Czas na gruntowne złuszczanie i odnowę skóry. W Stanach Zjednoczonych pilingi są jednymi z najpopularniejszych zabiegów urodowych, wykonywanymi najczęściej przy użyciu preparatów z retinolem. U nas do złuszczania podchodzi się z większą nieufnością. Boimy się, że będzie bolało, że nie będzie efektu, że powstaną przebarwienia… Postanowiliśmy więc sprawdzić, na czym naprawdę polega złuszczanie, dla kogo przeznaczone są te zabiegi i czy można z nimi przesadzić. O rozwianie wszystkich wątpliwości poprosiliśmy dr Iwonę Krędzielak-Manikowską, specjalistkę medycyny estetycznej.

O potrzebie złuszczania naskórka najwięcej mówi się wiosną. Na czym właściwie polega zabieg?

Iwona Krędzielak-Manikowska: Upraszczając: „złuszczanie” to usuwanie – mechanicznie lub chemicznie – kolejnych warstw naskórka lub, w wypadku medycznych pilingów średniogłębokich i głębokich, także skóry właściwej. Choć brzmi groźnie, w rzeczywistości to jeden z bezpieczniejszych i skuteczniejszych zabiegów urodowych. Można go robić w domu, u kosmetyczki lub w gabinecie medycyny estetycznej. W zależności od miejsca wykonywania zabiegu i użytego preparatu mówimy o złuszczaniu powierzchownym albo głębszym.

Czy tego typu zabiegi są skuteczną metodą robienia tzw. wiosennych porządków z poszarzałą i zmęczoną cerą?

Iwona Krędzielak-Manikowska: Jak najbardziej. Złuszczanie oczyszcza skórę z martwych, zrogowaciałych komórek, nadmiaru sebum i innych zanieczyszczeń. Pozwala także na zmniejszenie przebarwień, niewielkich zmarszczek i zmian pozapalnych oraz wyrównanie kolorytu skóry. Po zabiegu złuszczania skóra staje się rozjaśniona i rozświetlona, dzięki czemu wygląda świeżo i promiennie. Warto dodać, że oczyszczona skóra łatwiej chłonie zawarte w kosmetykach pielęgnacyjnych substancje odżywcze i szybciej się regeneruje. Zapewniając skórze „wiosenne porządki” w postaci pilingu i dbając o nią regularnie w późniejszym okresie, można mieć pewność, że z nadejściem wiosny będzie wyglądać kwitnąco.

Czym różni się złuszczanie domowe od profesjonalnego?

Iwona Krędzielak-Manikowska: Zabiegi wykonane w domu mają bardzo powierzchowne działanie. Dzięki nim można poprawić koloryt cery, usunąć nadmiar sebum, oczyścić pory i sprawić, że skóra stanie się gładsza i rozświetlona. Natomiast złuszczanie w gabinecie pozwala na zrobienie gruntownych porządków z cerą, włącznie z jej odmłodzeniem, wygładzeniem zmarszczek i blizn, głęboką regeneracją i usuwaniem przebarwień. Do złuszczania naskórka w domu stosuje się dostępne w drogeriach lub aptekach preparaty, do których należą: pilingi mechaniczne typu scrub, pilingi enzymatyczne, łagodne pilingi z kwasami AHA i maski typu peel-off. W salonach kosmetycznych wykonuje się zabiegi z zastosowaniem pilingów chemicznych powierzchownych i bardzo powierzchownych (o niewielkich stężeniach kwasów) oraz zabiegi złuszczania mechanicznego: typu scrub, mikrodermabrazję i piling kawitacyjny. W gabinetach medycyny estetycznej zaś stosuje się pilingi umożliwiające powierzchowne, średniogłębokie, jak też głębokie złuszczanie naskórka, np. zabiegi z 70-proc. kwasem glikolowym, TCA i formuły mieszane, zawierające kilka substancji pilingujących. Umożliwia to spłycenie zmarszczek i zbliznowaceń, zwężenie porów, likwidację plam i przebarwień, rozjaśnienie cery i regenerację skóry. Do złuszczania używa się też laserów, głównie frakcyjnych, erbowoyagowych i CO2 .

Czy każdy może poddać się złuszczaniu, czy też są jakieś ograniczenia?

Iwona Krędzielak-Manikowska: Jeśli chodzi o zabiegi domowe – korzystać z nich może każdy. W drogeriach i aptekach są preparaty przeznaczone do różnych typów cery i różnych problemów. Wystarczy wybrać odpowiedni i stosować go zgodnie z zaleceniem producenta. Nieco inaczej jest w wypadku złuszczania profesjonalnego. Przy zdrowej, normalnej skórze możliwości jest wiele. W przypadku zaś cery problematycznej należy dobrać metodę i preparat o określonej sile i spektrum działania. Robi to specjalista po dokładnym zbadaniu skóry. Jego zadaniem jest nie tylko wybór odpowiedniej metody i fachowe przeprowadzenie zabiegu, ale też podanie pacjentowi zaleceń na przyszłość. Co więcej, pilingi głębokie, a więc te najbardziej inwazyjne, powinien wykonywać tylko przeszkolony w tym kierunku i doświadczony lekarz, ponieważ w ich wypadku istnieje największe ryzyko wystąpienia powikłań po zabiegu. Czasami zdarza się (np. przy silnych dolegliwościach trądzikowych), że złuszczanie trzeba poprzedzić lub uzupełnić leczeniem. Poza tym większość zabiegów ma określone przeciwwskazania. Nie wykonuje się pilingów przy silnych alergiach skórnych, w czasie ciąży i karmienia piersią, przy widocznej opryszczce, świeżej opaleniźnie czy w czasie leczenia niektórymi lekami. Na tydzień przed zabiegiem nie należy stosować samoopalaczy, depilacji, elektrolizy ani krioterapii.

Jak wygląda skóra po profesjonalnym złuszczaniu? Czy wymaga rekonwalescencji?

Iwona Krędzielak-Manikowska: Pilingi, zwłaszcza średniogłębokie i głębokie, są bolesne. Dlatego po zabiegu skóra może być przez krótki czas zaróżowiona i wrażliwa na działanie czynników zewnętrznych. Z tego powodu należy ją intensywnie chronić przed działaniem promieni słonecznych (nawet w pochmurny dzień!), a potem regularnie nawilżać odpowiednimi kosmetykami, oczywiście z filtrami UV. W gabinecie, tuż po pilingu, stosuje się zwykle zabiegi łagodzące skórę, np. maski czy terapię światłem LED. Często u lekarza medycyny estetycznej można kupić dermokosmetyki zapewniające bezpieczeństwo i większą skuteczność zabiegu. Bardzo ważne jest, by po złuszczaniu pacjent stosował się do otrzymanych zaleceń pozabiegowych, zwłaszcza w zakresie ochrony przeciwsłonecznej i pielęgnacji. Ich nieprzestrzeganie może spowodować powstanie przebarwień, a w cięższych wypadkach również infekcji i blizn wymagających leczenia.

Czy ze złuszczaniem można przesadzić?

Iwona Krędzielak-Manikowska: To możliwe, podobnie zresztą jak w wypadku każdego zabiegu urodowego. Wtedy zamiast pomóc skórze, szkodzimy jej. Po złuszczaniu, zarówno tym domowym, jak i profesjonalnym, cera musi mieć czas, by się zregenerować i odbudować ochronną warstwę hydrolipidową. Po zabiegu domowym wystarczy kilka dni. Przy pilingach gabinetowych ten odstęp wynosi do dwóch tygodni. Nie należy też przekraczać liczby zabiegów: 4–6 seansów w serii to optymalna „dawka”. Choć istnieją też pilingi tzw. jednorazowe, np. Cosmelan, Spot Peel czy pilingi laserowe, które nie wymagają powtarzania w serii.