Chyba od niedawna stacjonujesz na Żoliborzu?

Tak, to prawda dopiero odkrywam magię tego miejsca, mam tutaj od niedawna pracownię. Przez wiele lat wypierałam ze swojej świadomości, to że Żoliborz jest fajny bo wszyscy tak o nim mówili, nie miałam też powodów żeby tutaj bywać. Ale od kiedy zniosłam do pracowni wszystkie swoje rzeczy i instrumenty zaczynam odkrywać zalety tego miejsca. Bardzo dobrze mi się tutaj pracuje.

Czyli to tutaj będzie powstawał materiał na nową płytę?

Pracuję nad nią z tym samym składem co przy płycie „Prąd” mam nadzieję, że pojawi się w przyszłym roku, ale nie ukrywam że pochłania mnie teraz również koncertowanie z ekipą Shy Albatross.



No właśnie to młody projekt, premiera płyty „Woman Blue” projektu Shy Albatros odbyła się 15 kwietnia, jak doszło do tej współpracy?

Tak naprawdę dużo czasu upłynęło zanim wydaliśmy ten materiał, chociaż staliśmy się zespołem dosyć szybko. Huberta Zemlera znałam wcześniej, Raphael Rogiński to człowiek który od samego początku zrobił na mnie ogromne wrażenie, a Miłosz Pękala to wybitny muzyk który gra na wspaniałych instrumentach i moim zdaniem nie ma obecnie konkurencji w naszym kraju. Tak naprawdę od wielu lat przymierzałam się do współpracy z instrumentalistami, pamiętam duet który próbowałam zbudować z jedną z pianistek. Ten czas uświadomił mi, że stworzenie naprawdę dobrego duetu, jest niezwykle trudne, zwłaszcza jeżeli chcemy osiągnąć ciekawy efekt, coś więcej niż jedynie zagrać ze sobą jakiś kawałek. Z Raphaelem łączy nas dziwna moc, mamy łączność która powoduje że chcemy ze sobą grać, nie ukrywam że przeżyłam dużą fascynację jego osobą, to było niesamowite muzyczne i mentalne doświadczenie. Czasami czujemy się jak para staruszków, którzy chcą grać ze sobą już zawsze. Zresztą on już chce nagrywać kolejną płytę (śmiech).

 



Sporo emocji w tych dźwiękach, dużo kobiecości i zmysłowego brzmienia. A Ty zarzekasz się i często podkreślasz, że jesteś chłopczycą i niewiele wiesz o kobiecości. Przecież ona wychodzi w twojej muzyce…

Możliwe, w końcu to wytwory kobiety. Chociaż nie ukrywam, że bardzo lubię i szukam w swojej twórczości, bycia poza płcią. Większość wokalistek które bardzo cenię np. Nina Simone to wcale nie są wokalistki o typowo kobiecej barwie, bardzo często brzmią jak facet. Ta kobiecość barwy jest  zaburzona, bardzo mi się to podoba. Najbardziej ciekawi mnie właśnie granica pomiędzy płciami, to w tych miejscach jest najbardziej interesująco. Myślę że myślenie o ludziach w kategoriach 100% kobieta czy mężczyzna to już przeszłość, nie jestem nawet pewna czy istnieją mózgi w 100% straight czy hetero.

Ale na pewno myślisz podczas tworzenia jakie emocje przekazujesz w dźwiękach lub tekstach swoim odbiorcom?

Oczywiście, to w sumie wynalazek z bluesa, pieśni niewolników. Muzyka mówiąc o ciężkich sprawach ma być pewnego rodzaju terapią, ma zadanie terapeutyczne, żeby uwolnić coś z siebie. Coś co nam w danym momencie przeszkadza, dusi nas od środka. Myślę, że muzyka może być emulgatorem, przyśpieszającym ten proces. Trochę jak wykrztuśny syrop reaguje szybko, przyśpiesza leczenie i powoduje że szybciej dochodzimy do siebie. Lubię tak o tym myśleć, że moja twórczość jest jak lekarstwo i pomaga innym uporać się ze swoimi demonami.

Obserwując Cię na scenie jesteś bardzo ekspresyjna, pełna dynamiki, otwarta. W kontakcie bezpośrednim jednak bardziej zdystansowana, spokojna.

Naprawdę? Tak odbiera się osoby które są flegmatykami, mają niskie ciśnienie (śmiech). Ja wolno jem, mówię, wolno reaguję nawet na negatywne bodźce społeczne. A tak serio nie jestem typem imprezowiczki, podobają mi się imprezy na których śpiewam (śmiech). W sumie nie umiałam wychodować bliskich relacji z kobietami, za to dobrze dogaduję się z facetami. Myślę, że kobiety nie mają umiejętności powiedzenia szczerze tego co myślą. Bardzo mi to przeszkadza, dlatego nie mam koleżanek z którymi umawiam się „na kawki”. Wchodząc w relację z kobietami zawsze mówię „hej jestem twoim kolegą”, żeby od razu na wstępie pokazać o jaką relację mi chodzi.



Ale z siostrą masz przecież świetny kontakt?

Tak siostrzana relacja, to coś zupełnie innego.


Tzn. nie ma w niej miejsca na rywalizację?

Jest zdrowa rywalizacja, która motywuje nas obie to rozwoju i robienia muzycznie coraz lepszych projektów. Mamy wspólne doświadczenia, długo robiłyśmy muzykę razem, wiemy na czym polega ten zawód. Jest dużo miejsca i dla mnie i dla Pauliny. Nie ukrywam, że usilnie staramy się też zrobić razem, ale nasze preferencje muzyczne są tak różne, że na chwilę obecną nam się to nie udaje. Mimo tego jestem przekonana, że ten czas nastąpi, bardzo chciałabym zrobić z nią jakiś projekt po polsku. Chciałybyśmy żeby to nie był kompromis muzyczny, powinno wypływać to z nas naturalnie. Paulina jest zdecydowanie bardziej futurystyczna, ja chyba mocno retro (śmiech). Z roku na rok zaczynamy się zbliżać do siebie muzycznie, namawiam ją żeby śpiewała po polsku. Zobaczymy co czas przyniesie.

Ale pokazujesz Paulinie swoje piosenki?

Jasne, zazwyczaj jest jedną z pierwszych osób którym pokazuję swoje kawałki. Tak było m.in. z piosenką z płyty „Prąd” - „Miód”. „Śniło mi się, że mam wielki biust” to przekaz z pierwszej zwrotki, pamiętam jak pokazałam ten kawałek mojemu producentowi, a on poradził mi żebym zmieniła to zdanie i zaczęła od nóg, a o biuście napisała w drugiej zwrotce. Było sporo kontrowersji związanych z tą piosenką, Paulina oczywiście mnie poparła. Kilka dni temu też podzieliłam się z nią moim nowym kawałkiem, byłam bardzo ciekawa reakcji. Mój chłopak np. popłakał się jak ją usłyszał.



Szykuje się ciekawa płyta w takim razie, a wracając do Shy Albatros, uwielbiam kawałek Lonely Woman, twój głos brzmi w nim świetnie.

Muszę się przyznać, że to w sumie kawałek przypisany od dzieciństwa Paulinie. Pamiętam, że jak byłyśmy małe śpiewałyśmy bardzo dużo coverów jazzowych, razem z moim ojcem który grał na pianinie. Paulina jako pierwsza opanowała „Lonely Woman” i od tego czasu ten numer był zarezerwowany przez nią. Dlatego trochę obawiałam się jak spodoba jej się nasza wersja, ale zareagowała bardzo pozytywnie.

Jesteś wokalistką, która nie obawia się coverów?

Mam do coverów takie podejście jak do recyklingu, nie trzeba cały czas wytwarzać nowych rzeczy i surowców, jest bardzo dużo dobrych piosenek którym należy dawać drugie życie. Wychodzę z założenia, że lepiej zagrać dobry cover niż na siłę tworzyć piosenkę która i tak jest już muzyczną kliszą. Niektórzy muzycy (głównie jazzmani) uważają, że są pewne świętości, których nie można ruszać. Nie zgadzam się z tym. Dla mnie to zjawisko podobne do czytania książek. One nie powinny leżeć na półce, trzeba je czytać i przekazywać dalej. Tak samo powinno być z piosenką, jeśli jest dobra trzeba ją śpiewać.

Mówisz o sobie, że jesteś odklejona od rzeczywistości, jak zatem radzisz sobie z codzienną logistyką. Przecież jesteś mamą, partnerką.

Każdego dnia odkrywam moc domu, rodziny. Bardzo powoli jak na na moją flegmatyczną naturę przystało. Mój partner, dzieci to ekipa która uziemia mój charakter. Matczyne obowiązki pozwalają mi wracać do rzeczywistości. Myślę, że gdyby nie mój chłopak, który ma zupełnie inną mentalność niż ja, trudno byłoby mi to wszystko sprawnie zorganizować. Codzienność charakteryzuje się przecież tym, że trzeba wydeptać codziennie ścieżki między pokojem a kuchnią, tak to jest wymyślone. Dla mnie to zbawienne, dzięki temu zachowuję harmonię. Bardzo często prowadzę moje dzieci do przedszkola i myślę o muzyce, nowych piosenkach, ale potem wracam do domu i podnoszę przedmioty z podłogi, gotuję, sprzątam. Dzięki temu zachowuję balans.


A dzieci przejawiają zdolności muzyczne?

Moja 6-letnia córka jest trochę jak ja, odklejona od rzeczywistości, myśląca abstrakcyjnie. Często mówię coś do niej, a ona jest w innym świecie, po czym okazuje się że umie na pamięć jakąś piosenkę. Nie mam pojęcia po kim ma blond włosy (śmiech). Mój syn ma osobowość sportowca, jest skupiony na fizyczności bardzo energiczny, do tego blady i piegowaty po mamie.

Pozostaje mi życzyć Ci powodzenia przy pracy nad materiałem na nową płytę.

Dziękuję :)

Rozmawiała: Agata Zych-Zielińska