Problem wzrostu dzieci stał się głośny, gdy okazało się, że co 10. kilkulatek nie jest mierzony, a połowa dzieci przed ukończeniem 9 lat – sporadycznie. Niestety, tempa wzrostu nie kontrolują wszyscy pediatrzy: 46 proc. nie mierzy małych pacjentów podczas bilansu! A do zakończenia dojrzewania powinno się to robić co pół roku. Dlaczego tak często? Wiele przewlekłych chorób, zanim zamanifestuje się kojarzonymi z nimi objawami, spowalnia wzrost. Najczęściej tak się dzieje przy niektórych chorobach nerek, wątroby, zaburzeniach pracy układu pokarmowego i wchłaniania, zapaleniu stawów (młodzieńcze RZS), niedoczynności tarczycy. Jak więc wygląda „miara” zdrowia dziecka?

Między 25. a 75. centylem - średni wzrost

W książeczce zdrowia znajdują się odrębne dla dziewcząt i chłopców siatki centylowe. Po każdym mierzeniu zaznacza się na nich wzrost dziecka i wyznacza centyle. Większość pociech mieści się pomiędzy 25. a 75. centylem, wysokie są powyżej 75., a za dolną granicę normy przyjęto 3. centyl, poniżej którego mówimy o niskorosłości. Podczas bilansów każdy pediatra powinien ustalić, na jakim pułapie centylowym jest dziecko, i odnotować to w książeczce zdrowia. Jeśli zapomina o mierzeniu, koniecznie się tego domagaj. Pilnuj też, by wynik zawsze został naniesiony na siatkę centylową. W ten sposób w książeczce zdrowia powstaje cenne archiwum, które pozwala kontrolować, czy pociecha rozwija się prawidłowo, czy też coś zakłóca jej rośnięcie.

Czy da się przewidzieć wzrost dziecka?

Dziś przeciętny szesnastolatek mierzy ok. 15 cm więcej niż jego pradziadek, gdy był w tym samym wieku. Nie oznacza to wcale, że za kilkadziesiąt lat kolejne pokolenia będą wyższe. Zdaniem antropologów tendencja ta już uległa zatrzymaniu. Długość ciała dziecko otrzymuje w spadku po rodzicach i zazwyczaj córki są nieco wyższe od mam, synowie zaś prawie równi z tatą. Żeby oszacować, jak wysoka będzie dziewczynka, dodaje się wzrost w centymetrach matki i ojca, a następnie odejmuje 13, a uzyskany wynik dzieli na 2, np. (165 + 182 – 13) : 2 = 167. W przypadku chłopca sumuje się wzrost rodziców, dodaje 13 i dzieli przez 2, np. (165 + 182 + 13) : 2 = 180. Innym sposobem jest zaznaczenie, w jakim kanale centylowym mieszczą się rodzice. Przykładowo aktualny wzrost taty nanosi się na siatce dla chłopców, wybierając na skali 18 lat (np. mężczyzna mierzący 180 cm odpowiada 60. centylowi). Z kolei wzrost mamy nanosi się na siatce dla dziewczynek, wyszukując na osi 18 lat (np. kobieta, która ma 165 cm, plasuje się na 50. centylu). Dziecko więc powinno być między 50. a 60. centylem. Często jednak się zdarza, że pociecha bywa niższa od niższego z rodziców albo też przeciwnie – przerasta oboje. Powodów jest wiele. Za wzrost odpowiada co najmniej kilkadziesiąt genów. Poza tym znaczenie mają niektóre przewlekłe choroby, które dopadają dziecko.

Do lekarza powinien trafić kilkulatek poniżej 10. lub powyżej 90. centyla

Jeśli zauważysz, że dziecko nagle o głowę przerosło rówieśników lub przeciwnie, stało się najniższe w grupie w przedszkolu czy klasie, ustal, w jakim kanale centylowym się znalazło. Gdy przekroczy 90. centyl lub znajdzie się poniżej 10., wybierz się z nim do pediatry. Oceni on dynamikę wzrostu, czyli sprawdzi, jak rosło do tej pory. Obawy budzi każda zmiana kanału centylowego. Ale nawet i w takim wypadku często nadal nie dzieje się nic niepokojącego, bo – jak kiedyś mama, tata, starszy brat lub siostra – najpierw rośnie wolno, a dopiero przed okresem dojrzewania wystrzela w górę. W tej sytuacji wystarczy mierzyć dziecko co trzy miesiące. Jeśli jednak po 6 miesiącach nadal nie przybędzie mu ani centymetra, poproś pediatrę o skierowanie do endokrynologa dziecięcego, najlepiej przyjmującego w poradni endokrynologicznej wieku rozwojowego. Zawsze domagaj się takiej konsultacji, gdy dziecko znajdzie się poniżej 3. centyla (niskorosłość) lub przekroczy 97. (rzadko bywa to oznaką nadprodukcji hormonu wzrostu GH przez przysadkę).

Dziecko rośnie tuż przed dojrzewaniem

U dziewczynek zwykle już na dwa –trzy lata przed pierwszą miesiączką, a u chłopców przed pojawieniem się wąsika zaczyna się faza tzw. dużego skoku wzrostowego. Wtedy dziecko rzeczywiście wystrzela w górę (w ciągu roku zyskuje kilkanaście centymetrów), co jest oznaką zdrowia. U dziewczynek, które coraz częściej dostają okres w 11. roku życia, gwałtowne rośnięcie może się zacząć w drugiej czy trzeciej klasie podstawówki. Potem się zatrzymuje, więc po 13. urodzinach przybywa im zaledwie kilka centymetrów. Niekiedy jednak wszystko dzieje się za szybko i już w wieku 6–8 lat wybujałym wzrostem manifestuje wczesne pokwitanie. W tej sytuacji stopień jej dojrzałości płciowej powinien ocenić endokrynolog dziecięcy, który skieruje na przezbrzuszne USG. Pozwala ono stwierdzić, na jakim etapie rozwoju są jajniki. Inaczej rzecz się ma u chłopców. Po pierwsze, dojrzewają później, więc najczęściej u piętnastolatków widzimy spowolnienie tempa wzrostu (do dwudziestki urosną tylko kilka centymetrów). Po drugie, czasami rodzice nie wychwytują momentu, kiedy u ich syna do głosu dochodzi testosteron. Niekiedy tak się dzieje zbyt wcześnie, czyli nawet w wieku 9–10 lat. Wówczas raczej niski do tej pory chłopiec nagle dogania najwyższych w klasie. Żeby mieć pewność, że to fizjologia, a nie choroba, warto wybrać się z synem do pediatry, by ocenił, czy są oznaki dojrzewania, np. zarysowujące się owłosienie płciowe. Poza tym lekarz oceni wielkość jąder – już nieco powiększone świadczą o zbliżającym się pokwitaniu, a wówczas wybujały wzrost nie budzi obaw. W razie wątpliwości pediatra skieruje dziecko do endokrynologa, który zleci odpowiednie badania.

Czy niskie dziecko musi dostawać hormony?

Każde dziecko, którego wzrost zbliża się do 3. centyla lub znajduje się poniżej, koniecznie musi być zdiagnozowane – bez względu na wiek. Tylko endokrynolog jest w stanie ocenić przyczynę niskorosłości i zlecić odpowiednie badania. Na pewno nie ma sensu na własną rękę sprawdzać poziomu hormonu wzrostu (GH) we krwi. Szacuje się, że jego niedobór jest przyczyną niskorosłości u 1 na 3–10 tysięcy dzieci. Testy polegają na kilku pobraniach krwi, po wcześniejszym podaniu środka pobudzającego przysadkę do wydzielania GH. Czasami przy niskorosłości jego poziom jest prawidłowy, za to brakuje innego hormonu, IGF-1, wytwarzanego przez wątrobę pod wpływem GH. Substancja ta pobudza tkanki i komórki do rozwoju. Jeśli się okaże, że pociecha ma zaburzone wydzielanie któregoś z tych hormonów, leczy się ją preparatami hormonalnymi . Każdego roku w Polsce ponad 3,5 tysiąca dzieci przechodzi tego typu kurację. Inną kwestią jest niskorosłość spowodowana przez genetyczne zakłócenia. Nie zawsze zostają one rozpoznane w momencie przyjścia pociechy na świat. Przykładem jest zespół Noonan czy Turnera (ten ostatni dotyka jedną na 2 tysiące dziewczynek) i jeszcze kilkanaście innych chorób. Pociecha, która urodziła się z wadą genetyczną, powinna dostawać hormon wzrostu jak najwcześniej. Takie leczenie okazuje się też konieczne przy niektórych przewlekłych schorzeniach, np. nerek, które również hamują rośnięcie.

Wyspane i aktywne dziecko rośnie jak na drożdżach

Hormon wzrostu wydziela się w nocy – najwięcej w ciągu pierwszych godzin od zaśnięcia. Przy czym sen musi trwać odpowiednio długo, by do krwi dostała się jego optymalna dawka. Przedszkolak powinien leżeć w łóżku o godzinie 20, a uczeń podstawówki nie później niż o 22. Nocny relaks rozładowuje też nagromadzone w ciągu dnia emocje, co dodatkowo sprzyja rośnięciu. Z badań wynika, że radosne i pełne optymizmu dzieci są zdecydowanie wyższe niż ich zestresowani rówieśnicy. Napięć pozbawia je też wysiłek fizyczny. Pod warunkiem że dziecko jest aktywne co najmniej dwie godziny dziennie. Zdaniem pediatrów taki wynik osiągają nieliczne pociechy. Trudno za efektywne traktować lekcje WF-u, kiedy dzieci ćwiczą czy biegają zaledwie kilkanaście minut. Jako zabawę, a nie rzeczywisty wysiłek postrzega się też chlapanie w basenie, bo w porównaniu z pływaniem w niewielkim stopniu angażuje mięśnie. Dzieci powinny po prostu biegać, jeździć na rolkach czy rowerze, grać w ping-ponga, piłkę, chodzić na zajęcia z tańca i rytmikę.

Konsultacja: dr hab. n. med. Andrzej Wiśniewski, pediatra