Czy to możliwe, aby wśród himalajskich szczytów odnaleźć siebie, miłość i sens życia? Tak! Spotkanie z absolutem i potęgą gór, ale też z pogodą ducha i miłością pewnego Nepalczyka, zaowocowały w moim życiu małą rewolucją – opowiada Magda, psycholog, dziennikarka, specjalista PR. – Po powrocie z Nepalu obrałam kierunek zgodny z przeznaczeniem. Wyszłam za Sujana, przewodnika górskiego z Katmandu. Himalaje tak mnie odmieniły, że odeszłam z niezłej pracy, by zająć się czymś znacznie fajniejszym. Postanowiłam razem z mężem założyć agencję trekkingową „Exploring Nepal”. Zapraszamy turystów z Polski do miejsc, w których rodzi się miłość. Kiedyś zabierzemy tam naszego synka Adasia.

Katmandu, stolica Nepalu. Słońce, kolory i zapachy. Na Thamelu, turystycznej dzielnicy miasta, z każdego sklepu sączy się tybetańska mantra. – Chłonę tę inność, zapach kadzidełek, magiczną atmosferę. Wszystko mnie zachwyca. Czuję, jakbym wróciła do korzeni – mówi Magda, która cztery lata temu pierwszy raz przyjechała do Nepalu. – Spełniłam wtedy największe marzenie. Skąd się wzięło? Na studiach poznałam studentów z Nepalu, zaczarowali mnie opowieściami o potędze Himalajów

Kto wyruszy na dach świata, ten odnajdzie siebie – twierdzili.

– Obiecałam sobie, że kiedyś to sprawdzę. Piętnaście lat później udało się – zorganizowałam wyprawę. Nepalem zaraziłam koleżankę. Miałyśmy taki plan: najpierw zdobywamy szczyt Gokyo Ri, wysoki, ale nie za stromy, potem zwiedzamy Nepal, w sumie trzy tygodnie świetnych wakacji – opowiada Magda. W Lukli, punkcie startowym wyprawy trekkingowej, na dwie dziewczyny z Polski czekał nepalski przewodnik Sujan. Uśmiechnięty, sympatyczny, z burzą falujących włosów do ramion. – Od razu go polubiłam. Ale nie myślałam o flirtach czy miłościach – zapewnia Magda. – Liczyły się inne emocje. Byłam podekscytowana, że oto jestem w górach, o których tyle śniłam! Każdego dnia pokonywaliśmy kilka kilometrów, co zajmowało zwykle siedem godzin. Ale czas szybko mijał, bo w towarzystwie Sujana szło się nam dobrze i bezpiecznie. Był zawsze pogodny i wyrozumiały wobec naszych częstych zadyszek – śmieje się Magda. – Moja znajoma nie mówiła po angielsku, więc tylko ja rozmawiałam z Sujanem. Fajnie nam się gadało. Pytałam o jego życie w Nepalu, marzenia, plany. Widać było, że Sujan kocha góry i lubi odkrywać ich magię przed innymi. Choć nasze światy były odległe (on o Polsce nie wiedział prawie nic), to jakoś nam było blisko do siebie – przyznaje Magda. – Na nocleg zatrzymywaliśmy się w skromnych „teahousach”. Przy ognisku rozmawialiśmy o życiu.

Himalaje otwierały mnie na to, co miało przyjść – uważa Magda. I faktycznie, przyszło. Najpierw – choroba wysokościowa. Piątego dnia wędrówki, na wysokości pięciu tysięcy metrów, organizm kobiety powiedział: dość. – Poczułam ból, opadłam z sił. W oczach Sujana dostrzegłam niepokój, natychmiast zarządził przerwanie wędrówki. Potem walczył o każdy mój krok w dół. Pięć godzin zajęło pokonanie pięciuset metrów. Modliłam się, żeby przeżyć. Sujan uspokajał, wspierał. Był jak lekarz, psycholog i przyjaciel w jednym – wylicza dziewczyna. – Jego „terapia” pomogła, bo następnego dnia obudziłam się zdrowa.

I tak się zaczęło... Zakochaliśmy się w sobie, chociaż trudno w to uwierzyć, ale właśnie od momentu choroby poczuliśmy wielką bliskość. Do dziś nie wiem, jak on mógł się we mnie zakochać. Wspinaczka to nie randka, na którą można się odstawić. Pot lał mi się po plecach, dyszałam jak staruszka. Choroba też nie dodała mi czaru. Myślę więc, że Sujan pokochał moje poczucie humoru. Bo ma identyczne. Bardzo dużo razem się śmialiśmy.

Kiedy wyjechałam, on poczuł pustkę. Mówił potem, że kilka razy mu się wydawało, iż słyszy mój głos, że go wołam. Wybiegał z domu i szukał mnie. Teraz żartuje czasami, że Shiva i Jezus dogadali się w naszej sprawie i że tak miało być.

A co było? Wtedy, po trekkingu, Sujan się oświadczył. Powiedział, że od początku czuł, że to coś poważnego. Nie był mi obojętny, ale wówczas nie dałam odpowiedzi. Chciałam mieć czas. Zapewnił, że będzie czekał. Wyjeżdżałam pełna skrajnych emocji. W moim sercu coś się zmieniło, ale nie miałam pewności, że to mężczyzna na całe życie. Wakacyjne miłości przecież szybko się kończą. Poza tym włączyłam rozsądek. Znaliśmy się raptem trzy tygodnie! Wymyśliłam sobie, że rozłąka będzie sprawdzianem naszych uczuć. Kontaktowaliśmy się przez telefon, Skype’a. Czas mijał, a nasze uczucie nie gasło – wspomina Magda.

Pół roku później kolejny raz pojechała do Nepalu. – Musiałam zobaczyć Sujana. Znów poszliśmy w góry, znów mieliśmy o czym rozmawiać. Spędziliśmy razem miesiąc. Ten wspólny czas pozwolił mi poznać go jako gospodarza, opiekuna, przyjaciela i narzeczonego. Tak, już wiedziałam, że to miłość.

Byłam pewna, że chcę spędzić życie z Sujanem – mówi Magda.

– Pozostało jeszcze tylko ustalić, czy jego rodzina mnie zaakceptuje. Cudzoziemka nie jest wymarzoną partią dla bramina. Sujan należy do najwyższej kasty i zgodnie z tradycją powinien ożenić się z braminką. A ja co? Chrześcijanka z końca świata. Na dodatek w Nepalu małżeństwa są aranżowane. Sujan wspominał, że jego mama kilka razy miała już na oku żonę dla niego. Uciekał wtedy na długie trekki, żeby uniknąć niechcianej randki – z uśmiechem opowiada Magda. – Miałam obawy, jak przyjmą mnie jego rodzice. Początkowo zdystansowani, żegnali mnie potem całusami.

Niebawem Sujan przyleciał do Polski, pełen lęku, czy moi rodzice go polubią. Niepotrzebnie się stresował, od razu go pokochali. Szczerze mówiąc, dziwiłabym się, gdyby było inaczej. Jego nie da się nie lubić. Co prawda, niektóre koleżanki radziły, żebym się zastanowiła, zanim powiem „tak”, ale to nie miało znaczenia.

Miesiąc później już szłam do ołtarza. Z suknią musiałam trochę pokombinować, bo biel jest w Nepalu kolorem żałoby, a kolorami ślubnymi są złoto i czerwień. Ostatecznie suknia była w kolorze szampana, uroczystość zaś w gronie najbliższych. Skromna, ale dla nas najpiękniejsza.

Po ślubie zamieszkali w Warszawie. – Bałam się, jak Sujan odnajdzie się w Polsce, czy zniesie rozłąkę z ukochanymi górami. Ale rozwiązanie przyszło samo. Himalaje tak mnie odmieniły, że rzuciłam niezłą pracę, aby zająć się czymś fajniejszym – opowiada Magda. W pamiętniku z tamtego okresu zapisała: „Oboje z Sujanem wiemy, co chcemy robić: będziemy organizować wyprawy w Himalaje, zarażać turystów pięknem gór. Zakładamy agencję trekkingową!”. Tak powstał Exploring Nepal (www.odkryjnepal.pl). – Początki? Trudna sprawa. Sujan musiał być w sezonie turystycznym w Nepalu. Dla mnie oznaczało to kilka samotnych miesięcy w Polsce. Najtrudniej było bez niego pod koniec ciąży i tuż po urodzeniu syna Adasia. Teraz, gdy nasz synek skończył 5 4 rok, we trójkę krążymy między Nepalem a Polską. Nie chcemy się rozłączać – mówi Magda. –

Odkąd pojawił się Adaś, nasze życie stanęło na głowie. Ale dobrze nam z tym. Wcześniej o firmie mówiliśmy, że to nasze dziecko. Adaśko zmienił priorytety. Mamy z mężem kolejny wspólny cel. Jesteśmy bezgranicznie zakochani w naszym synu, cieszy nas każdy jego krok, każde słowo – zachwyca się Magda. – Ale gdy mały zasypia, obmyślamy inne – poza wspinaczkami – projekty. Może założymy sklep z pięknym nepalskim rękodziełem? Lub bar z pysznymi pierożkami momo? – zastanawia się Magda. – Pochwalę się: dobrze by było, aby w Exploring Nepal pracowały – jako przewodniczki – także nepalskie kobiety. Chcemy im pomóc, żeby wreszcie stały się niezależne od swoich partnerów. Sujan to popiera. Mąż uważa, że wszystkie nepalskie dziewczyny mogłyby być samodzielne jak ja. Jak go nie kochać?