Przygotowania ślub 2018 ruszyły. Wybór sukni, dodatki czy wystrój sali... Jedno jest pewne - czujesz się mocno podekscytowana, ale na pewno jesteś też zagubiona. Dlatego, żeby nieco Cię uspokoić, Agata Wojtkiewicz, projektantka sukien ślubnych, rozmawiała z Kasią, która proces wyborów i ceremonię ma już za sobą.

Agata Wojtkiewicz:Jak wyobrażałaś sobie pracę z projektantką przy Twojej sukni ślubnej?

Kasia, panna młoda: Zgłosiłam się do Ciebie ponieważ potrzebowałam pomysłu. Miałam zamysł, ale nie umiałam tego ubrać w formę. Dlatego przede wszystkim potrzebowałam tego, żebyś po prostu mi doradziła.

AW: Wspominałaś, że miałaś wizję, ale nie do końca sprecyzowaną, a co wiedziałaś na pewno? Co było dla Ciebie priorytetowe?

Chciałam, żeby ta sukienka była zwiewna, stonowana, ale jednocześnie ciekawa w formie. Nie lubię tych wszystkich „napuszonych bez”, które można spotkać w każdym sklepie.

AW: Jesteś zdeklarowaną minimalistką, zastanawiam się więc czy było dla Ciebie ważne to, jak Twoją sukienkę odbiorą inni?

Tak, jak najbardziej. Ten minimalizm miał być w samej sukience, w sensie faktury, choć przy zachowaniu oryginalności. Chciałam, aby moja kreacja wzbudzała emocje, nieważne, czy pozytywne, czy negatywne. Chodzi o to, że gdy ktoś reaguje to znaczy, że projekt jest warty uwagi. I to na tym najbardziej mi zależało w dniu mojego ślubu.

AW: Czy ktoś pomagał Ci przy wyborze projektu?

Tak, mama i siostra. Najlepiej czuję się, gdy sama dokonuje wyborów, przy nich nieco się stresowałam. Wiesz, wybór sukni ślubnej jest jednak ważnym momentem, stąd ich obecność.

AW: Mimo pomocy mamy i siostry, pamiętam też nasze pierwsze spotkanie, na którym byłaś z narzeczonym. Co to był za pomysł? Po prostu ufasz mu w pewnych wyborach estetycznych związanych z modą, czy bardziej chciałaś włączyć go w przygotowania?

A, z Michałem. No właśnie. Na pewno mu ufam, w tym pierwszym etapie chciałam też, żeby zasugerował mi jakąś formę. Chciałam, żeby pokazał mi, w którym kierunku mamy iść.

AW: Ale czy może to właśnie on był tą osobą, na której opinii najbardziej Ci zależało?

Pewnie tak! [śmiech]

AW: I słusznie. [śmiech]

AW: Co było pomocne w tworzeniu Twojej stylizacji ślubnej?

Na pewno wszystkie Twoje rady, które wpływały na mnie kojąco. Uspakajałaś mnie, tonowałaś emocje i ograniczyłaś w znacznym stopniu moją panikę. Zwłaszcza tuż przed samym ślubem. Bardzo cenne okazały się Twoje sugestie co do dodatków, fryzury, makijażu. To pomogło, przyśpieszyło i ułatwiło podejmowanie decyzji. Zresztą to, co mi proponowałaś bardzo mi się podobało, więc niczego innego nie szukałam tylko zastosowałam się do Twych zleceń.

AW: A czy starałaś się wpisać swoją stylizację w miejsce, w którym odbywała się uroczystość? Pamiętam, że było ono dość nietypowe.

Kasia: Tak, jeżeli chodzi o salę – na pewno. Była ona w stylu surowym, ala industrialnym. Zależało mi, żeby sukienka współgrała ze stylem tego miejsca i tworzyła z nim spójny obraz.

AW: Czy teraz z perspektywy czasu, zmieniłabyś cokolwiek w swojej stylizacji ślubnej? Co na pewno sprawdziło się i mogłabyś polecić przyszłym pannom młodym?

Kasia: Zastanawiałam się, czy zamiast spódnicy z body, nie wolałabym sukni jako całości. Choć z drugiej strony, body bardzo dobrze podkreślało moją sylwetkę i było wygodne więc tak naprawdę niczego nie zmieniłabym w samej sukni.

AW: Opowiedz nam o przygotowaniach i dniu ceremonii. Co zapadło Ci najbardziej w pamięci z tego okresu?

Największą frajdę miałam z samych przygotowań. My wszystko robiliśmy sami. Począwszy od dekoracji sali po mycie podłóg. Na kolanach, z teściami, do nocnych godzin. Świetnie się przy tym bawiliśmy! Same etapy powstawania mojej sukni ślubnej były również bardzo ekscytujące. Do ślubu jechaliśmy starym jelczem. To było coś! Nie wszyscy byli przychylni temu pomysłowi, uznając pojazd za ,,starego rzęcha’’, którym nie wypada jechać do ślubu. Oczywiście, w rezultacie samochód wzbudził ogromny zachwyt. A samo przyjęcie... wieczór minął mi bardzo szybko. Było tyle emocji, że nawet mam wrażenie, że nie pamiętam, co się działo po kolei.

AW: Czy było coś, co Cię zaskoczyło?

Najbardziej zaskoczył mnie mój obecny mąż. Po pierwszej lekcji nauki tańca, zrezygnowaliśmy, uznając że się do tego nie nadajemy. Stwierdziliśmy zgodnie, że lepiej będzie jeśli spontanicznie ,,pobujamy się’’ przy dźwiękach muzyki aniżeli zaprezentujemy sztuczne piruety. I tak też było. Rozbujaliśmy się na tyle, że zapomnieliśmy, że wszyscy na nas patrzą. To było piękne i takie naturalne. Gościom musiało się także podobać. Po chwili naszych wygłupów, dołączyli do nas wypełniając cały parkiet.

AW: Gdybyś miała podać trzy rady dla przyszłych panien młodych, co byś im powiedziała?

Idźcie do Wojtkiewicz, słuchajcie Wojtkiewicz i dziękujcie Wojtkiewicz. (śmiech). A moje pozostałe rady?

Umieć odpuszczać. Być spokojną. Wiadomo, że chcemy, żeby wszystko było idealne, ale są pewne tematy, których nie jesteśmy w stanie przeskoczyć, przyśpieszyć, zmienić. I wtedy należy zwyczajnie powiedzieć sobie pas. To są zazwyczaj kwestie mało już istotne, które nie rzutują w znaczący sposób na całą uroczystość, czy zadowolenie gości. Istotne jest też żeby potrafić z pewnych opcji rezygnować.

Fajnie jest też pomyśleć sobie o tym, co po ślubie. Zaplanować podróż poślubną lub chociaż kilka dni wolnych, aby móc pobyć tylko ze sobą i powspominać wieczór, który zleciał tak bardzo szybko.

Trochę żałuję, że nie mieliśmy poprawin. Od samego początku byliśmy przeciwni. A teraz tak chciałabym, żeby się odbyły. Wydaje mi się, że to byłby dobry czas na to by porozmawiać z gośćmi i przedłużyć niezapomniane chwile.

AW: Dziękuję za rozmowę.

„Przez lata pracy z inspirującymi pannami młodymi, nauczyłam się odczytywać ich marzenia. Na tej podstawie powstają projekty sukien ślubnych – oryginalnych, zmysłowych i odrobinę ekstrawaganckich. Nie pozwól by cokolwiek popsuło ci humor tego dnia, a już na pewno nie suknia ślubna.”, Agata Wojtkiewicz.