Szklanka na drodze oznacza dużo stłuczek i samochodów lądujących w rowie. Tymczasem policyjne statystyki najwięcej wypadków oraz kolizji odnotowują przy nadciągającym niżu, gdy nawierzchnia jest jeszcze idealnie sucha, a deszcz jedynie wisi w powietrzu. Wtedy spowolniony refleks ma wielu z nas, nawet ci, którzy nie są meteopatami. Spadek ciśnienia atmosferycznego w mniejszym lub większym stopniu wpływa na system nerwowy, wydzielanie hormonów i krążenie. Ale o prawdziwej meteowrażliwości mówimy, gdy określone zmiany aury wywołują konkretne dolegliwości. Przy czym meteopatami są zarówno ludzie zdrowi, jak i sercowcy, nadciśnieniowcy, wrzodowcy, cukrzycy, reumatycy. Kilkadziesiąt lat temu co 5. osoba reagowała na zmiany pogody, dziś już ponad połowa z nas, częściej kobiety niż mężczyźni. Niewykluczone więc, że wkrótce meteopatia dołączy do listy chorób WHO.

NADWRAŻLIWOŚĆ NA POGODĘ STAJE SIĘ KOLEJNĄ ZMORĄ CYWILIZACJI

● Najpierw za lawinowo rosnącą skłonność do meteopatii podejrzewano globalne ocieplanie się klimatu. Ostatnio jednak się uważa, że winę ponosi przejście od natury do wygodnego miejskiego życia.

Dowodem na to jest fakt, że ponaddwukrotnie częściej meteopatia dotyka mieszkańców miast niż wsi.

Setki lat temu ludzie żyli w pełnej harmonii z przyrodą. Stąd byli lepiej przystosowani do wszelkich wahań, a nawet kaprysów aury. Organizm, poddawany nieustannym pogodowym treningom, sprawniej radził sobie ze skokami temperatury, ciśnienia i silnym słońcem. Dziś odczuwamy je dotkliwie. Wiele godzin w ciągu dnia spędzamy w domach i biurach, w których są szczelne okna, często z szybami nieprzepuszczającymi promieni UV. Do tego dochodzi jeszcze klimatyzacja latem, a centralne ogrzewanie zimą. W efekcie przyzwyczajony do stałych warunków organizm traci zdolność do szybkiej adaptacji i złym samopoczuciem reaguje na każdą zmianę w otoczeniu.

Co ciekawe, gdy układ odpornościowy działa mniej sprawnie, np. po chorobie, częściej i silniej odczuwamy pogodową huśtawkę.

To wyjaśnia, dlaczego przypadłość ta nasila się u ludzi w jesieni życia, którzy z racji wieku, a do tego poważnych schorzeń, mają osłabione mechanizmy obronne. Jednak z roku na rok przybywa meteopatów wśród trzydziesto-, czterdziestolatków. W tej kategorii wiekowej dominują kobiety, u których cykliczne wahania żeńskich hormonów potęgują nadwrażliwość (najbardziej daje się ona we znaki w czasie miesiączki). Natomiast po 50. roku życia proporcje ulegają odwróceniu i meteopatia staje się „męską sprawą”.

Z najnowszych badań wynika, że co 10. dziecko przy zmianach aury bywa rozdrażnione i rozkojarzone, źle śpi czy traci apetyt.

Ponadto udowodniono też związek meteopat i i ze stylem życia. Częściej doskwiera ona zestresowanym, przemęczonym czy notorycznie niewyspanym. W grupie zwiększonego ryzyka są również ci, którzy stronią od wysiłku fizycznego, jedzą tłuste, ciężkie dania i piją sporo kawy.

NAJLEPIEJ SIĘ CZUJEMY, KIEDY PO DESZCZU POWRACA ŁADNA POGODA, NAJGORZEJ, GDY ŚCIERAJĄ SIĘ FRONTY

● Najkorzystniejsze, nie tylko dla meteopatów, jest ustępowanie niżu, czyli deszczowych, mglistych, parnych dni, i pierwszy tydzień wyżu. Pod warunkiem że ciśnienie atmosferyczne nie jest za wysokie (nie przekracza 1020 hPa), a słońce jedynie wychyla się zza chmur. Spróbujmy rozpoznać, czy określona pogoda nam szkodzi.

Silny wyż: ciśnienie atmosferyczne staje się wysokie, latem jest upalnie, bezchmurno, a zimą słonecznie, mroźno, sucho.

Wtedy rośnie ciśnienie krwi i zwiększa się jej krzepliwość. To oznacza, że meteowrażliwych zaczyna boleć głowa, łatwo się denerwują, są rozdrażnieni. Lekarze radzą, by pozwolić odetchnąć ciału i zrezygnować z wysiłku, odstawić wszystko, co podnosi ciśnienie (kawę, herbatę, colę, energizery, sól i alkohol).

Spory niż: barometr idzie w dół, niebo zaciąga się chmurami i robi się wilgotno (latem wręcz parno).

Dla meteopatów zaczynają się depresyjne dni . Mimo senności i braku energii trudno im zasnąć po położeniu się do łóżka. Do tego dochodzą bóle głowy i nudności. Warto więc aktywnie rozpocząć dzień (joggingiem lub szybkim marszem) i nie stronić od kawy, a przed snem zjeść coś bogatego w węglowodany (makaron, kanapkę, ciasto).

Ciepły front: zawsze przynosi najpierw spory spadek, a potem wzrost ciśńienia atmosferycznego, podnosi się temperatura.

Reakcją przy meteopatii jest senność, uczucie zmęczenia, rozkojarzenie i kłopoty z koncentracją. Jest to efekt spadku wydzielania hormonów tarczycy, spowodowany wysoką temperaturą. W tej sytuacji warto wyjątkowo aktywnie spędzać czas.

Chłodny front: zwiastuje zimne, pochmurne dni, opady (śniegu, deszczu) i silne wiatry lub burze.

Sygnałem są bóle głowy, nawet migrena, obniżony nastrój, niepokój, irytacja. Przy chłodnej aurze z powodu stresu organizm wytwarza więcej adrenaliny i stąd dolegliwości. Pomocne są techniki relaksacyjne, a często również i wyciszające środki ziołowe.

KAPRYSY AURY ODCZUWAMY NAJSILNIEJ PRZY NADCIŚNIENIU I CHORYM SERCU

● Warunki klimatyczne panujące w Polsce są wyjątkowo nieprzyjazne dla sercowców. O każdej porze roku zdarzają się pogodowe zawirowania, nasilające kłopoty z sercem.

Większość zawałów zdarza się od listopada do marca, kiedy szybko zmieniają się fronty atmosferyczne. W sumie nad Polską przechodzą one przez 140 dni w roku.

Ścierające się zimne i ciepłe masy powietrza powodują gwałtowne skoki temperatury i ciśnienia atmosferycznego. Każda nagła jego zmiana tylko o 8 hPa potrafi sprowokować wahania ciśnienia krwi i zaburzenia rytmu serca. To z kolei może się skończyć zawałem czy wylewem.Podobnie przy rozchwianej aurze na bóle głowy i drażliwość skarżą się nadciśnieniowcy, ospałość zaś i ogólne rozbicie doskwierają osobom z niskim ciśnieniem. Poza tym sercowcy źle się czują, kiedy wieją silne wiatry. Nie służy im też siarczysty mróz i chłodne, deszczowe dni. Zimno pobudza nadnercza do pracy, a gdy wydzielają więcej hormonów, rosną napięcie i irytacja.

Podobnie niebezpieczne dla chorych na serce i nadciśnienie są upały. Temperatura rekordy bije zwykle w lipcu.

Lejący się z nieba żar rozszerza naczynia krwionośne i sprzyja dusznościom. Stąd mięsień sercowy jest gorzej ukrwiony, a często wręcz niedotleniony, i szybko traci siły. Gdy panuje skwar, gęstnieje też krew, co przy wieńcówce sprzyja zakrzepom.

W upały leki szybciej wchłaniają się do krwi, co może nasilać ich działania uboczne.

Reguła ta dotyczy wszelkich specyfików, także tych obniżających ciśnienie. Przy kaprysach aury może się ono zmieniać, więc lepiej ustalić z kardiologiem, co i w jaki sposób zażywać (niekiedy trzeba zmienić dawki). Poza tym należy wtedy kilka razy dziennie mierzyć ciśnienie, by uchwycić moment, gdy zaczyna niebezpiecznie skakać.

NADCHODZĄCY NIŻ CZY WIETRZNE, CHŁODNE DNI POTĘGUJĄ LUB WRĘCZ POWODUJĄ ATAK ZAPALENIA STAWÓW

● Od dawna wiadomo, że stawy nękane przez reumatyzm są jak najczulszy barometr – gdy nadciąga deszcz i plucha, bolą, a nawet puchną. W ten sposób reaguje także skręcona przed laty kostka czy noga, która kiedyś była złamana. Niżowa aura, czyli spadek ciśnienia atmosferycznego i temperatury, powoduje bowiem niewielkie rozprężenie się krwi, limfy i innych płynów ustrojowych. Co przekłada się na wzrost ciśnienia w tkankach. Objawia się to nie tylko charakterystycznym dla meteopatów bólem głowy, ale też stawów. Oczywiście, gdy toczy się w nich przewlekły stan zapalny. Podobnie dają o sobie znać blizny w miejscu zrostu kości.

Ponad 70 proc. cierpiących na RZS (reumatoidalne zapalenie stawów) ma nawrót choroby, gdy spada ciśnienie atmosferyczne, a 80 proc. przy przejmującym zimnie.

Reumatolodzy zalecają swoim pacjentom, by nawet latem przy wietrznej, deszczowej aurze przez 2–3 dni zostali w domu. W tym czasie trzeba również jak najmniej chodzić, zwłaszcza po schodach. W grę nie wchodzi też dźwiganie. W ten sposób oszczędza się i ochrania kolana, które są szczególnie podatne na uszkodzenia przy zapaleniu stawów.

Ostatnio wyodrębniono nową kategorię: choroby meteotropowe, które uaktywniają się przy określonej pogodzie.

Wśród nich, oprócz schorzeń kostno-stawowych, znalazły się m.in. neuralgie, padaczka czy astma. W ich wypadku ostre, wilgotne, chłodne powietrze może sprowokować atak.

CIEPŁE FRONTY ATMOSFERYCZNE DAJĄ SIĘ WE ZNAKI WRZODOWCOM

● Nawet zaleczone wrzody żołądka czy dwunastnicy, po których zostają tylko blizny, odzywają się sezonowo: wiosną i jesienią. Ostatnio odkryto, że znaczenie ma nie tyle pora roku, ile konkretna aura.

Zgaga, odbijanie, charakterystyczne pieczenie, palenie czy ból brzucha nasilają się przy dżdżystej i ciepłej pogodzie.

Dlaczego? Większość lekarzy uważa, że przy dużej wilgotności powietrza i równocześnie rosnącej temperaturze organizm wydziela więcej histaminy. Substancja ta pobudza gruczoły w żołądku do wytwarzania kwasu solnego. Przy jego nadmiarze z jednej strony podrażniana jest ściana żołądka, z drugiej zaś częściej i szybciej się on opróżnia, przepychając powstające w nim soki do dwunastnicy, która w ten sposób się zakwasza. Stąd zaostrzenie choroby wrzodowej. Pomocna bywa kuracja lekami zmniejszającymi wydzielanie kwasu solnego, od niedawna dostępnymi już bez recepty (np. Bioprazol, Controloc).

Podobnie przy słotnej aurze, gdy jednocześnie zmieniają się fronty, gorzej się czują cukrzycy, bo wtedy szybko spada poziom glukozy we krwi.

CO 10. Z NAS MA SYMPTOMY DEPRESJI, GDY SIĄPI DESZCZ I JEST POCHMURNO

● Dość często mylimy wymagającą leczenia chorobę z przemijającym pogorszeniem nastroju. Z najnowszych badań wynika, że taki błąd popełnia prawie 90 proc. osób nadwrażliwych na aurę. Większość z nas na jesienną słotę i zimowy brak słońca reaguje zniechęceniem i ospałością, a wraz z nastaniem wiosny odzyskuje wigor. To jedynie syndrom zimowego smutku, co nie jest chorobą (zimą depresja dotyka do 10 proc. z nas).

Przemijające i trwające kilka dni przygnębienie, nerwowość, bezsenne noce mogą być tylko reakcją na niżową aurę, a nie depresją.

Naukowcy twierdzą, że niepokój za oknem, a zwłaszcza silny wiatr, rzęsisty deszcz i burzę, odczuwamy jako spory stres. Zwiększa on wydzielanie adrenaliny, zwanej hormonem walki, co szybko podnosi ciśnienie krwi i pobudza nas do działania. Efektem mogą być rozdrażnienie, nerwowość, trudności ze snem, a po nich nieco obniżony nastrój, brak witalności czy bóle głowy.

Nadrażliwi na gwałtowne załamania pogody często na kilka dni przed takimi zjawiskami zaczynają czuć się źle i są poirytowani.

Lekarze zalecają, by w tej sytuacji szybko rozładowywać napięcie. Dobrym sposobem są ziołowe środki uspokajające (np. z mel isą, kozłkiem) oraz preparaty z magnezem i witaminami z grupy B. Wyciszająco działają joga czy długie, dotleniające spacery.

Zarówno silnie zachmurzone niebo, jak i meteorologiczna huśtawka potęgują depresję u osób na nią chorujących.

Nawet latem wystarczą 2 tygodnie angielskiej pogody, by ich samopoczucie uległo pogorszeniu. Podobnie falę depresji przynosi wiejący w górach halny.