Kładę na stoliku swoje dłonie, przytulone do siebie brzegami, ufnie otwarte. Wyglądają jak stronice książki. Zapisane jest na nich całe moje życie! Nina odczytuje kolejne "wersy" linii papilarnych. Te pionowe, krótkie kreski to dzieci. A tu widać talenty artystyczne i językowe. Tę siateczkę cieniutkich kreseczek zapisały trudy życia. Ale ciężki los wkrótce się odwróci. Wytrwałości!
Nina wodzi po liniach smukłymi palcami. W jej czarnych jak węgle oczach jest ciepło, życzliwość, zrozumienie. I melancholia, jak w tęsknych, ukraińskich dumkach. - Zawsze jest jakieś wyjście - mówi. Świeci światełkiem nadziei nawet w najciemniejszym tunelu ludzkiego losu.

Właściwie zawsze była "inna", ale jako dziecko przyjmowała za naturalne przeczucia, które się sprawdzały, np. przewidziana przez nią śmierć dziadka. Dopiero w okresie dojrzewania zaczęła zadawać sobie pytanie, skąd się to bierze. Mama jest znaną w Kijowie bioenergoterapeutką, ale w rodzinie nie było nikogo, kto zajmowałby się sprawami tajemnymi, więc sama zaczęła przecierać ich kręte ścieżki. Zdumiewał ją fakt, że chociaż ona i Liera urodziły się zaledwie w kilkuminutowym odstępie i mają niemal identyczne horoskopy, przejawiają zupełnie różne cechy charakteru, upodobania i uzdolnienia. A najbardziej dziwiło Ninę, że mimo łudzącego podobieństwa fizycznego, mają zupełnie inne linie papilarne! Swoje prywatne dochodzenie zaczęła więc od dłoni: dokładnie sprawdziła, które linie mają podobne, a które inne. Zaczęła szukać książek o chiromancji, które - podobnie jak wówczas w Polsce - krążyły wyłącznie w drugim obiegu, często odbite na powielaczach. Komunizm zabraniał wszystkiego, co wiązało się z okultyzmem i religią. Więc ukradkiem chodziła do cerkwi i ukradkiem czytała zakazane książki.

Kładła też koleżankom karty - oczywiście klasyczne, bo tarot czy runy były niedostępne. Gdy przepowiednie się sprawdzały, była nie mniej zdziwiona, niż jej nastoletnie klientki.

Brunet w mundurze

Z miłości do obcych języków zaczęła studiować w Kijowie filologię rosyjską. Podobnie jak Liera, chciała być nauczycielką. Wkrótce wyszła też za mąż i urodziła córeczkę, Irinę. Pierwszy sygnał, że los ma dla niej inne plany, dostała od? wróżki. Poszła do niej z koleżanką, która zachwalała niezwykłą trafność jej przepowiedni. Przyjęła je blisko stuletnia, drobna Żydówka, rozczochrana i w piżamie. Ninie powiedziała, że wszystko w życiu zmieni: mężczyznę, kraj, zawód. Jej drugi mąż będzie miał czarne włosy, niebieskie oczy i będzie nosić mundur. I że dzięki córce zostanie sławna. - Byłam w szoku - wspomina Nina. - Kochałam przecież męża, moją pierwszą, wielką miłość - Co do córki, wydedukowałam, że pewnie będzie piękna, że wygra jakiś konkurs, a ja jej będę buty nosić! - śmieje się.

Stało się tak, jak powiedziała wróżka. Jej małżeństwo szybko się rozpadło, a Nina przyjechała z czteroletnią córką do Polski, na zaproszenie znajomych. Poznała tu wielu życzliwych ludzi i - policjanta o niebieskich oczach. Wyszła za niego, zamieszkali w Pszczynie, na świat przyszedł Daniel. Bardzo ubolewała nad przerwanymi studiami, ale po roku rozpadł się Związek Radziecki, a jej wydział zreorganizowano. Ukrainę, rodziców i znajomych odwiedziła dopiero po 5 latach, bo mąż niechętnie wypuszczał ją z domu.

Co się odwlecze?

Długo nie wiedziała, co mogłaby w Polsce robić. Jej sytuację komplikowały problemy związane z obywatelstwem. Co prawda zajmowała się domem i dziećmi, dużo czytała, ale czuła, że stoi w miejscu, nie rozwija się. Brakowało jej kontaktów z ludźmi. Skorzystała więc z oferty pracy w miejscowym klubie fitness. Obsługiwała solarium i urządzenia do ćwiczeń, doradzała paniom, jak zrzucić zbędne kilogramy i wzmocnić mięśnie. W układaniu programu ćwiczeń pomagało jej czytanie w ich dłoniach. Dzięki temu wiedziała, która jest wrażliwa i trzeba raczej cierpliwości i perswazji, a która jest silna, zdyscyplinowana i wymaga konkretnych poleceń. - Wkrótce jednak okazało się, że moje klientki nad ćwiczenia przedkładają czytanie z dłoni! - zauważa Nina. - Pocztą pantoflową rozeszła się wiadomość, że wróżę i pojawiło się tylu chętnych, że trudno było prowadzić zajęcia w klubie.

Zarejestrowała więc działalność gospodarczą, wynajęła gabinet, wróciła do dawnych zainteresowań chiromancją. Zaczęła też zgłębiać tajniki karmy, run, tarota. Przez wiele lat czuła, że nie ma przyzwolenia, by się nim zajmować. Gdy stwierdziła, że już może, oswajała się z nim prawie rok, zanim odważyła się postawić go klientce po raz pierwszy... Wkrótce pokochała tarota tak bardzo, że dziś ma blisko 50 talii z całego świata, a każda z nich to swoiste dzieło sztuki, każda z nich ma duszę.

Światełko w tunelu

Nina mieszka w Polsce już 15 lat. Chętnie pomaga ludziom, bo wie, że nie kieruje nimi ciekawość, ale szukanie nadziei. A gdy pojawia się nadzieja, poparta podanymi przez nią informacjami, człowiek zyskuje motywację i siły na przetrwanie ciężkiego okresu w życiu. Nabiera wiary, że jest o co walczyć i dowiaduje się, jak to zrobić.

Wiedziona własnym doświadczeniem (niedawno się rozwiodła) nie popiera podtrzymywania małżeństwa na siłę. Bo każdy człowiek ma nie tylko prawo, ale i obowiązek realizować swoje marzenia i kroczyć własną drogą.
Nina chce uświadomić ludziom, że są nie tylko ciałami fizycznymi, ale duchowymi istotami, które w tym wcieleniu mają rozwinąć się, pokonać wady i słabości, nauczyć czegoś nowego. Planuje więc studia psychologiczne. - Gdyby nie to, co robię, moje życie byłoby pewnie spokojniejsze, ale nie tak ekscytujące! - mówi. - To szczęście mieć pracę, która daje tyle satysfakcji!