Był zdradzonym mężem w „Angielskim pacjencie” i niechcianym pretendentem do ręki w „Zakochanym Szekspirze”, tworząc świetne, choć drugoplanowe kreacje. Odkąd jednak w 2001 roku zdobył serce roztrzepanej dziennikarki w przeboju „Dziennik Bridget Jones”, zdecydowanie wysunął się na pierwszy plan. Dla kobiet na całym świecie stał się ucieleśnieniem mężczyzny idealnego. Niektórzy mówią, że Colin Firth jest jak wino: im starszy, tym lepszy.

50-letni dziś aktor kręci jeden film za drugim. Rok temu „Samotny mężczyzna” przyniósł mu nominację do Oscara, teraz Anglik otrzymał Oscara dla Najlepszego Aktora w 2011 roku za rolę jąkającego się monarchy w znakomitym obrazie „Jak zostać królem”. – Mam za sobą przeszłość, a przed sobą jeszcze jakąś przyszłość. To najwidoczniej stanowi dla filmowców odpowiedni materiał, bo dostaję coraz ciekawsze role – przyznaje. W ubiegłym roku został uznany za najprzystojniejszego mężczyznę Wielkiej Brytanii. – Mam swoje wielbicielki. Kobiety w wieku emerytalnym są mi najwierniejsze – uśmiecha się. Jak na Anglika przystało – opanowany, elegancki, subtelnie autoironiczny.

Dojrzały przystojniak, jest w rzeczywistości jeszcze wyższy, szczuplejszy i bardziej czarujący niż na ekranie. Aktor swoim zawodowym i prywatnym życiem dowodzi, że jeśli jest się przekonanym do swoich wyborów i zdeterminowanym, można osiągnąć to, co się chce. Choć dystansuje się trochę od bohaterów komedii romantycznych, jedną jeszcze warto przypomnieć. Pamiętacie uroczą „To właśnie miłość”? Zagrał w niej pisarza, który wyjeżdża na południe Francji, by leczyć złamane serce, i zakochuje się ze wzajemnością w portugalskiej pomocy domowej, a potem uczy się portugalskiego.

W prawdziwym życiu z zapałem szlifował język włoski dla swojej żony Livii, producentki i dokumentalistki. Dziś, po 13 latach małżeństwa, radzi sobie wyśmienicie. Choć – jak mówi – synowie: 9-letni Luca i 7-letni Mateo, te jego próby uważają za bardzo zabawne. Stara się strzec swego prywatnego życia: – Nie jestem otwartą książką, nigdy nie będzie „dziennika Colina Firtha”. Ale o artykuł możemy się pokusić.

Włoszkę trzeba zdobyć z rodziną

– Jest najwspanialszą kobietą na tej planecie – mówi o żonie. – Pewną siebie, energiczną, żywiołową. Gdy potrzebuję rady, idę do żony, to ona w naszej rodzinie ma doktorat. No i jest przy mnie zawsze, gdy muszę się wypłakać lub trochę nad sobą poużalać. Livia da mi buziaka, zaparzy herbatę i świat znów jest piękny – śmieje się Firth. I poważniej już dodaje: – Trzeba znaleźć w życiu jakieś oparcie, mocny fundament. Dla mnie jest nim rodzina. Dopiero dzięki Livii i synom życie nabrało sensu i głębi, dzięki nim jestem gotów na aktorskie wyzwania, a i koniec kariery by mnie nie załamał.

Czuję, że zapuściłem korzenie – zapewnia Colin. – Podoba mi się włoskie przywiązanie do rodziny, tradycji. My, Anglicy, zawsze wędrujemy osobno. Brakowało mi trochę kulturowej tożsamości – twierdzi. Zwłaszcza że dzieciństwo miał nietypowe. Rodzice, nauczyciele, ciągali go po świecie, pracując w placówkach misyjnych (kilka lat wczesnego dzieciństwa Colin spędził w Nigerii, mieszkał także w Indiach i USA). Aktorstwem zainteresował się z przekory. – Nikt z mojej rodziny nawet nie znał żadnego aktora. Jedyne historie, jakie o nich słyszałem, dotyczyły nędzy i bezrobocia – wspominał. – Uparłem się jednak, że ta praca to przyjemność i że będę zmywał gary, czekając na casting. Byłem naiwny, ale i zdeterminowany, żeby dopiąć swego.Może to ten misjonarski zapał w genach – żartował.

Mieszkał w odrapanej kawalerce, uczył się aktorstwa, pracował za kulisami. W 1978 roku jako 18-latek zadebiutował w teatrze na West Endzie. Kariera jednak rozwijała się powoli. Występował w teatrze, grywał w filmach, głównie telewizyjnych, ale nie udawało mu się wybić. Przełom nastąpił w 1995 roku, gdy w serialu „Duma i uprzedzenie”, ekranizacji powieści Jane Austen, wcielił się w rolę Darcy’ego. Brytyjki oszalały. – Okrzyknięto mnie brytyjskim symbolem seksu i wspaniałym debiutantem, chociaż debiutowałem jakieś 10 lat wcześniej – mówi. – Ale może dobrze, że rozgłos nie przyszedł, gdy zaczynałem, może by mi odbiło.

Podobnie było w życiu prywatnym. – Spotkałem odpowiednią kobietę, dopiero gdy miałem 35 lat. Nie byłem naiwnym młodzikiem. Wcześniej popełniałem błędy. To były bolesne lekcje – przyznał kiedyś (ze związku z aktorką Meg Tilly, którą poznał na planie „Valmonta” M. Formana, ma 20-letniego syna). Z Livią spotkali się w Kolumbii. W 1996 roku Colin trafił tam na plan serialu „Nostromo”, na podstawie powieści Josepha Conrada. – Livia pracowała jako asystent produkcji. Pamiętam, jak zobaczyłem ją w tłumie i nie mogłem oderwać wzroku – wspominał. – Można się z tego śmiać, ale zakochałem się natychmiast, instynktownie i beznadziejnie. Paradoksalnie, zawsze bałem się ślubu, nie przypuszczałem, że gdy poznam właściwą osobę, zdecyduję się bez namysłu.

Ale wcześniej musiał też zdobyć rodzinę Livii, co okazało się trudniejsze. – Gdy Colin pierwszy raz pojawił się w naszym domu na kolacji, był zupełnie zszokowany. Sześć osób przy stole mówiło jednocześnie, jedna głośniej od drugiej. Zapytał: „Czy wy się kłócicie?”. „Co? Nie, po prostu rozmawiamy” – opowiadała Livia. Firth twierdzi, że ceniący tradycję rodzice Livii nie byli zachwyceni kandydatem na zięcia. – Byłem podejrzanym typem uczepionym ich ukochanej córki. Przedstawiła mnie jako swojego angielskiego faceta (pierwszy minus), który jest aktorem („O rety!”), o dziewięć lat starszym („O mamo!”) i ma już dziecko z inną kobietą („O Boże!”) – wyznał ze śmiechem. Przekonanie ich do siebie było więc sporym wyzwaniem.– Colin w ciągu półtora miesiąca nauczył się włoskiego. Byliśmy wszyscy pod wrażeniem wysiłku, jaki podjął – wspominał Nicola, młodszy brat Livii. Sam Firth żartuje, że dopiero gdy w 2009 roku na festiwalu w Wenecji otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora za rolę w „Samotnym mężczyźnie”, zdobył względy włoskiej rodziny.

Razem smakujemy życie

Państwo Firth mają domy w Londynie i w Umbrii. We Włoszech też brali ślub w 1997 roku. Aktor chwali się, że zmylił wtedy paparazzich, „choć za cenę zachowań graniczących z paranoją”. – Całe dni żyłem przy zasłoniętych oknach. A uwielbiam włoskie krajobrazy, klimaty, no i jedzenie! – rozpromienia się Colin. – Gotowanie to relaks, kreacja, ba, sztuka nawet! Włoskie pasty, sałaty to moja działka w kuchni. Livia zaś wyśmienicie przyrządza ryby i owoce morza, nie robiąc przy tym takiego bałaganu jak ja. Zastanawia mnie tylko, że Włosi, ignorujący zasady ruchu drogowego, przy stole są tacy ortodoksyjni. Mój teść grymasi, gdy wkładam pastę i mięso na ten sam talerz – śmieje się aktor i wyznaje: – Ale miłość do jedzenia nas łączy.

Gdybym miał porzucić kiedyś aktorstwo, żyłbym z pisania, malowania, a przede wszystkim otworzyłbym restaurację. Na razie wystarczają mu dwie kawiarnie Progreso oraz sklep Eco Age, z artykułami przyjaznymi środowisku. Bo ekologia to ich pasja. W londyńskim salonie państwa Firth, wypełnionym książkami i obrazami, cyfrowe urządzenie wskazuje ilość zużywanej energii, na kanapie leżą poduszki uszyte przez panią domu, jedna – ze starych spodni od Armaniego. Livia, która ma obsesję na punkcie recyklingu, mówi, że są po prostu świadomi, iż trzeba szanować środowisko, „jeśli nie dla nas, to dla naszych dzieci”. – Prowadzę jednak nudne życie – twierdzi Firth. – I nie będę snuł wizji harmonijnego życia rodzinnego. To chaos – śmieje się. – Nieważne, ile rozdam autografów, dzieci zawsze są gwiazdami. Nie mogę im powiedzieć: „Zachowujcie się lepiej, bo zadzwonię do swojego agenta!”.

A gdy jakaś dziennikarka wspomni, że kiedyś obwołano mnie symbolem seksu, Livia uważa to za zabawne. Zna przecież faceta, który chodzi nieogolony i rozrzuca skarpetki – dodaje. O uczuciach mówi niechętnie: – Każdy potrzebuje magicznych słów: „Kocham cię”. Ale za nimi muszą iść czyny, bo to, czy związek przetrwa, zależy od rozmaitych drobiazgów, małych gestów, pozornie błahych rozmów. l tekst: KATARZYNA BOROWSKA katarzyna.borowska@guj.pl