Dziecko mówi, że boli je głowa. Przejąć się, czy tylko podać coś przeciwbólowego?

Wojciech Ozimek: To za leży od tego, jaki jest ten ból głowy i jak długo trwa. To jeden z najczęstszych objawów chorobowych, jakie mają dzieci, i może mieć bardzo różne przyczyny. Czasem podanie środka przeciwbólowego nie jest wcale złym pomysłem, bo w efekcie maluch przestaje cierpieć. Tylko że należy go podać w odpowiedniej dawce. Tymczasem te, jakie na ulotkach zalecają producenci leków dopuszczalnych w Polsce, z niewiadomych powodów są za niskie i często nie dają oczekiwanego efektu. Wszędzie na świecie, według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia, dawki są wyższe i wynoszą – jeśli chodzi o paracetamol – 14 mg na kilogram masy ciała, a ibuprofen – 10 mg na kilogram masy ciała. O dokładną ilość trzeba zapytać swojego lekarza. Niewielu rodziców ma też świadomość, że można podawać paracetamol i ibuprofen na tzw. zakładkę, czyli raz jeden, raz drugi preparat. One mają inny mechanizm działania, więc ich ilość dziecku nie zaszkodzi, a postępując w ten sposób, w ciągu dnia możemy mu podać nawet do 7 „porcji” takiego likwidującego ból środka. Oczywiście, tylko jeśli jest taka konieczność, a on pomaga. Na- tomiast jeśli leki przeciwbólowe (podane we właściwych dawkach) nie działają, można zacząć się niepokoić. Najważniejsze są jednak nie metody, które likwidują cierpienie, ale zdiagnozowanie i wyleczenie przyczyn.

Panie doktorze, a jaka przyczyna bólu głowy u dzieci zdarza się najczęściej?

Wojciech Ozimek: W większości wypadków jest on oznaką jakiegoś stanu zapalnego, w ten sposób rozpoczyna się wiele infekcji. Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, czy temu bólowi nie towarzyszą inne symptomy chorobowe – takie jak gorączka, wysypka, wymioty, biegunka, katar albo ból zatok. Zdarza się jednak, i to często, że ból głowy jako pojedynczy objaw występuje na samym początku choroby, a inne pojawiają się po jakimś czasie. Zwykle pediatrzy radzą więc podać środki przeciwbólowe i, obserwując dziecko, odczekać 72 godziny. Po takim czasie zwykle pojawiają się już „właściwe” oznaki i wtedy wiemy, z czym mamy do czynienia.

W jakich sytuacjach nie należy czekać?

Wojciech Ozimek: Jeśli dziecko uskarża się na silny ból, ma wysoką gorączkę i wymiotuje. Także wtedy, gdy środki przeciwbólowe (podawane w odpowiedniej dawce!) nie działają albo działają słabo – tylko odrobinę zmniejszają dyskomfort, ale go nie likwidują. Szczególnie alarmująca jest sy- tuacja, jeśli głowa zaczęła doskwierać nagle, pojawiła się też wysoka gorączka, sztywność karku, światłowstręt, zaburzenia kojarzenia i inne symptomy neurologiczne. Wszystko to może świadczyć o zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych. W takiej sytuacji trzeba jak najszybciej jechać do szpitala albo wezwać pogotowie. Nie należy też zwlekać, kiedy dziecko uderzy się w głowę i skarży na ból. Wtedy także najlepiej od razu pojechać z nim do lekarza. Zresztą zawsze, kiedy dziecko skarży się, że czuje coś w głowie, należy je wypytać, czy przypadkiem się nie uderzyło. Czasem mógł to być wypadek, który nastąpił nawet dwa tygodnie wcześniej. Wtedy ból może wynikać na przykład z urazu czaszkowo-mózgowego lub z powoli rozwijającego się krwiaka, i potrzebne są już specjalistyczne badania.

Zdarza się, że dziecko udaje, że się źle czuje?

Wojciech Ozimek: Jest przecież nawet takie stare powiedzenie: „paluszek i główka to szkolna wymówka”. Jednak nie każde dziecko trzeba podejrzewać o zmyślanie. Jeśli skarży się, że mu coś doskwiera, a nam się wydaje, że kręci, spróbujmy podejrzeć, jak się zachowuje, gdy myśli, że go nie widzimy. Czy łapie się za czoło tak samo jak przy nas, czy ma chęć na gry komputerowe, na zabawę, czy ma apetyt. Jeśli okazuje się, że maluch udaje, to też warto poszukać przyczyny, zastanowić się dlaczego. Bo niekoniecznie musi to robić „z lenistwa”. To już jest jednak problem bardziej dla psychologa niż pediatry, i to psycholog może nam pomóc rozwikłać tę zagadkę.

Ale to też jest problem nie do lekceważenia, prawda?

Wojciech Ozimek: Wcale nie tak rzadko bywa, że to, co bierzemy za „udawanie”, jest reakcją stresową na przykład na jakieś napięcia w szkole albo w domu. To są przyczyny najtrudniejsze do zdiagnozowania. A także do leczenia. Jeśli się okazuje, że powodem bólów głowy są napięcia psychiczne, co się zdarza coraz częściej, może pomóc psychoterapia, chociaż nie wszyscy rodzice są gotowi skorzystać z takiego rozwiązania. Na pewno jednak trzeba szukać przyczyn bólu, a nie, jak to robią niektórzy rodzice, tygodniami podawać dziecku środki uśmierzające. Na ich opakowaniach jest w końcu napisane wyraźnie, że jeśli ból po 2–3 dniach nie ustąpi, należy się skontaktować z lekarzem. Nie dlatego, że jeśli będziemy je podawać dłużej, to otrujemy pociechę, ale dlatego, że na przykład nieprzemijające pulsowanie głowy nie bierze się przecież z niczego.

No dobrze, a jeśli głowa boli codziennie, to co robić?

Wojciech Ozimek: To samo. Szukać przyczyn. Do skutku. Nie ma dymu bez ognia. Trzeba przyglądać się na przykład temu, w jakich sytuacjach się przydarza, o jakiej porze. Bo ból głowy, który występuje codziennie po powrocie ze szkoły, może sygnalizować na przykład kłopoty z widzeniem – dziecko ma wadę wzroku i tak się w szkole wysila, usiłując ją samodzielnie skorygować, że potem czuje ucisk w skroniach. Przewlekłe bóle głowy mogą być też związane z zębami – choć to one, popsute, są odpowiedzialne za stan zapalny, to sygnał bólu nadaje głowa. Podobnie bywa z zapaleniem zatok czy ucha. Dlatego ważne jest miejsce, które dziecko wskazuje jako źródło bólu. Tuż nad czołem? To może sugerować, że przyczyną są chore zatoki, po jednej stronie w okolicy ucha – to wskazuje na zapalenie tego narządu. Ale nie ma sensu samemu decydować, co dziecku dolega, bo przyczyny mogą być bardzo różne, czasem niezmiernie poważne, choć innym razem prozaiczne. Przy takim długotrwałym bólu, którego powody są trudne do zdiagnozowania, konieczne jest wykonanie podstawowych badań, m.in. krwi, one mogą pomóc wyjaśnić przyczynę niepokoju.

A migreny? Podobno już dzieci w przedszkolu mogą na nie cierpieć!

Wojciech Ozimek: Tak, mogą. Taki migrenowy ból jest zwykle jednostronny, występuje za gałką oczną, często towarzyszy mu światłowstręt, a środki przeciwbólowe nie działają albo tylko osłabiają jego odczuwanie. Lekarz, który podejrzewa, że to właśnie migrena jest przyczyną złego samopoczucia dziecka, przeprowadza zwykle szczegółowy wywiad rodzinny – jeśli w rodzinie ktoś już na tę chorobę cierpiał, to jest, niestety, ryzyko, że dziecko ją odziedziczyło, bo tak to z tą chorobą bywa. W takim wypadku mały pacjent kierowany jest już na dalsze leczenie do neurologa.

A jakie błędy najczęściej popełniają rodzice zbolałych dzieci?

Wojciech Ozimek: Albo nadmiernie panikują i natychmiast lecą z nim do lekarza, albo przeciwnie, nie zwracają na dolegliwość szczególnej uwagi. Sami diagnozują, że to z napięcia albo ze zmęczenia, i podają mu środki przeciwbólowe rano, wieczór i w południe. Najczęściej takie zachowanie przejawiają ci rodzice, którzy w podobny sposób traktują swoje kłopoty zdrowotne. Z dwojga złego już lepsza jest postawa panikarzy, bo lepiej wybrać się do lekarza niepotrzebnie, niż nie pójść, kiedy dziecko potrzebuje pomocy. To dla niego bezpieczniejsze.