował w agencji PR-owej. Często organizowali spotkania integracyjne dla całego zespołu. Lubił je, umawiali się po pracy na kosza albo na piwo. Tym razem impreza miała być też dla osób towarzyszących. Marta została z Marianką, mieli być z powrotem koło północy, ale do domu wrócił tylko on. I nie chciał powiedzieć ani słowa. Dopytywała się, a w końcu przestraszona wyszła. Natkę spotkała na półpiętrze, siedziała na schodach, nie płakała już, ale było widać, że stało się coś złego. Odprowadziła przyjaciółkę pod drzwi i zadzwoniła rano. Co tu mówić? Najprościej – Marcin miał romans. Nie trzeba było wiele, żeby się zorientować. Natce wystarczyła chwila. Zobaczyła, jak on i tamta dziewczyna na siebie patrzą, i zapytała: „Coś jest między wami?”. A on nie zaprzeczył. I ta cudowna, pełna energii dziewczyna, która potrafiła stworzyć z niczego prawdziwy dom z klimatem, nagle straciła cały swój blask.

Punkt zwrotny PRÓBA PRZYJAŹNI

Marta siedziała obok niej przy okrągłym stole z bukietem astrów pośrodku i patrzyła bezradnie, jak trzęsie jej się podbródek. Cała drżała, nie mówiła nic, tylko się trzęsła. Zajmowała się małą, ale wyglądała przy tym jak robot. I nie chciała o tym, co się stało, rozmawiać. Wyciągnęła od Marcina, że spoliczkowała wtedy tamtą dziewczynę przy wszystkich. Nie bronił się, nie tłumaczył. Zresztą o czym miałaby z nim rozmawiać, dla Marty ważna była Natka. A ona odpływała w swój świat. Przeraziło ją, kiedy stłukła grubą szybę w drzwiach od łazienki. Szła przez korytarz prosto na nie i się nie zatrzymała. Poraniła sobie ręce. Marcin, jak gdyby nic się nie stało, wychodził do pracy. Tamta dziewczyna miała zniknąć, chcieli ją wysłać do filii w innym mieście. Marta przychodziła codziennie, była na piątym roku, zajęcia miała już tylko dwa razy w tygodniu, ale nawet w te dni zaglądała na Żoliborz. „Przegapiłam ten moment, kiedy zrobiło się naprawdę źle, wydawało mi się, że ona zapomni, wszystko wróci do normy”.

Marcin się starał. Obudził ją kiedyś telefonem o świcie. Było jeszcze ciemno, rzucił w słuchawkę: „Słuchaj, muszę do ciebie przyjechać, teraz!”. Zdążyła umyć twarz zimną wodą i wstawić wodę na herbatę, kiedy zadzwonił do drzwi. Pamięta, że nie usiadł, stał w kącie pokoju przy samym kaloryferze, grzał ręce, przesuwając je nerwowo to w jedną stronę, to w drugą, i patrzył w okno. Mówił do niej, ale wciąż odwrócony plecami: „Marta, ja muszę wezwać pogotowie. Ona zachowuje się jak szalona. Jest w histerii, trzeba jej dać jakieś środki uspokajające. Marta, jestem przerażony, przyjedzie lekarz, a ona nie pozwoli mu do siebie podejść, będę musiał ją trzymać. Nie chcę tego, ale nie wiem, co robić”. Bez słowa wzięła płaszcz. Obejmowała Natkę, a ta jak dziecko kiwała się w jej ramionach, godzinami. Jeden dzień, potem drugi. Wolałaby o tym zapomnieć, ale to nie takie proste. Bała się pójść do toalety, gdy usłyszała od przyjaciółki: „Wiesz, myślę tylko o tym, że kładę głowę na torach i patrzę na nadjeżdżający tramwaj. Albo wyobrażam sobie, jak skaczę z balkonu”. To była depresja. To, co przechodzi wiele kobiet po urodzeniu dziecka, ten cały „baby blues” spotęgowała zdrada i Natka nie wytrzymała. Rozsypała się na kawałeczki. Marianką zajęły się babcie, a ona trafiła na terapię.

Spotkania z psychologiem miała codziennie. Dostała leki, które odcięły emocje. Te złe, ale też i te dobre. Marta nie poznawała najbliższej sobie osoby, Natka była spokojna, ale kompletnie pozbawiona energii. Wtedy powoli zaczęła się od niej odsuwać. To było za trudne. Nie umiała pomóc, czuła się zagubiona i niepotrzebna. Nie wiedziała, o czym ma z nią rozmawiać, wszystkie tematy zdawały się banalne i głupie. W końcu zniknęła. Nie widziały się rok. Wyparła tę historię z głowy, upchnęła gdzieś głęboko w sobie, tak było wygodniej. I dopiero przy stoliku z Sylwią i Aśką zatęskniła za przyjaciółką.

Pojednanie PRZEPRASZAM, ŻE CIĘ OPUŚCIŁAM

Trzy dzwonki i w słuchawce wybuchł dosłownie ten szalony śmiech, któremu nigdy nie mogła się oprzeć. Zaraźliwy i szczery. „Marta, myślałam właśnie o tobie. Przestrzeń jest informacją” – to było jej ukochane powiedzenie. Umówiły się nazajutrz. Leciała jak na skrzydłach. Usiadła przy dobrze znanym okrągłym stole. Dostała kieliszek domowej nalewki z malin i kawał ciasta. Rozmawiały bez przerwy przez ponad trzy godziny. Marta trzy razy się popłakała. „Przepraszam, że cię wtedy zostawiłam” i łzy. Musiały nadrobić zaległości, ale kliknęło między nimi od razu. Naprzeciw siebie znów siedziały dwie najbliższe przyjaciółki. Natka już nie wróciła na studia. Sporo czasu spędza w domu na wsi na Mazurach Garbatych, który lata temu kupili jej rodzice. Robi naczynia z gliny, przyjmuje je od niej znana galeria, naprawdę nieźle się sprzedają. Z Marcinem wszystko dobrze. Terapia trwała rok, pod koniec chodzili na nią oboje. Przetrwali ten najgorszy czas, dziś wiedzą, że się kochają. Marta wyszła, ale jeszcze raz napisała w SMS-ie: „Przepraszam”. Odpowiedź przyszła natychmiast: „Z tobą naprawdę nie jest dobrze. Przestań mnie cały czas przepraszać. Ja się nigdy nie gniewałam” i uśmiech. A za chwilę: „Tęsknię za tobą. Wspólny shopping to by było coś”. Nie wypowie, jak wielką poczuła ulgę.